Brenna jak i Ger należały do tych osób, które najwyraźniej badały temat dosyć mocno bezpośrednio, bez owijania w bawełnę, co w sumie nie było chyba najgorszą metodą, bo omijało nieporozumienia.
Nieco zdziwiła się kiedy Issac pojawił się niedalko, bo albo jej się wydawało, albo faktycznie wysiadł z mugolskiej taksówki. Ciekawe. Przygasiła peta swoim ciężkim butem i ruszyła w jego kierunku z uśmiechem na ustach.
- Czyli jednak mnie słuchasz, to dobrze. - Uśmiech jej się jeszcze bardziej powiększył, bo faktycznie mężczyzna idealnie trafił w jej gust, może nie świadczyło to o niej najlepiej, ale to prawda Geraldine zdecydowanie dużo bardziej doceniała alkohol od kwiatów.
Skoro zaproponował, to złapała go pod ramię. Wyglądali pewnie jak jedna z wielu typowych par przemieszczających się po dworcu, no może byli zdecydowanie wyżsi od większości, przez co mogli zwracać na siebie uwagę.
- Ciekawe, czy będą jeszcze miejsca. - Miała świadomość, że mugole bardzo często wybierali właśnie ten sposób transportu, nie wiedziała, czy nie będzie za późno, żeby kupić bilety, z drugiej strony ich to jednak nie ograniczało, w ostateczności będą mogli się tam dostać przy pomocy teleportacji.
- Kilka razy jechałam, to ciekawe doświadczenie. - Dodała jeszcze z uśmiechem. Yaxley nie miała nic do mugoli i uważała, że od czasu do czasu nawet warto spędzić trochę czasu między nimi.
Doszli wreszcie do kasy biletowej, kolejka nie była najdłuższa więc bez problemu powinni zdążyć kupić bilet. - Coż, to prawda, chociaż i niektórzy czarodzieje czasem muszą jeździć nieco dalej do pracy, czasem na inny kontynent. - Wszystko zależało od pracy, pannie Yaxley zdarzało się brać udział w wielotygodniowych ekspedycjach.