07.06.2024, 15:41 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 14.06.2024, 16:17 przez Millie Moody.)
– Wolę swój bimber, ale jak chcesz możemy się potem umówić na wspólną degustację, żebyśmy mogli wspólnie ocenić, które walory lepsze. – Może mówiła poważnie, może żartowała. Tymczasem przysunęła się bliżej i wsunęła szczupłą dłoń pod ramię Jonathana, opierając się nieco o jego ramię.
– Już zestresowaliśmy biedną Clarę, pokażmy jej że para jest niegroźna, a i też potencjalni agresorzy założą, że jako wracające z randeczki łebki, nie będziemy chcieli mieszać się w kłopoty. – Wydawała się całkiem swobodna z tym, że właśnie przylepiła się do obcego faceta, w ramach oczywiście misji oczywiście ratunkowej. Przyjemne z pożytecznym, to zdecydowanie była jej ulubiona przykrywka.
– Jestem brygadzistką, także panie obywatelu proszę się nie martwić o swój pełen walorów tyłek, Brygada czuwa. – Cmoknęła uwieszając się na nim bardziej, jakby już była nieco wstawiona. Dla przykrywki oczywiście. – Mówisz o koktusie? Brokat to będzie jego najmniejszy problem, więc po wszystkim możesz sypnąć od serca tatuśku. A teraz focus na misji a nie na mojej fryzurze – zakomenderowała i odetchnęła głęboko jego wodą kolońską czy pewnie wykurwiście drogimi perfumami sprowadzanymi z najdzikszych zakątków świata. Och lubiła takich rosłych, czyściuchowych, dupków. Zabawne było jednak, kiedy nagle się okazywało, że są po tej samej stronie barykady. Najprawdopodobniej.
Tymczasem w ręce którą nie obejmowała Jonathana, trzymała różdżkę ukrytą w głębokiej kieszeni, gotowa w każdej chwili rzucić na panią Clarę tarczę, gdyby ktoś rozpoczął atak magiczny. Może i nie była najlepszą czarownicą świata, ale rozjebywanie, znaczy rozpraszanie szło jej całkiem nieźle.
– Już zestresowaliśmy biedną Clarę, pokażmy jej że para jest niegroźna, a i też potencjalni agresorzy założą, że jako wracające z randeczki łebki, nie będziemy chcieli mieszać się w kłopoty. – Wydawała się całkiem swobodna z tym, że właśnie przylepiła się do obcego faceta, w ramach oczywiście misji oczywiście ratunkowej. Przyjemne z pożytecznym, to zdecydowanie była jej ulubiona przykrywka.
– Jestem brygadzistką, także panie obywatelu proszę się nie martwić o swój pełen walorów tyłek, Brygada czuwa. – Cmoknęła uwieszając się na nim bardziej, jakby już była nieco wstawiona. Dla przykrywki oczywiście. – Mówisz o koktusie? Brokat to będzie jego najmniejszy problem, więc po wszystkim możesz sypnąć od serca tatuśku. A teraz focus na misji a nie na mojej fryzurze – zakomenderowała i odetchnęła głęboko jego wodą kolońską czy pewnie wykurwiście drogimi perfumami sprowadzanymi z najdzikszych zakątków świata. Och lubiła takich rosłych, czyściuchowych, dupków. Zabawne było jednak, kiedy nagle się okazywało, że są po tej samej stronie barykady. Najprawdopodobniej.
Tymczasem w ręce którą nie obejmowała Jonathana, trzymała różdżkę ukrytą w głębokiej kieszeni, gotowa w każdej chwili rzucić na panią Clarę tarczę, gdyby ktoś rozpoczął atak magiczny. Może i nie była najlepszą czarownicą świata, ale rozjebywanie, znaczy rozpraszanie szło jej całkiem nieźle.