07.06.2024, 01:39 ✶
- No ale... - zrobił krótką pauzę, zastanawiając się trochę nad tym co chciał powiedzieć. - W sumie jak tak teraz nad tym myślę to Voldemort nie wszedł tam sam, ale ciał śmierciożerców chyba nigdzie nie było. Weszli w pełni razem z nim, my ciałem zostaliśmy w świecie fizycznym, bo weszliśmy tam po unieszkodliwieniu przynajmniej niektórych kamieni, ale czy wszystkich? Wy zniszczyliście swój i od razu pobiegliście do przejścia, prawda? My zrobiliśmy to samo. Pytanie czy reszta też się z tego wywiązała. Nie jestem pewien ale chyba normalne wejście w ognisko, nawet podczas Beltane czy Samhain, nie skutkowało czymś takim. Obstaję trochę przy zdaniu, że na nasze wejście też jakoś wpłynęły - wzruszył ramionami, a w jego tonie mimo wszystko brakowało jakiegoś zacięcia, że za swoje zdanie w tym temacie dałby się pokroić. Była jeszcze inna możliwość, która przychodziła mu do głowy - że byli w stanie tam wejść bo portal do limbo pozostał otwarty póki w środku był ktoś, z kim to miejsce walczyło. - Niestety, ale Arcykapłanka cierpi aktualnie na mocny przypadek utraty piątej klepki, więc nie mogę wywrzeć na niej jakiejś mocniejszej presji. Ale i wcześniej nie była na ten temat specjalnie wylewna.
Szkoda tylko, że Atreus widząc jak Louvain na lato postanowił odstawić się w rękawiczki, ani przez moment nie zastanowił się nad tym że mogło być coś innego niż dziwny wybór modowy. Może wtedy udałoby im się otrzymać nieco więcej odpowiedzi albo chociaż tropów, które mogliby podchwycić.
- Pytanie co ją podchwyciło - turyści byli wytłumaczeniem tak dobrym jak każde inne, które właśnie przychodziło im do głowy. Kręcili się dookoła tematu, przerzucając teoriami, ale było w tym coś pocieszającego. Po pierwsze, zdawali się rozmawiać ze sobą normalnie, a przez to Bulstrode mógł się domyślać, ze miejsce przynajmniej teraz nie wpływało na ich emocje wobec siebie. Po drugie, może wreszcie uda im się dojść do jakichś wniosków, albo później lepiej połączyć to, czego dowiadywali się po drodze.
- Zdziwiłbym się, gdyby założyła tak bogatą biżuterię. To raczej nie w jej stylu, no i przeszkadzałoby jej w pracy. Ale mam wrażenie, że coś przede mną ukrywa - dokończył z pewnym wahaniem, ostatecznie stwierdzając że co mu w sumie szkodzi podzielić się ze Stewardem swoimi podejrzeniami. Bo może skoro nie chodziło o narzeczeństwo to ten coś wiedział? Jakby wiedział, że Florence obiecała wspierać go w ich tajnych zakoniarskich zabawach, to pewnie gotowy byłby wyciągnąć swój kalendarz i skrupulatnie sprawdzić kiedy więź z Brenną konkretnie dawała mu się we znaki, żeby sprawdzić czy przypadkiem wtedy jego siostra nie miała nadprogramowych dyżurów, ale tak? Miał wręcz nadzieję, że chodziło o anonimowego adoratora, a nie o jakieś okropne wyskoki, które kompletnie do niej nie pasowały.
- Otóż tak, Perseus poślubił Vesperę. A Chester był takim śmieszkiem, że go nawet na tym weselu nie widziałem. Może się nie chciał podpisywać pod tym związkiem bojąc się, że jego córka znowu owdowieje. - Kiedy Atreus myślał o Rookwoodzie, to na myśl nie przychodziła mu Litha, a to nieszczęsne zebranie przed Beltane, które organizował szanowny pan naczelny śmieszek, a na które nie zaprosił połowy pracowników. Podczas gdy Chester pisał skargo-raport do Harper, Atreus siedział za swoim biurkiem i pytał 'jakie, kurwa, zebranie?' bo jakoś do niego notatka nie zdołała dotrzeć.
