08.06.2024, 12:01 ✶
Skoro nie był kopnięty, to nie rozumiał, że to nie jest zazwyczaj aż tak straszne, ale kiedyś na pewno go to spotka, życie jest zbyt długie, by przetrwać bez kopniaka. Jak to się mówi, wszystko przed nim. Pokiwał mu też głową. Masz pecha, źle oberwiesz i kość złamana, mózg uszkodzony i żaden magiczny lekarz nie pomoże, żadne czarodziejskie zioła.
Drapnięcia bał się dużo bardziej, nie lubił widoku krwi, nie lubił piekącego bólu rany i nie lubił tego, jak brudne wszystko było później kiedy krew rozchlapie się po otoczeniu.
-Takk...- poczuł, jak trochę się czerwieni z zawstydzenia.- Mówili mi, że mam być przy nim ostrożny i byłem, ale wiesz jak to z dziećmi. Do tego to była nowo uszyta przez nią kurtka. -to była całkowicie jego wina wtedy, wiedział to, rozumiał i akceptował. Nie wiedział tylko czy gorzej by było gdyby powiedział jej od razu, czy jak odczekała i sama się dowiedziała znajdując ubranie.
Przyglądał się kopytku i chłopakowi tworząc w głowie nowe historie, myśląc nad tym czego nie wie i co wie.
Lubił zwierzęta, nie wiedział do końca jak się nimi opiekować, ale chciałby jakieś mieć. Nie bez powodu kiedy był smutny przemieniał poduszki i gołębie w koty. Czy to już desperacja? Nie, to logika. Nie miał tyle czasu, siły i pieniędzy, by mieć w Londynie zwierzę, które zamęczyłoby się ciągłymi podróżami, do tego nie bywał w domu regularnie, tu wyjeżdżał, tam pełnia, tam praca, wraca w środku dnia, później w środku nocy, potem płacze i piecze ciasto, potem jeszcze słucha muzyki, a do tego w całym mieszkaniu roznoszą się różne ziołowe i kwiatowe zapachy, jakie mogłyby drażnić psi i koci nos.
-Wiem, dlatego nawet nie będę próbować. Może kiedyś, jak nauczysz mnie więcej, a one nie będą się mną stresować.-zerknął na hipogryfa, który dalej się chował za skrzydłem. Niech się chowa, czasami każdy ma ochotę pounikać problemów. Może musi przemyśleć kilka spraw, może miał jakieś plany, może jest nieśmiały.
Usiadł wygodnie na ziemi i słuchał.
-Na początku chyba mało kto wie. Jak rozmawiam z niektórymi dorosłymi, to... Znaczy ze starszymi ode mnie dorosłymi... -no tak, czasem zapominał, że sam jest dorosły.- ...to nawet oni nie wiedzą co robią w życiu. Ale takie pomaganie przy zwierzętach brzmi jak dobry plan. Bo zarabiacie na nich? Jakoś się utrzymać musicie. Sprzedajecie je? Albo ich pióra jak im wypadną?- na pewno je sprzedają, taki jest cel hodowli, no jeszcze jakieś wystawy, ale nie był pewien czy są wystawy hipogryfów, być może. Wiedział za mało i każde pytanie sprawiało, że jeszcze mniej wiedział.- Z resztą jak będziesz pracować z hipogryfami, to kiedyś nawiążemy współpracę, jak już zostanę znanym zielarzem. Będę wam tworzyć mieszanki ziołowe dla lepszego zdrowia, czy coś...- rzucił w żarcie. Trochę głupio mu było w środku na takie nagłe stworzenie w jego głowie idiotycznej fantazji o tym, że ich relacja przetrwa i się wzmocni. Nie był nigdy pewien takich rzeczy i miał nie tworzyć takich planów, a jednak za każdym razem o tym zapominał.
Drapnięcia bał się dużo bardziej, nie lubił widoku krwi, nie lubił piekącego bólu rany i nie lubił tego, jak brudne wszystko było później kiedy krew rozchlapie się po otoczeniu.
-Takk...- poczuł, jak trochę się czerwieni z zawstydzenia.- Mówili mi, że mam być przy nim ostrożny i byłem, ale wiesz jak to z dziećmi. Do tego to była nowo uszyta przez nią kurtka. -to była całkowicie jego wina wtedy, wiedział to, rozumiał i akceptował. Nie wiedział tylko czy gorzej by było gdyby powiedział jej od razu, czy jak odczekała i sama się dowiedziała znajdując ubranie.
Przyglądał się kopytku i chłopakowi tworząc w głowie nowe historie, myśląc nad tym czego nie wie i co wie.
Lubił zwierzęta, nie wiedział do końca jak się nimi opiekować, ale chciałby jakieś mieć. Nie bez powodu kiedy był smutny przemieniał poduszki i gołębie w koty. Czy to już desperacja? Nie, to logika. Nie miał tyle czasu, siły i pieniędzy, by mieć w Londynie zwierzę, które zamęczyłoby się ciągłymi podróżami, do tego nie bywał w domu regularnie, tu wyjeżdżał, tam pełnia, tam praca, wraca w środku dnia, później w środku nocy, potem płacze i piecze ciasto, potem jeszcze słucha muzyki, a do tego w całym mieszkaniu roznoszą się różne ziołowe i kwiatowe zapachy, jakie mogłyby drażnić psi i koci nos.
-Wiem, dlatego nawet nie będę próbować. Może kiedyś, jak nauczysz mnie więcej, a one nie będą się mną stresować.-zerknął na hipogryfa, który dalej się chował za skrzydłem. Niech się chowa, czasami każdy ma ochotę pounikać problemów. Może musi przemyśleć kilka spraw, może miał jakieś plany, może jest nieśmiały.
Usiadł wygodnie na ziemi i słuchał.
-Na początku chyba mało kto wie. Jak rozmawiam z niektórymi dorosłymi, to... Znaczy ze starszymi ode mnie dorosłymi... -no tak, czasem zapominał, że sam jest dorosły.- ...to nawet oni nie wiedzą co robią w życiu. Ale takie pomaganie przy zwierzętach brzmi jak dobry plan. Bo zarabiacie na nich? Jakoś się utrzymać musicie. Sprzedajecie je? Albo ich pióra jak im wypadną?- na pewno je sprzedają, taki jest cel hodowli, no jeszcze jakieś wystawy, ale nie był pewien czy są wystawy hipogryfów, być może. Wiedział za mało i każde pytanie sprawiało, że jeszcze mniej wiedział.- Z resztą jak będziesz pracować z hipogryfami, to kiedyś nawiążemy współpracę, jak już zostanę znanym zielarzem. Będę wam tworzyć mieszanki ziołowe dla lepszego zdrowia, czy coś...- rzucił w żarcie. Trochę głupio mu było w środku na takie nagłe stworzenie w jego głowie idiotycznej fantazji o tym, że ich relacja przetrwa i się wzmocni. Nie był nigdy pewien takich rzeczy i miał nie tworzyć takich planów, a jednak za każdym razem o tym zapominał.