08.06.2024, 00:33 ✶
Zawsze coś mogło wyglądać inaczej, ale wtedy na pewno widać by było różnice nie tylko od spodu.
Stres i napięcie kiedy sięgał do wiadra na szczęście okazały się być bezpodstawne i bezsensowne. Odetchnął więc z ulgą i przyniósł wiadro chłopakowi. A ręce, trudno, poboli przestanie, prawda? Jak się nie zagoi teraz, to zrobi to później. Trzeba być w życiu twardy, a nie miękkim, dokładnie tak. Poza tym nie odmówi pomocy innej osobie tylko dlatego, że go raczki bolą, co by to o nim świadczyło.
Czyszczenie kopyt w lato zawsze było ciężkie. Piach i brud, ubijają się i ciężko było się w nie wbić, nieraz trzeba się nieźle naszarpać. Można niby odpuścić, ale wystarczy jeden kamień, który wbije się trochę w podeszwę i zaraz wydrąży dziurę do samej kości. Z krowami tak bywało w domu ciotki, ciężko się to leczyło, właściwie częściej krowa kończyła na talerzu niż zdrowa na pastwisku. Nogi to dla zwierząt wszystko.
Patrzył się na to wszystko, jakby w życiu kopyta nie widział.
-Zależy jak się oberwie. jak stojąc kawałek od konia i krawędzią to dwa tygodnie ozdabia się krwiak na pół nogi.- zastanowił się, bo kopnięcia to kwestia wielu rzeczy. Humoru konia, tego czemu właściwie kopnął, jego wagi, wysokości, kąta kopniaka.- Ale owszem, boli, w końcu ludzie giną czasem od tego, ale chyba trzeba mieć mocnego pecha, aby oberwać kopytem w głowę.- każdą inną część ciała się raczej przeżyje.- Dla mnie dziobanie i drapanie brzmią gorzej. Przy kopniaku uderzenie jest tępe, a dziób i pazury rozcinają do krwi.- o tak, wolałby dostać kopniaka w rękę niż drapnięcie.- Chociaż koń tez potrafi ugryźć. Kiedyś mnie jeden szarpnął za kaptur i mi go urwał. Tak się bałem powiedzieć to mamie, ukrywałem to tydzień, a i tak się dowiedziała. Oberwałem porządnie szmatą po tyłku.- zaśmiał się na te wspomnienia. Teraz wydawały mu się być one coraz cenniejsze. Doceniał je, a dzisiaj miały wiele okazji do powrotu, bo zazwyczaj o nich nie myślał. To spotkanie było, jak odkurzanie strychu. Westchnął głęboko.
-Tak, ale nie wiem czego. Nawet nie wiem o co pytać. Najchętniej to bym każdego z nich przytulił. To dziwne, że nie mogę tak po prostu do nich podejść.- głupio mu trochę było że tak bardzo chciał okazywać zwierzakom sympatię.- Ale ty gdybyś podszedł do moich koni, to one też raczej nie dałyby się wyściskiwać.- zmarszczył lekko brwi na sekundę, czując, jak ponownie dopada go zmęczenie.
-Mógłbym mieszkać jak ty. W sumie co planujesz robić w przyszłości?- zagadnął go, ciekaw czy porzuci to wszystko, czy może jednak przejmie interes po wujku, czy może... sam nie wiedział co.
Stres i napięcie kiedy sięgał do wiadra na szczęście okazały się być bezpodstawne i bezsensowne. Odetchnął więc z ulgą i przyniósł wiadro chłopakowi. A ręce, trudno, poboli przestanie, prawda? Jak się nie zagoi teraz, to zrobi to później. Trzeba być w życiu twardy, a nie miękkim, dokładnie tak. Poza tym nie odmówi pomocy innej osobie tylko dlatego, że go raczki bolą, co by to o nim świadczyło.
Czyszczenie kopyt w lato zawsze było ciężkie. Piach i brud, ubijają się i ciężko było się w nie wbić, nieraz trzeba się nieźle naszarpać. Można niby odpuścić, ale wystarczy jeden kamień, który wbije się trochę w podeszwę i zaraz wydrąży dziurę do samej kości. Z krowami tak bywało w domu ciotki, ciężko się to leczyło, właściwie częściej krowa kończyła na talerzu niż zdrowa na pastwisku. Nogi to dla zwierząt wszystko.
Patrzył się na to wszystko, jakby w życiu kopyta nie widział.
-Zależy jak się oberwie. jak stojąc kawałek od konia i krawędzią to dwa tygodnie ozdabia się krwiak na pół nogi.- zastanowił się, bo kopnięcia to kwestia wielu rzeczy. Humoru konia, tego czemu właściwie kopnął, jego wagi, wysokości, kąta kopniaka.- Ale owszem, boli, w końcu ludzie giną czasem od tego, ale chyba trzeba mieć mocnego pecha, aby oberwać kopytem w głowę.- każdą inną część ciała się raczej przeżyje.- Dla mnie dziobanie i drapanie brzmią gorzej. Przy kopniaku uderzenie jest tępe, a dziób i pazury rozcinają do krwi.- o tak, wolałby dostać kopniaka w rękę niż drapnięcie.- Chociaż koń tez potrafi ugryźć. Kiedyś mnie jeden szarpnął za kaptur i mi go urwał. Tak się bałem powiedzieć to mamie, ukrywałem to tydzień, a i tak się dowiedziała. Oberwałem porządnie szmatą po tyłku.- zaśmiał się na te wspomnienia. Teraz wydawały mu się być one coraz cenniejsze. Doceniał je, a dzisiaj miały wiele okazji do powrotu, bo zazwyczaj o nich nie myślał. To spotkanie było, jak odkurzanie strychu. Westchnął głęboko.
-Tak, ale nie wiem czego. Nawet nie wiem o co pytać. Najchętniej to bym każdego z nich przytulił. To dziwne, że nie mogę tak po prostu do nich podejść.- głupio mu trochę było że tak bardzo chciał okazywać zwierzakom sympatię.- Ale ty gdybyś podszedł do moich koni, to one też raczej nie dałyby się wyściskiwać.- zmarszczył lekko brwi na sekundę, czując, jak ponownie dopada go zmęczenie.
-Mógłbym mieszkać jak ty. W sumie co planujesz robić w przyszłości?- zagadnął go, ciekaw czy porzuci to wszystko, czy może jednak przejmie interes po wujku, czy może... sam nie wiedział co.