07.06.2024, 01:58 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 07.06.2024, 01:58 przez Norvel Twonk.)
Morpheus, Peppa, Alexander, Ambrosia
W czasie, gdy podchodzili do osuwiska z Alexandrem działo się coś dziwnego. Przed oczami stanęła mu czerwieniejąca woda. Poczuł też jakby jego pas oplatało coś żywego, co nagle postanowiło odejść. Czy to była właśnie ta chwila, w której jego wizja się dopełniła? Coś się na pewno właśnie stało. Ktoś umarł. I ktoś przeżył, choć jego los ważył się wcześniej w cudzych rękach.
Peppa naprawdę była mistrzynią transmutacji. Zgodnie z jej życzeniem listki przemieniły się w świetliste kulki. Zbliżająca się do osuwiska Ambrosia zobaczyła, że niżej rzeczywiście znajdował się… grób? Kurhan? Dostrzegła kamienną płytę i leżący na niej szkielet, najpewniej kobiecy, bo oblekały go resztki prostej, lnianej sukienki. Wokół niego rozkwitały kwiaty. Zieleń wiła się dookoła, jakby mimo braku dostępu światła słonecznego, zdołała nie tylko jakoś przetrwać, ale też zakwitnąć. Cała wydrążona we wzgórzu komnata nagrobna skąpana była w zieleni i w kwiatach.
I zaledwie sekundę później, ledwie po tym jak z gardła McKinnon wyrwał się krzyk wołający Millie i Penny, straciła grunt pod nogami i runęła w dół.
Czasami losu nie da się tak łatwo oszukać. Nie wystarczy fałszywa ofiara złożona z pozoranta. Potrzeba prawdziwej. Jedyne, co można zrobić w takiej sytuacji to tylko wymienić jedną żywą ofiarę na inną żywą ofiarę. I Morpheus dokładnie to zrobił. Nieświadomie wymienił siebie na Ambrosię.
Usłyszeli łupnięcie, gdy ciało czarownicy uderzyło o ziemię. Runęła z wysokości kilku metrów w dół. Osuwisko w tym czasie zaczęło się powiększać, ziemia zapadała się, pokazując wszystkim to, co wcześniej dostrzegła tylko Ambrosia a wreszcie i samą Ambrosię. Leżała na plecach, w otoczeniu bujnej roślinności. Miała otwarte oczy. Promienie słoneczne tańczyły na jej twarzy. Wyglądała tak, jakby nie mogła nabrać powietrza w płuca. Znajdujące się dookoła niej kwiaty, pochylały się ku niej.
Poczucie niewłaściwości uderzyło Morpheusa w brzuch.
Chroń Trionę - Peppa usłyszała znajomy szept.
Ambrosia
Czułaś rozlewający się po ciele tępy ból. Brakowało ci tchu w piersiach. Całe twoje ciało, jakby należało i nie należało do ciebie. Nie mogłaś się poruszyć. Czułaś, że odpływasz. Obraz rozmazywał ci się przed oczami. Czy tak wyglądała śmierć? Kobieta, właściwie jej cień, bardziej wspomnienie niż cokolwiek innego, przykucnęła obok ciebie.
Usłyszałaś cichy szept. Cichy i melodyjny. Dochodzący z daleka, z bardzo, z bardzo daleka, jakby sprzed setek lat: Mlecz na chorą wątrobę. Melisa na ból brzucha.
Fioletowe dzwoneczki pochylały się nad twoją twarzą. Purpurowa naparstnica kołysała się u stóp. Białe róże, przecież nie miały prawa rosnąć w tym miejscu, owijały się dookoła rąk.
Pokrzywa na wzmocnienie. Rumianek na gardło.
Twój wzrok wracał do normalności. Tępy ból powoli znikał. Znowu mogłaś oddychać.
Szałwia na źle gojące się rany.
Morpheus się pomylił. Na tym właśnie polegała ulotność jasnowidzenia, że zsyłana wizja stawała się zrozumiała dopiero w chwili spełnienia się przepowiedni. Nie dostrzegł swojej śmierci. Dostrzegł upadek i ozdrowienie.
@Peppa Potter @Ambrosia McKinnon @Morpheus Longbottom @Alexander Mulciber
Czas na odpis do 10.06, godz. 21.00