Yaxley nadal stała przy Eriku, gdy wypiła drinka nieco ją zaćmiło, nie wiedziała do końca co tutaj robi, czyje to właściwie było wesele? Złapała chwilowe zaćmienie, co ją nieco przeraziło. Może Thoran zaczął mieszać jej w głowie? Może to już się zaczęło, nieco spanikowała, nie zamierzała jednak dawać po sobie znać, że coś jest nie tak. To miała być ucieczka od tego co działo się w jej życiu, jeden normalny dzień, jak wiele wcześniejszych. Miała tańczyć i się bawić, a nie przejmować pierdołami.
Skończyła go pić, kiedy przed nimi pojawił się Isaac. Przywitała go uśmiechem, najwyraźniej nie pojawił się tutaj dla przyjemności, co stwierdziła po tym, że dostrzegła aparat w jego dłoni. Blackowie pewnie zadbali o tym, aby zdjęcia z tego przyjęcia pojawiły się w jutrzejszych gazetach, nie ma się co dziwić, w końcu było to całkiem spore wydarzenie.
- Tak, zrób nam zdjęcie na okładkę, myślę, że śmiesznie by było, jakbyśmy skradli nowożeńcom ten zaszczyt. - Szczególnie po tym, o czym wcześniej wspominała Erikowi. Lubiła podżegać do plotek na swój temat.
Tyle, że biedny Bagshot nie zdążył zrobić zdjęcia, a poczęstował się drinkiem i stał się kolejną kapibarą obecną na przyjęciu. - Kurwa. - Mruknęła cicho pod nosem, wyciągnęła różdżkę, którą miała ukrytą w sukni i machnęła ją wypowiadając przy tym głośno zaklęcie. Musiała mu pomóc z racji na ich znajomość, zresztą nie uważała wcale, że śmieszne było paradowanie na weselu jako zwierzę, szczególnie, gdy trafiło się tutaj podczas pracy.
Sukces!
Akcja nieudana
Rozproszenie