07.06.2024, 17:44 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 11.06.2024, 18:06 przez Brenna Longbottom.)
Brenna próbowała po prostu o wielu sprawach nie myśleć i nie analizować za wiele. Wojna trwała od dawna, ale Beltane jakby wszystko podkręciło, i przy okazji w życiu prywatnym jej bliskich (bo o swoim to w ogóle nie chciał myśleć) też zapanował zamęt. Śmierć Derwina, śmierć Jasona, wydarcie mocy z Zaświatów, Zimni, statek widmo, łamanie rytuału i widowisko randkowe, Samuel poza Knieją, coraz pochmurniejszy brat, rozmowa z Dumbledorem, wyznanie Morpheusa i tak dalej, i tak dalej… Pozostawało jednak jak zwykle przeć do przodu i teraz poza pracą usiłowała skupić się na sprawie Salta, szykowanej potańcówce i rychłej wycieczce do Afryki.
A poza tym na sprzątaniu.
– Nie bądź taki pewny siebie, Frank za dwa lata będzie pełnoletni i przestaniesz być jedynym potencjalnym dziedzicem… – zakpiła lekko, wyciągając różdżkę i wyczarowując drugą miotłę wprost z powietrza. – Chociaż teraz tak, te plamy to pewnie byłaby moja wina, jestem łatwiej zastępowalna.
A poza tym dziadek jej za bardzo nie lubił. Inna sprawa, że Mavelle chyba nie lubił jeszcze bardziej.
Patrzyła na brata przez chwilę, bardzo uważnie. Na końcu języka miała pytanie, czy wszystko w porządku – ale była praktycznie pewna, że zapewniłby, że tak i że prawdopodobnie byłoby to kłamstwo. Nie lubił się zwierzać prawie równie mocno, jak ona.
– Sam wiesz, że nie wypadam tak dobrze na zdjęciach, jak ty. Poza tym sprzedaż Czarownicy podobno zawsze rośnie, kiedy publikują twoje zdjęcie, mam taką teorię, że niektórzy wycinają sobie twoją podobiznę i wieszają nad łóżkiem. Może powinnam uderzyć do redakcji z propozycją zrobienia kalendarza charytatywnego, na przykład ze zdjęciami tych najbardziej pożądanych kawalerów w Wielkiej Brytanii? Jestem pewna, że większość z nich by się rzuciła na tę propozycję… Chociaż nie, zaraz, współpraca z Lestrangem i Borginem to byłoby chyba jednak dla mnie trochę za dużo – paplała Brenna po swojemu, ruchem różdżki kopiując miotły i rozsyłając je po całym salonie. Sama jedną też złapała, ale po prostu posługując się magią było znacznie szybciej, a ona naprawdę nie chciała, żeby mama zobaczyła, jak wyglądał teraz ten jej wypieszczony salon, udekorowany z myślą o święcie żniw. – Czy psor of zaklęć też opowiadał wam jako przestrogę tę historię o uczniu Merlina? Żeby wiesz, nie nadużywać magii, bo to się może źle skończyć, tamten zamiast uczciwie zamiatać całą, wielką wieżę, zaklął miotły, by zrobiły to samo i zalał wszystko… – plotła sobie dalej, zamiatając podłogę, gdy obok dwie inne, wyczarowane miotły robiły dokładnie to samo, co ona. Najwyraźniej Brenna nie przyswoiła tej lekcji profesora za dobrze i nie zamierzała się ograniczać.
Gałgan najwyraźniej uznał to za wyzwanie, bo zaczął skakać wokół jednej miotły i co rusz trącać ją łapą – i Brenna zerknęła na to, jakby rozważając, czy coś z tym zrobić – ale ostatecznie nie przerwała psiakowi zabawy.
A poza tym na sprzątaniu.
– Nie bądź taki pewny siebie, Frank za dwa lata będzie pełnoletni i przestaniesz być jedynym potencjalnym dziedzicem… – zakpiła lekko, wyciągając różdżkę i wyczarowując drugą miotłę wprost z powietrza. – Chociaż teraz tak, te plamy to pewnie byłaby moja wina, jestem łatwiej zastępowalna.
A poza tym dziadek jej za bardzo nie lubił. Inna sprawa, że Mavelle chyba nie lubił jeszcze bardziej.
Patrzyła na brata przez chwilę, bardzo uważnie. Na końcu języka miała pytanie, czy wszystko w porządku – ale była praktycznie pewna, że zapewniłby, że tak i że prawdopodobnie byłoby to kłamstwo. Nie lubił się zwierzać prawie równie mocno, jak ona.
– Sam wiesz, że nie wypadam tak dobrze na zdjęciach, jak ty. Poza tym sprzedaż Czarownicy podobno zawsze rośnie, kiedy publikują twoje zdjęcie, mam taką teorię, że niektórzy wycinają sobie twoją podobiznę i wieszają nad łóżkiem. Może powinnam uderzyć do redakcji z propozycją zrobienia kalendarza charytatywnego, na przykład ze zdjęciami tych najbardziej pożądanych kawalerów w Wielkiej Brytanii? Jestem pewna, że większość z nich by się rzuciła na tę propozycję… Chociaż nie, zaraz, współpraca z Lestrangem i Borginem to byłoby chyba jednak dla mnie trochę za dużo – paplała Brenna po swojemu, ruchem różdżki kopiując miotły i rozsyłając je po całym salonie. Sama jedną też złapała, ale po prostu posługując się magią było znacznie szybciej, a ona naprawdę nie chciała, żeby mama zobaczyła, jak wyglądał teraz ten jej wypieszczony salon, udekorowany z myślą o święcie żniw. – Czy psor of zaklęć też opowiadał wam jako przestrogę tę historię o uczniu Merlina? Żeby wiesz, nie nadużywać magii, bo to się może źle skończyć, tamten zamiast uczciwie zamiatać całą, wielką wieżę, zaklął miotły, by zrobiły to samo i zalał wszystko… – plotła sobie dalej, zamiatając podłogę, gdy obok dwie inne, wyczarowane miotły robiły dokładnie to samo, co ona. Najwyraźniej Brenna nie przyswoiła tej lekcji profesora za dobrze i nie zamierzała się ograniczać.
Gałgan najwyraźniej uznał to za wyzwanie, bo zaczął skakać wokół jednej miotły i co rusz trącać ją łapą – i Brenna zerknęła na to, jakby rozważając, czy coś z tym zrobić – ale ostatecznie nie przerwała psiakowi zabawy.
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.