07.06.2024, 16:44 ✶
Atreus nie spodziewał się tego przypływu czułości, nie wobec niego. To Florence zawsze klepała Laurenta po plecach. To do jej spódnicy się tulił, kiedy zalewał się łzami. To ona mu je ocierała, wmawiała że wcale nie jest przedmiotem i znosiła wszystkie jego emocje. Jej brat natomiast, nigdy nie był w tego typu sytuacjach dobry. Czuł się zwyczajnie nie na miejscu, jakby ktoś nagle wrzucił go do innego, całkiem nieznajomego wymiaru. Zabawne, biorąc pod uwagę że właśnie emocje były tym, co dostrzegało jego trzecie oko. Ale nawet jeśli widział je bez problemu, jego własne, kłębiące się pod powierzchnią, utrudniały mu odpowiednie reagowanie na przejawy delikatności.
Spoglądał na kuzyna trochę zdziwiony, kiedy ten postanowił puścić Florence i zbliżyć się do niego. Przysiąść na kolanach, przywrzeć do niego, otoczyć ramionami. Spojrzał ponad barkiem Laurenta na siostrę, obdarzając ją nieco zagubionym wzrokiem, ale dość szybko sam objął Prewetta, pozwalając mu zostać w tej pozycji tyle, ile tylko chciał.
Kiedy tak na niego patrzył widząc jego złamane serce, zastanawiał się czy robił to samo. Nie rozpadał się na kawałki, ale krzywdził innych dokładnie tak samo jak Nott skrzywdził Laurenta. Czy potrafił być tak samo okrutny w swoim niezdecydowaniu i unikaniu tematu. W swoich słowach kierowanych do panien, z którymi się spotykał, a które potem zostawiał bo miał lepsze rzeczy do roboty. Wnioski, które mu się nasuwały w tym momencie, wcale mu się nie podobały.
Jego więź z Brenną i tak zdążyła nieco zmienić trajektorię, jaką do tej pory się poruszał. Może była to łącząca ich magia, a może zwyczajnie doszedł do wniosku, że nie chciał być w stosunku do niej skończonym chujem, bo przecież oboje byli w tym razem. Oboje do końca lipca czuli skręcający się żołądek, kiedy to drugie było w niebezpieczeństwa, a nawet jeśli ona nie robił nic, co zmusiłoby go do plucia kwiatami to jej to się na pewno zdarzyło.
Nigdy nie chciał być okrutny, nie ważne w stosunku do kogo, ale może właśnie w tym był problem - że nigdy tak faktycznie się nad tym nie zastanawiał. Tak samo jak i nad konsekwencjami swoich czynów.
Spoglądał na kuzyna trochę zdziwiony, kiedy ten postanowił puścić Florence i zbliżyć się do niego. Przysiąść na kolanach, przywrzeć do niego, otoczyć ramionami. Spojrzał ponad barkiem Laurenta na siostrę, obdarzając ją nieco zagubionym wzrokiem, ale dość szybko sam objął Prewetta, pozwalając mu zostać w tej pozycji tyle, ile tylko chciał.
Kiedy tak na niego patrzył widząc jego złamane serce, zastanawiał się czy robił to samo. Nie rozpadał się na kawałki, ale krzywdził innych dokładnie tak samo jak Nott skrzywdził Laurenta. Czy potrafił być tak samo okrutny w swoim niezdecydowaniu i unikaniu tematu. W swoich słowach kierowanych do panien, z którymi się spotykał, a które potem zostawiał bo miał lepsze rzeczy do roboty. Wnioski, które mu się nasuwały w tym momencie, wcale mu się nie podobały.
Jego więź z Brenną i tak zdążyła nieco zmienić trajektorię, jaką do tej pory się poruszał. Może była to łącząca ich magia, a może zwyczajnie doszedł do wniosku, że nie chciał być w stosunku do niej skończonym chujem, bo przecież oboje byli w tym razem. Oboje do końca lipca czuli skręcający się żołądek, kiedy to drugie było w niebezpieczeństwa, a nawet jeśli ona nie robił nic, co zmusiłoby go do plucia kwiatami to jej to się na pewno zdarzyło.
Nigdy nie chciał być okrutny, nie ważne w stosunku do kogo, ale może właśnie w tym był problem - że nigdy tak faktycznie się nad tym nie zastanawiał. Tak samo jak i nad konsekwencjami swoich czynów.