08.06.2024, 13:23 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 08.06.2024, 13:55 przez Jonathan Selwyn.)
– Jasne. Rozumiem – powiedział szczerze, jeszcze raz ściskając ramię Shafiqa, a potem wreszcie dał mu trochę przestrzeni, zarówno tej fizycznej, jak i metaforycznej. Oczywiście Selwyn wręcz umierał z ciekawości kim mógł być ten tajemniczy Romeo na białym koniu, ale nie zamierzał naciskać, jeśli przyjaciel nie czuł się gotowy. – Ale cieszę się. Naprawdę.
Może nie powinien, może powinien martwić się, że skoro ta miłosna historia Anthony'ego rozpoczęła się tak burzliwie, to czy nie skończy się podobnie, a to nie tylko mogło zakończyć karierę jego szefa, ale i serce. Jonathan jednak najwyraźniej nie uczył się niczego na własnych przeżyciach i dalej gdzieś tam pozostawał strasznym romantykiem, który chciał widzieć uśmiech na twarzy przyjaciela.
– Anam Caram i przysięgi. No proszę – zagadnął, gdy już pozwolił pogodzić się w ciszy Morpheusowi i Anthony'emu. – Mam tylko nadzieję, że nie weźmiecie przykładu z wielu czarodziejskich sztuk, które o tym traktują i nie umrzecie dramatycznie w swoich ramionach. – Obrzucił Longbottoma bardzo pobieżnym spojrzeniem, jakby zerknął na niego tylko przez przypadek. – Ani w ogóle.
Spróbowaliby mu tylko umrzeć, a by ich zamordował. Przynajmniej dwa razy. Na scenie, przy świadkach, aby było im dodatkowo głupio.
– W każdym razie wasze zdrowie. Wasze oczy wyglądałyny bosko maźnięte kolorowem tęczówek tego drugiego. – Selwyn nachylił się, by podnieść jeden kawałek sera i uniósł go do góry w geście toastu, zanim znalazł się w jego ustach, myśląc o tym, że jeśli kiedykolwiek miałby wskazać przykład anam caram, istniejący poza fikcyjnymi światem dramatów, to byłaby to właśnie ta dwójka.
Słysząc dalsze słowa zarówno Anthony'ego, jak i Charlotte, wywrócił oczami i bardzo dramatycznie zrzucił z siebie szlafrok, by zanurzyć swoje piękne, dziewicze ciało w różowej pianie.
– Zapewniam cię Lottie, że gdybym był dziewicą, to armia czarnoksiężników codziennie próbowałaby włamać się do mnie, aby złożyć mnie w swoich czarnomagicznych rytuałach, bo przecież lepiej zabić najpiękniejszą dziewicą niż żadną – oznajmił na chwilę, przymykając oczy, by nasycić zmysł węchu brzoskwiniowym zapachem, dokładnie jak to robił wiele razy w Hogwarcie. Za każdym razem, gdy wchodził do shafiqowej wersji tej łazienki, do jego głowy przychodziła mu myśl, że nawet gdyby mógł cofnąć czas, i ponownie uczęszczać do szkoły to nie czułby najmniejszej potrzeby, by to zrobić. W końcu wyniósł z tych lat szkolnych, to co było dla niego najważniejsze. Nie edukację, oczywiście, jak próbowali przekonać go rodzice, gdy rozpoczynał swoją naukę. Chociaż Selwyn uczył się dobrze, był zdania, że wszelkie braki w wiedzy zawsze można było nadrobić, gdyby nagle poczuł pilną potrzebę studiowania zielarstwa, a i nie uważał też, że to znajomość dat historycznych przeprowadziła go przez cięższe momenty w życiu. Przyjaźń z tą trójką już tak. Nigdy nie chciałby cofnąć się do lat szkolnych, bo otrzymał od nich to co było dla niego najcenniejsze. Otworzył oczy.
– Gdy Lottie oznajmiła swojej matce, że jesteśmy zaręczeni, zrobiłem to co każdy zrobiłby na moim miejscu – powiedział, zerkając na przyjaciółkę, obok której siedział teraz w basenie. – Obawiałem się, że całość nie wybrzmi tak dobrze bez nieślubnego dziecka na horyzoncie, jako wisienki na torcie. Od razu podziałało. Żałujcie, że nie widzieliście miny Persephone. W każdym razie nie obawiajacie się. Nie jesteśmy w sobie zakochani, a nawet jakbyśmy z jakiegoś powodu byli, zabralibyśmy was ze sobą na naszą podróż poślubną, by nie było wam smutno.
Selwyn chyba nie chciał poznawać tej alternatywnej rzeczywistości, w której w młodości skończyli z Lottie jako małżeństwo. Nie twierdził, że nie byliby udaną aranżowaną parą, ale obawiał się, że ich przyjaźń by tego nie przetrwała. Nie kiedy pewnie oboje byliby wściekli, że ich życie zostało za nich zaplanowane, a Charlotte dodatkowo nie mogłaby być z Nedem, tak jak tego by chciała. Bałby się, że ta frustracja obróciłaby ich oboje przeciwko sobie, a to byłoby gorsze od każdego skandalu, który razem wywołali.