Cisza dawała się we znaki, z mocą akcentując swoją obecność. Bo kiedy nic nie mówili, zdawała się wciskać nachalnie między nich, specjalnie uwydatniając ponury krajobraz, który ich otaczał. Śmierdziało czarną magią gorzej jak w najciemniejszym lokalu na Podziemnych Ścieżkach, a mimo to oprócz wyniszczonej roślinności i kościółka, nie było tutaj niczego.
- Zatem proponuję zacząć od środka - uśmiechnął się do Patricka lekko, a potem spróbował otworzyć drzwi.
Szkoda tylko, że Atreus widząc jak Louvain na lato postanowił odstawić się w rękawiczki, ani przez moment nie zastanowił się nad tym że mogło być coś innego niż dziwny wybór modowy. Może wtedy udałoby im się otrzymać nieco więcej odpowiedzi albo chociaż tropów, które mogliby podchwycić.
- Pytanie co ją podchwyciło - turyści byli wytłumaczeniem tak dobrym jak każde inne, które właśnie przychodziło im do głowy. Kręcili się dookoła tematu, przerzucając teoriami, ale było w tym coś pocieszającego. Po pierwsze, zdawali się rozmawiać ze sobą normalnie, a przez to Bulstrode mógł się domyślać, ze miejsce przynajmniej teraz nie wpływało na ich emocje wobec siebie. Po drugie, może wreszcie uda im się dojść do jakichś wniosków, albo później lepiej połączyć to, czego dowiadywali się po drodze.
- Zdziwiłbym się, gdyby założyła tak bogatą biżuterię. To raczej nie w jej stylu, no i przeszkadzałoby jej w pracy. Ale mam wrażenie, że coś przede mną ukrywa - dokończył z pewnym wahaniem, ostatecznie stwierdzając że co mu w sumie szkodzi podzielić się ze Stewardem swoimi podejrzeniami. Bo może skoro nie chodziło o narzeczeństwo to ten coś wiedział? Jakby wiedział, że Florence obiecała wspierać go w ich tajnych zakoniarskich zabawach, to pewnie gotowy byłby wyciągnąć swój kalendarz i skrupulatnie sprawdzić kiedy więź z Brenną konkretnie dawała mu się we znaki, żeby sprawdzić czy przypadkiem wtedy jego siostra nie miała nadprogramowych dyżurów, ale tak? Miał wręcz nadzieję, że chodziło o anonimowego adoratora, a nie o jakieś okropne wyskoki, które kompletnie do niej nie pasowały.
- Otóż tak, Perseus poślubił Vesperę. A Chester był takim śmieszkiem, że go nawet na tym weselu nie widziałem. Może się nie chciał podpisywać pod tym związkiem bojąc się, że jego córka znowu owdowieje. - Kiedy Atreus myślał o Rookwoodzie, to na myśl nie przychodziła mu Litha, a to nieszczęsne zebranie przed Beltane, które organizował szanowny pan naczelny śmieszek, a na które nie zaprosił połowy pracowników. Podczas gdy Chester pisał skargo-raport do Harper, Atreus siedział za swoim biurkiem i pytał 'jakie, kurwa, zebranie?' bo jakoś do niego notatka nie zdołała dotrzeć.
Cisza dawała się we znaki, z mocą akcentując swoją obecność. Bo kiedy nic nie mówili, zdawała się wciskać nachalnie między nich, specjalnie uwydatniając ponury krajobraz, który ich otaczał. Śmierdziało czarną magią gorzej jak w najciemniejszym lokalu na Podziemnych Ścieżkach, a mimo to oprócz wyniszczonej roślinności i kościółka, nie było tutaj niczego.
- Zatem proponuję zacząć od środka - uśmiechnął się do Patricka lekko, a potem spróbował otworzyć drzwi.