Czy istniała taka możliwość, czy nie - tego pewnie najstarsi czarodzieje nie wiedzieli. Natura miała do siebie to, że lubiła płatać figle tym, którzy ośmielili się wierzyć, że znali ją na wylot. Sam Nikolai nie sądził, by mądrym było wystawianie jej cierpliwości na próbę, ale może faktycznie istniały reguły, które można było nagiąć, wpierw zdobywając zaufanie i pielęgnując je.
Złe miejsce i zły czas. Niebezpieczne połączenie, które mogło skończyć się czymś gorszym, niż kradzieżą różdżki. Nikolai miał w tym pewne doświadczenie, chociaż jego "złe miejsce i zły czas" wywołane było kiepską wymową - kominek wyrzucił go na ulicy Śmiertelnego Nokturnu, zaczepiła go szemrana trójka i pewnie skończyłby gorzej, niż z krwawiącym nosem, gdyby nie pojawiła się wtedy Brenna. Przynajmniej jego różdżka została z nim, bo nie był pewien, czy dałby radę poradzić sobie bez niej, skoro polegał na niej i na magii, od kiedy nauczył się jej używać.
Pokiwał głową, odszukując w pamięci wszelkie informacje, jakie miał o angielskich wytwórcach różdżek. W końcu kto nie słyszał o Ollivanderach? Nikolai pamiętał, że używali do wytwarzania swoich różdżek głównie trzech rdzeni, wśród których nie było pióro pegaza, ale może było to jedno z niedomówień, jakieś przeoczenie i może faktycznie można było zakupić w Anglii różdżki, które wychodziły poza znane na świecie standardy.
Uwolniony spod rąk nieznajomego, któremu pozwolono położyć na nim swoje dłonie, Arno wstrząsnął skrzydłami, odwrócił się powoli i wrócił do swojego boksu, by położyć się na sianie i zasłonić głowę skrzydłem. Nikolai zmrużył lekko oczy, widząc to. Arno czasami tak robił, szczególnie w dni, gdy dotyk szczególnie go irytował, ale chłopak do tej pory nie wiedział, czym było to wywołane. Vlad również niewiele mu o tym mówił - zrzucał to na niecodzienny charaktery hipogryfa. Będzie musiał o tym wspomnień stryjowi, gdy ten wróci do domu.
Hmm, czy było jeszcze coś do zrobienia? Hipogryfy karmił rano, więc było trochę za wcześnie, by znowu coś im dawać. Coś przenieść? Coś jeszcze wyczyścić?
-Dobra. Jeśli chodzi o czyszczenie hipogryfa, to wygląda tak samo, jak czyszczenie skrzydeł. Jest trochę łatwiejsze, bo pióra są krótsze. Tylko musisz uważać przy samej twarzy, żeby bo nie lubią, jak się im zalewa woda oczy i mogą cię dziabnąć - powiedział i podszedł do skrzyni, na której leżała jeszcze kopystka.
-Jeżeli czyściłeś kiedykolwiek kopyta konia, u hipogryfów wygląda to tak samo. Kalio zwiał do lasu, więc jeszcze sprawdzimy, czy nie wlazło mu tam coś, czego byśmy tam nie chcieli - czasami jakiś robak się przyklei wraz z ziemią, czasami były to jakieś odłamki kory lub szyszki.
Kalio leżał sobie spokojnie na trawie i absolutnie nie miał zamiaru się podnosić, czy chłopcy się do niego zbliżyli. Dla Nikolaia nie robiło to różnicy, skoro kopyta i tak były wyciągnięte.
-Wybacz, ale chyba jest trochę za wcześnie, żebyś czyścił im kopyta. Trochę się boję, że mógłby cię, mimo wszystko, kopnąć - nie chciał, żeby zabrzmiało to źle, ale po prostu się martwił. Mimo wszystko, oberwanie z kopyta również nie było miłe.
Ponieważ hipogryfy były niedawno czyszczone, również w kopytach nie uzbierało się na tyle brudu, by trzeba było spędzać nad nimi dużo czasu. Zebrało się tam trochę trawy, trochę ziemi, jakiś kamyk i igiełki. Nic, co mogłoby hipogryfowi sprawiać dyskomfort.
-Hm... Chyba wystarczy je po prostu wypłukać - powiedział. -Mógłbyś podać mi to wiadro z wodą? - wiadro stało na skrzyni z zabawkami.