07.06.2024, 01:00 ✶
Gniew napędza do działania, odnajduje w człowieku siły, o których nie miał pojęcia oraz wywleka na wierzch najsilniejsze elementy jego psyche. Ale gniew także przytępia zmysły, zasnuwa wzrok sepią furii i odbiera zdolność logicznego zmyślenia. Przekonał się o tym Alexander Bell, którego zazdrość omal nie doprowadziła do tragedii. Cios wymierzony w Laurenta napotkał przeszkodę w postaci Edge'a, który w ostatniej chwili znalazł się pomiędzy mężczyznami. Być może zarządca cyrku próbował przekierować energię w inne miejsce; a być może od początku nie chciał uderzyć Prewetta zbyt mocno. Faktem jednak pozostawało to, że cios, który zadał swemu kochankowi, nie był szczególnie silny - a przynajmniej nie silniejszy niż to, do czego Edge przywykł na Nokturnie - i został wyprowadzony tak, że trafił go idealnie w kość jarzmową. Akrobata się zachwiał, ale nie upadł. Jutro na jego policzku powinien pojawić się paskudny siniak, nic poza tym. Upadł natomiast Laurent, na którego wpadł Edge.
To nie był jednak koniec; niemalże w tej samej sekundzie do całej trójki dopadło dwóch ochroniarzy, kobieta i mężczyzna. Dryblas, który wcześniej rozdzielał Atreusa i Christophera chwycił teraz obu cyrkowców za ramiona w żelaznym uścisku wielkich dłoni (próżno było się wyrywać, nie mieliście żadnych starć w starciu z tym czarodziejem) i zaprowadził ich za najbliższy namiot, z dala od oczu gapiów.
— Nikt stąd się nie ruszy, dopóki nie ochłoniecie — zwracał się do obojga, ale jednak jego pełne dezaprobaty spojrzenie skierowane było przede wszystkim na Alexandra — Jesteście w pubie, czy na weselu?
Tymczasem Laurentem zajęła się kobieta; filigranowa, niepozorna blondynka, której również Matka nie poskąpiła siły. Pomogła mu wstać, by później delikatnie, ale stanowczo odciągnęła selkie na bok. Aż Alexander i Flynn zniknęli mu z oczu.
— Wszystko w porządku, panie Prewett? — zapytała ostrożnie.
To nie był jednak koniec; niemalże w tej samej sekundzie do całej trójki dopadło dwóch ochroniarzy, kobieta i mężczyzna. Dryblas, który wcześniej rozdzielał Atreusa i Christophera chwycił teraz obu cyrkowców za ramiona w żelaznym uścisku wielkich dłoni (próżno było się wyrywać, nie mieliście żadnych starć w starciu z tym czarodziejem) i zaprowadził ich za najbliższy namiot, z dala od oczu gapiów.
— Nikt stąd się nie ruszy, dopóki nie ochłoniecie — zwracał się do obojga, ale jednak jego pełne dezaprobaty spojrzenie skierowane było przede wszystkim na Alexandra — Jesteście w pubie, czy na weselu?
Tymczasem Laurentem zajęła się kobieta; filigranowa, niepozorna blondynka, której również Matka nie poskąpiła siły. Pomogła mu wstać, by później delikatnie, ale stanowczo odciągnęła selkie na bok. Aż Alexander i Flynn zniknęli mu z oczu.
— Wszystko w porządku, panie Prewett? — zapytała ostrożnie.