07.06.2024, 11:03 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 07.06.2024, 12:42 przez Florence Bulstrode.)
jakoś trochę z boku, w pobliżu wejścia
- Musimy później koniecznie porozmawiać o twoim życiu na Madagaskarze, droga kuzynko - powiedziała Florence przesłodzonym tonem, zdecydowana dowiedzieć się, co się tu dzieje, dopóki bójka na parkiecie pozostawała jedynym incydentem, w który zaangażował się Atreus. I tak wszyscy zainteresowani mieli szczęście, że Rosier nie stanął na środku parkietu, domagając się, by ktoś przyjął jego zawiadomienie, i jeśli takie składał, to robił to jakoś w miarę rozsądnie, na boku.
A coś tu kombinowali. Nie chodziło o miłostkę, gdyby Atreus miał ochotę się z kimś umówić, zrobiłby to jawnie, nie przedstawiałby dziewczyny jako krewną. Co więc się działo? Nie miała pojęcia – i pewnie nie wnikałaby w to, bo zwykle przyjmowała do wiadomości, że brat ma różne znajomości, i towarzyskie i te wynikające z pracy. Zupełnie inne niż te Florence, która obracała się w wąskim gronie uzdrowicieli, rodziny oraz pojedynczych przyjaciół jeszcze z Hogwartu, i trzymała się z daleka zarówno od ludzi bardzo rozrywkowych, jak i on osób z Nokturna.
Ale tutaj w grę wchodziło ich nazwisko. A dbałość o te Florence miała wtłoczoną od małego.
Chwilowo jednak nie było czasu na rozmowy o Madagaskarze i cudownym powiększeniu rodziny Bulstrodów, bo Atreus dosłownie się rozsypał. Na całe szczęście pozwolił przynajmniej odciągnąć się na bok.
– Nie, nie udusisz pana młodego na jego własnym weselu, Atreusie – stwierdziła bardzo spokojnie. – Z Perseusem na temat dodawania podejrzanych rzeczy do drinków serwowanych gościom rozmówię się osobiście.
Bez rękoczynów i prób morderstwa, ale niewykluczone, że Black po tej rozmowie uzna, że znacznie łatwiej byłoby dostać w twarz. Taki cios bolał w końcu tylko przez chwilę.
– Tak, też bardzo się cieszę, że u Longbottomów ograniczyli się do zamieniania ludzi w niedźwiedzie i zionięcia niebieskim ogniem, i że dzięki temu nie próbowałeś nikogo pobić – westchnęła Florence, nieświadoma, że chciał powiedzieć zapewne coś innego. Była sceptycznie nastawiona wobec drinków, jakie zaserwowano na tamtej zabawie, ale po nich przynajmniej nikt się nie bił i nie szlochał jej w ramię. Tutaj pozwolono sobie wyraźnie na więcej.
Zaraz.
Czy „kuzynka Amelka” nie trzymała właśnie…
– Nie pij… – zaczęła, obracając głowę w stronę Maeve, ale niestety, zobaczyła tylko pustą szklankę w jej ręku. Florence mrugnęła, próbując spojrzeć nie na Maeve, a do przodu: tak na wszelki wypadek, starając się sprawdzić, jakie ta ma plany. Bo może zaraz okaże się, że też wybuchnie szlochem albo postanowi poprosić o rękę swojego „kuzyna”.
Jasnowidzenie
- Musimy później koniecznie porozmawiać o twoim życiu na Madagaskarze, droga kuzynko - powiedziała Florence przesłodzonym tonem, zdecydowana dowiedzieć się, co się tu dzieje, dopóki bójka na parkiecie pozostawała jedynym incydentem, w który zaangażował się Atreus. I tak wszyscy zainteresowani mieli szczęście, że Rosier nie stanął na środku parkietu, domagając się, by ktoś przyjął jego zawiadomienie, i jeśli takie składał, to robił to jakoś w miarę rozsądnie, na boku.
A coś tu kombinowali. Nie chodziło o miłostkę, gdyby Atreus miał ochotę się z kimś umówić, zrobiłby to jawnie, nie przedstawiałby dziewczyny jako krewną. Co więc się działo? Nie miała pojęcia – i pewnie nie wnikałaby w to, bo zwykle przyjmowała do wiadomości, że brat ma różne znajomości, i towarzyskie i te wynikające z pracy. Zupełnie inne niż te Florence, która obracała się w wąskim gronie uzdrowicieli, rodziny oraz pojedynczych przyjaciół jeszcze z Hogwartu, i trzymała się z daleka zarówno od ludzi bardzo rozrywkowych, jak i on osób z Nokturna.
Ale tutaj w grę wchodziło ich nazwisko. A dbałość o te Florence miała wtłoczoną od małego.
Chwilowo jednak nie było czasu na rozmowy o Madagaskarze i cudownym powiększeniu rodziny Bulstrodów, bo Atreus dosłownie się rozsypał. Na całe szczęście pozwolił przynajmniej odciągnąć się na bok.
– Nie, nie udusisz pana młodego na jego własnym weselu, Atreusie – stwierdziła bardzo spokojnie. – Z Perseusem na temat dodawania podejrzanych rzeczy do drinków serwowanych gościom rozmówię się osobiście.
Bez rękoczynów i prób morderstwa, ale niewykluczone, że Black po tej rozmowie uzna, że znacznie łatwiej byłoby dostać w twarz. Taki cios bolał w końcu tylko przez chwilę.
– Tak, też bardzo się cieszę, że u Longbottomów ograniczyli się do zamieniania ludzi w niedźwiedzie i zionięcia niebieskim ogniem, i że dzięki temu nie próbowałeś nikogo pobić – westchnęła Florence, nieświadoma, że chciał powiedzieć zapewne coś innego. Była sceptycznie nastawiona wobec drinków, jakie zaserwowano na tamtej zabawie, ale po nich przynajmniej nikt się nie bił i nie szlochał jej w ramię. Tutaj pozwolono sobie wyraźnie na więcej.
Zaraz.
Czy „kuzynka Amelka” nie trzymała właśnie…
– Nie pij… – zaczęła, obracając głowę w stronę Maeve, ale niestety, zobaczyła tylko pustą szklankę w jej ręku. Florence mrugnęła, próbując spojrzeć nie na Maeve, a do przodu: tak na wszelki wypadek, starając się sprawdzić, jakie ta ma plany. Bo może zaraz okaże się, że też wybuchnie szlochem albo postanowi poprosić o rękę swojego „kuzyna”.
Jasnowidzenie
Rzut Z 1d100 - 94
Sukces!
Sukces!