Geraldine nie zamierzała mówić mężczyźnie wszystkiego co wie. Miała świadomość, że te informacje mogą dotrzeć to tych, którzy mogliby zacząć mieszać wokół jej rodziny, a tego nie chciała. Zależało jej na tym, żeby nadal byli postrzegani jako specjaliści, by inni czarodzieje cenili ich doświadczenie. To, że ostatnio pojawiło się trochę problemów, nie powinno decydować o przyszłości ich rodu. Była osobą, która naprawdę się tym przejmowała, bo wiele zawdzięczała swojemu ojcu i czuła, że jest mu to winna i chociaż czasami irytowało ją to, że ostatnio naprawdę dużo z tych spraw było na jej barkach, to jednak uważała, że nie ma osoby, która mogłaby się zająć tym lepiej od niej.
- Póki co niezbyt, ale ciągle jestem w trakcie szukania odpowiedzi. - Mógł zauważyć, że nie zamierzała się z nim dzielić tym, czego się dowiedziała. Było tego naprawdę wiele, między innymi to, że Thoran raczej nigdy nie istniał i był bestią, która chciała ją zeżreć, ale nie brzmiało to zbyt dobrze, więc wolała mu oszczędzić tych informacji. Co by sobie o niej pomyśleli? Łowczyni, która nie jest w stanie złapać potwora. Zależało jej na opinii, więc póki co wolała ominąć ten temat.
- Korzystam z usług innego wróżbity, ale dziękuję za propozycję. - Wiedziała, że Morpheus nie odmówi jej pomocy, jemu ufała, wiedziała, że nie będzie chciał, żeby stało jej się coś złego, że nie będzie plotkował na temat jej rodziny. Longbottomowie zawsze wzbudzali w niej zaufanie, nawet jeśli kiedyś połączyła ją z Morpheusem jedna, przypadkowa upojna noc, to nie spowodowało to między nimi żadnych nieporozumień.
- Regularnie to chyba zbyt wiele powiedziane, ale spotykałam się z nim kilka razy w przeciągu ostatniego miesiąca. - Wolała nie wspominać o okolicznościach, bo jedną z sytuacji była ta, kiedy chciał złożyć jaja w Edgu, a druga, gdy ukradł Cainowi wspomnienie. Dolohov i tak miał dużo szczęścia, że zginęły mu tylko listy. Spotkanie z Thoranem mogło się skończyć o wiele gorzej, o czym sama się przekonała. Nadal nie potrafiła pozbyć się z pamięci wspomnień o tym okropnym śnie, w którym nieznana istota wyrywała jej serce. Z tego, co udało jej się dowiedzieć nie był to jedynie sen, a jej ewentualna przyszłość, co nie brzmiało specjalnie optymistycznie. - Spróbuję zlokalizować te listy, dziękuję, że przyszedłeś z tym do mnie. - Powiedziała jeszcze, nie zamierzała zostawić Peregrinusa bez niczego, może uda jej się jakoś namówić tę istotę do tego, żeby oddała to co ukradła, chociaż tak naprawdę Yaxley wydawało się, że te listy są zupełnie nieznaczące.