07.06.2024, 08:26 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 07.06.2024, 08:30 przez Brenna Longbottom.)
– Bardzo sprytne z twojej strony – zapewniła Brenna, uznając, że ten specyfik chyba nie tyle wyciągał to, co tkwiło już w człowieku, a ile zupełnie i absolutnie wyłączał wszelki zdrowy rozsądek.
Jeśli Basilius Prewett będzie to wszystko pamiętał, prawdopodobnie umrze z zażenowania, kiedy mu już przejdzie.
Właściwie Brenna była trochę zdziwiona. Bo gdyby miała się zakładać, kto z nich wpadnie w taką sytuację, to byłaby pewna, że będzie to ona. Dobrze, że to Prewett częściej niż Brenna zabawiał się grami hazardowymi, inaczej pewnie już dawno przegrałaby cały swój pokaźny majątek…
– To bardzo niesmaczny eliksir, jestem pewna, że nie chciałbyś go wypijać – dodała, starając się nie mówić do niego takim tonem, jakiego zwykle używała wobec dzieci, gdy z jakichś powodów były zamieszane w sprawę. Naprawdę, naprawdę się starała, ale momentami niechcący i tak w niego wpadała. Znów usiadła na krześle, gdy on wrócił na swoje: jeszcze nieświadoma, jak wielki błąd popełnia. – Miejsce zbrodni tak. Właściwie to nie był żart, tylko pewna… opowieść. Miejscem zbrodni jest dom państwa Tatcherów. Może kojarzysz to nazwisko? – podsunęła delikatnie, bo jeżeli nawet nie pamiętał ostatnich godzin i samej walki, do jakiej doszło nad łóżkiem ciężko chorego pana Tatchera między jego krewnymi i przyjaciółmi, to może przynajmniej pamiętał samych Tatcherów. I to pobudzi jakoś jego wyobraźnię.
Logika dotycząca niewidzenia płuc przygniotła ją na moment, bo nie za bardzo wiedziała, jakich w ogóle użyć tutaj argumentów. Nie dałaby rady mówić, gdyby nie nabierała powietrza w płuca? Już byłaby martwa? Nie była pewna, czy którykolwiek z tych argumentów trafi do Basiliusa…
– Dlaczego miałabym kłamać, że oddycham, gdybym nie oddychała? Nieładnie z twojej strony podejrzewać mnie o coś takiego – powiedziała w końcu urażonym tonem.
Już – już miała zacząć zapewniać, że nie jest wcale ranna, i że dobrze, zrobi ten cholerny przewrót w bok, jeśli to miało go przekonać, że absolutnie nic jej nie dolega, gdy Prewett sam postanowił zademonstrować tę figurę akrobatyczną. Z ust Brenny wyrwał się zdławiony okrzyk, gdy podrywała się z miejsca, przed oczami mając już wizję przewożenia ich świadka do szpitala z kręgosłupem złamanym w kilku miejscach. Ale o dziwo, Basilius, który nie wyglądał na sportowca, chorował i w dodatku był teraz naćpany, wykonał iście popisową gwiazdę.
Brenna opadła z powrotem na krzesło, tak nagle trochę pobladła.
Przynajmniej nie było to salto, pomyślała.
I natychmiast spróbowała nie myśleć o żadnych saltach, bo najwyraźniej ta cholerna klątwa czytała jej w myślach!!!
– Wcale nie muszę być ranna w piątek trzynastego. Mogę też ci przynieść kogoś zamienionego w robaka – stwierdziła w końcu. - Może... może usiądziesz? Ładnie proszę.
Jeśli Basilius Prewett będzie to wszystko pamiętał, prawdopodobnie umrze z zażenowania, kiedy mu już przejdzie.
Właściwie Brenna była trochę zdziwiona. Bo gdyby miała się zakładać, kto z nich wpadnie w taką sytuację, to byłaby pewna, że będzie to ona. Dobrze, że to Prewett częściej niż Brenna zabawiał się grami hazardowymi, inaczej pewnie już dawno przegrałaby cały swój pokaźny majątek…
– To bardzo niesmaczny eliksir, jestem pewna, że nie chciałbyś go wypijać – dodała, starając się nie mówić do niego takim tonem, jakiego zwykle używała wobec dzieci, gdy z jakichś powodów były zamieszane w sprawę. Naprawdę, naprawdę się starała, ale momentami niechcący i tak w niego wpadała. Znów usiadła na krześle, gdy on wrócił na swoje: jeszcze nieświadoma, jak wielki błąd popełnia. – Miejsce zbrodni tak. Właściwie to nie był żart, tylko pewna… opowieść. Miejscem zbrodni jest dom państwa Tatcherów. Może kojarzysz to nazwisko? – podsunęła delikatnie, bo jeżeli nawet nie pamiętał ostatnich godzin i samej walki, do jakiej doszło nad łóżkiem ciężko chorego pana Tatchera między jego krewnymi i przyjaciółmi, to może przynajmniej pamiętał samych Tatcherów. I to pobudzi jakoś jego wyobraźnię.
Logika dotycząca niewidzenia płuc przygniotła ją na moment, bo nie za bardzo wiedziała, jakich w ogóle użyć tutaj argumentów. Nie dałaby rady mówić, gdyby nie nabierała powietrza w płuca? Już byłaby martwa? Nie była pewna, czy którykolwiek z tych argumentów trafi do Basiliusa…
– Dlaczego miałabym kłamać, że oddycham, gdybym nie oddychała? Nieładnie z twojej strony podejrzewać mnie o coś takiego – powiedziała w końcu urażonym tonem.
Już – już miała zacząć zapewniać, że nie jest wcale ranna, i że dobrze, zrobi ten cholerny przewrót w bok, jeśli to miało go przekonać, że absolutnie nic jej nie dolega, gdy Prewett sam postanowił zademonstrować tę figurę akrobatyczną. Z ust Brenny wyrwał się zdławiony okrzyk, gdy podrywała się z miejsca, przed oczami mając już wizję przewożenia ich świadka do szpitala z kręgosłupem złamanym w kilku miejscach. Ale o dziwo, Basilius, który nie wyglądał na sportowca, chorował i w dodatku był teraz naćpany, wykonał iście popisową gwiazdę.
Brenna opadła z powrotem na krzesło, tak nagle trochę pobladła.
Przynajmniej nie było to salto, pomyślała.
I natychmiast spróbowała nie myśleć o żadnych saltach, bo najwyraźniej ta cholerna klątwa czytała jej w myślach!!!
– Wcale nie muszę być ranna w piątek trzynastego. Mogę też ci przynieść kogoś zamienionego w robaka – stwierdziła w końcu. - Może... może usiądziesz? Ładnie proszę.
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.