Może nie powinien, może powinien martwić się, że skoro ta miłosna historia Anthony'ego rozpoczęła się tak burzliwie, to czy nie skończy się podobnie, a to nie tylko mogło zakończyć karierę jego szefa, ale i serce. Jonathan jednak najwyraźniej nie uczył się niczego na własnych przeżyciach i dalej gdzieś tam pozostawał strasznym romantykiem, który chciał widzieć uśmiech na twarzy przyjaciela.
– Anam Caram i przysięgi. No proszę – zagadnął, gdy już pozwolił pogodzić się w ciszy Morpheusowi i Anthony'emu. – Mam tylko nadzieję, że nie weźmiecie przykładu z wielu czarodziejskich sztuk, które o tym traktują i nie umrzecie dramatycznie w swoich ramionach. – Obrzucił Longbottoma bardzo pobieżnym spojrzeniem, jakby zerknął na niego tylko przez przypadek. – Ani w ogóle.
Spróbowaliby mu tylko umrzeć, a by ich zamordował. Przynajmniej dwa razy. Na scenie, przy świadkach, aby było im dodatkowo głupio.
– W każdym razie wasze zdrowie. Wasze oczy wyglądałyny bosko maźnięte kolorowem tęczówek tego drugiego. – Selwyn nachylił się, by podnieść jeden kawałek sera i uniósł go do góry w geście toastu, zanim znalazł się w jego ustach, myśląc o tym, że jeśli kiedykolwiek miałby wskazać przykład anam caram, istniejący poza fikcyjnymi światem dramatów, to byłaby to właśnie ta dwójka.
Słysząc dalsze słowa zarówno Anthony'ego, jak i Charlotte, wywrócił oczami i bardzo dramatycznie zrzucił z siebie szlafrok, by zanurzyć swoje piękne, dziewicze ciało w różowej pianie.
– Zapewniam cię Lottie, że gdybym był dziewicą, to armia czarnoksiężników codziennie próbowałaby włamać się do mnie, aby złożyć mnie w swoich czarnomagicznych rytuałach, bo przecież lepiej zabić najpiękniejszą dziewicą niż żadną – oznajmił na chwilę, przymykając oczy, by nasycić zmysł węchu brzoskwiniowym zapachem, dokładnie jak to robił wiele razy w Hogwarcie. Za każdym razem, gdy wchodził do shafiqowej wersji tej łazienki, do jego głowy przychodziła mu myśl, że nawet gdyby mógł cofnąć czas, i ponownie uczęszczać do szkoły to nie czułby najmniejszej potrzeby, by to zrobić. W końcu wyniósł z tych lat szkolnych, to co było dla niego najważniejsze. Nie edukację, oczywiście, jak próbowali przekonać go rodzice, gdy rozpoczynał swoją naukę. Chociaż Selwyn uczył się dobrze, był zdania, że wszelkie braki w wiedzy zawsze można było nadrobić, gdyby nagle poczuł pilną potrzebę studiowania zielarstwa, a i nie uważał też, że to znajomość dat historycznych przeprowadziła go przez cięższe momenty w życiu. Przyjaźń z tą trójką już tak. Nigdy nie chciałby cofnąć się do lat szkolnych, bo otrzymał od nich to co było dla niego najcenniejsze. Otworzył oczy.
– Gdy Lottie oznajmiła swojej matce, że jesteśmy zaręczeni, zrobiłem to co każdy zrobiłby na moim miejscu – powiedział, zerkając na przyjaciółkę, obok której siedział teraz w basenie. – Obawiałem się, że całość nie wybrzmi tak dobrze bez nieślubnego dziecka na horyzoncie, jako wisienki na torcie. Od razu podziałało. Żałujcie, że nie widzieliście miny Persephone. W każdym razie nie obawiajacie się. Nie jesteśmy w sobie zakochani, a nawet jakbyśmy z jakiegoś powodu byli, zabralibyśmy was ze sobą na naszą podróż poślubną, by nie było wam smutno.
Selwyn chyba nie chciał poznawać tej alternatywnej rzeczywistości, w której w młodości skończyli z Lottie jako małżeństwo. Nie twierdził, że nie byliby udaną aranżowaną parą, ale obawiał się, że ich przyjaźń by tego nie przetrwała. Nie kiedy pewnie oboje byliby wściekli, że ich życie zostało za nich zaplanowane, a Charlotte dodatkowo nie mogłaby być z Nedem, tak jak tego by chciała. Bałby się, że ta frustracja obróciłaby ich oboje przeciwko sobie, a to byłoby gorsze od każdego skandalu, który razem wywołali.