07.06.2024, 00:26 ✶
Mężczyzna kiwnął głową. Rzeczywiście. Był Owenem Bagshotem. I żył, chociaż chyba sam już zdążył pogodzić się z tym, że przyjdzie mu umrzeć w tej ciemnej, oświetlonej jedynie światłem fluorescencyjnych grzybów kawernie.
- Próbowałem wybić sobie przejście na powierzchnię – wyjaśnił cicho. – Jak widać niespecjalnie mi się to udało. – Chyba przez zmęczenie i ogarniającą go coraz mocniej ulgę, w jego głosie pojawiło się coś, co przypominało nawet trochę rozbawienie? Oczywiście dość niemrawe, ledwie wyczuwalne, ciągle jeszcze przytłumione niedowierzaniem, że komukolwiek udało się go odnaleźć. – Nie jesteś zbyt młoda na pracownicę Ministerstwa Magii? – zapytał łagodnie Penny.
A potem skupił pełną uwagę na tym, co ta próbowała zrobić. Odruchowo spiął się jakby w oczekiwaniu na to, że mogło się wydarzyć dla niego wszystko co najgorsze. Wcześniejsze próby Millie nie wywarły żadnego wrażenia na korzeniach – co było o tyle dobre, że przynajmniej nie zacisnęły się mocniej na pasie uwięzionego czarodzieja. Teraz Bagshot też nie był wcale pewien, jak zareagują na podjęte przez drugą kobietę działania. Ku jego uldze wydawało się, że poddały się tansmutacji.
Nie zdając sobie do końca sprawy z tego,co robi, wstrzymał oddech w oczekiwaniu. Skupił pełną uwagę na znajdującej się obok Penny Millie. Przyglądał się jej profilowi uważnie. Kiedy tylko wyczuł, że może się odsunąć od ściany, dokładnie to zrobił. Nie było to może najładniejsze z odsunięć, przypominało raczej niezgrabne (bo zachwiane) rzucenie się do przodu, przy tym trochę się nawet wsparł na Moody. Nawet nie próbował ukryć, że obawiał się reakcji korzeni na swoją ucieczkę. Ale te pozostały na swoim miejscu, łagodnie zwisające, niemal zupełnie nieszkodliwe, choć nadal pulsujące magią.
Chwilę jeszcze ściskał ramię Millie wreszcie posłał jej coś na kształt przepraszającego uśmiechu i cofnął się jeszcze o krok, zabierając rękę.
- Dziękuję. Poradziłyście sobie dużo lepiej niż ja – przyznał wprost, a potem skupił pełnię uwagi na wypadających z korytarza dwóch mężczyznach. - Nawet nie jestem wściekły, że cię tutaj widzę – rzucił Owen w stronę swojego kuzyna. Zrobił chwiejnie kilka kroków w jego stronę, jakby nie był do końca przekonany czy powinien go przytulić czy popchnąć. – Ale jak spróbujesz tutaj umrzeć a ja przeżyję, to ciotki mi tego nie darują.
Basilius widział, że mężczyzna był wyraźnie osłabiony. Miał zadrapanie na twarzy a jego oczy błyszczały niezdrowo. Chyba gorączkował. Ale utrzymywał się na własnych nogach i nie wyglądało na to, by miał jakieś poważniejsze rany na ciele.
- Wy też zostaliście uwięzieni pod ziemią? – zapytał całą czwórkę. - Jakieś pomysły jak się stąd wydostać?
Aportacja dalej nie działała.
@Penny Weasley @Millie Moody @Isaac Bagshot @Basilius Prewett
- Próbowałem wybić sobie przejście na powierzchnię – wyjaśnił cicho. – Jak widać niespecjalnie mi się to udało. – Chyba przez zmęczenie i ogarniającą go coraz mocniej ulgę, w jego głosie pojawiło się coś, co przypominało nawet trochę rozbawienie? Oczywiście dość niemrawe, ledwie wyczuwalne, ciągle jeszcze przytłumione niedowierzaniem, że komukolwiek udało się go odnaleźć. – Nie jesteś zbyt młoda na pracownicę Ministerstwa Magii? – zapytał łagodnie Penny.
A potem skupił pełną uwagę na tym, co ta próbowała zrobić. Odruchowo spiął się jakby w oczekiwaniu na to, że mogło się wydarzyć dla niego wszystko co najgorsze. Wcześniejsze próby Millie nie wywarły żadnego wrażenia na korzeniach – co było o tyle dobre, że przynajmniej nie zacisnęły się mocniej na pasie uwięzionego czarodzieja. Teraz Bagshot też nie był wcale pewien, jak zareagują na podjęte przez drugą kobietę działania. Ku jego uldze wydawało się, że poddały się tansmutacji.
Nie zdając sobie do końca sprawy z tego,co robi, wstrzymał oddech w oczekiwaniu. Skupił pełną uwagę na znajdującej się obok Penny Millie. Przyglądał się jej profilowi uważnie. Kiedy tylko wyczuł, że może się odsunąć od ściany, dokładnie to zrobił. Nie było to może najładniejsze z odsunięć, przypominało raczej niezgrabne (bo zachwiane) rzucenie się do przodu, przy tym trochę się nawet wsparł na Moody. Nawet nie próbował ukryć, że obawiał się reakcji korzeni na swoją ucieczkę. Ale te pozostały na swoim miejscu, łagodnie zwisające, niemal zupełnie nieszkodliwe, choć nadal pulsujące magią.
Chwilę jeszcze ściskał ramię Millie wreszcie posłał jej coś na kształt przepraszającego uśmiechu i cofnął się jeszcze o krok, zabierając rękę.
- Dziękuję. Poradziłyście sobie dużo lepiej niż ja – przyznał wprost, a potem skupił pełnię uwagi na wypadających z korytarza dwóch mężczyznach. - Nawet nie jestem wściekły, że cię tutaj widzę – rzucił Owen w stronę swojego kuzyna. Zrobił chwiejnie kilka kroków w jego stronę, jakby nie był do końca przekonany czy powinien go przytulić czy popchnąć. – Ale jak spróbujesz tutaj umrzeć a ja przeżyję, to ciotki mi tego nie darują.
Basilius widział, że mężczyzna był wyraźnie osłabiony. Miał zadrapanie na twarzy a jego oczy błyszczały niezdrowo. Chyba gorączkował. Ale utrzymywał się na własnych nogach i nie wyglądało na to, by miał jakieś poważniejsze rany na ciele.
- Wy też zostaliście uwięzieni pod ziemią? – zapytał całą czwórkę. - Jakieś pomysły jak się stąd wydostać?
Aportacja dalej nie działała.
@Penny Weasley @Millie Moody @Isaac Bagshot @Basilius Prewett
Czas na odpis do 10.06, godz. 21.00