08.06.2024, 23:48 ✶
Wycierała się dość sprawnie z jeziornej wody, lepsze to czasem było niż prysznic, nawet jeśli nie pachniało się różami a tym dziwnym, lekko rybim zapachem. A może to ryby pachniały wodą? Ciężko było stwierdzić, Mildred jednak była wielką fanką pływania zwłaszcza gdy mogła położyć się bez wodzie i czuć jak włosy opływają ją aureolą niczym czarne macki przeznaczenia. Teraz jednak trzeba było się ogarnąć, wziąć głęboki oddech, poczuć że ciało należy do niej.
Nie zdążyła założyć nic na siebie, o tyle, żeby trzymać przy piersi ręcznik, gdy usłyszała melodię. Piękną, nęcącą, niosącą ze sobą pewną rzewność i nostalgię za spokojem, który dawno stał się tylko elementem baśni, a nie życiem, które wiedli. Zahipnotyzowana ruszyła za źródłem dźwięku, który teraz wędrował po tafli jeziora do najdalszych zakamarków domów wodnych stworzeń. Wychynęła zza kilku krzaków, nieco bezmyślnie, w dłoniach trzymając ręcznik, idąc boso ignorując piach i kamienie, szyszki, zapodziane igliwie i gałęzie zielonego parawanu, który wcześniej uniemożliwił im spotkanie się ze sobą. Szła z ciekawości za tym co tak gra, ale też... i tu nie sposób było tego nie powiedzieć, z ciekawości za tym, czy ta melodia była prawdziwa. Zdawała się bowiem czyimś smutnym snem, takim który tylko z pozoru jest dobry, a tak na prawdę gnębi swoją ulotnością i odrealnieniem.
Zapomniała żeby oddychać, gdy złociste oczy zatrzymały się na chłopaku trzymającym instrument. To jeszcze nie przesądzało o jego istnieniu. Brakło mu psa i kwiatu w dłoni, byłby idealnym Głupcem, kartą zerową Wielkich Arkanów, tym który rozpoczyna swoją wędrówkę. Podeszła znów kilka kroków milcząc. Czy jeśli dotknie go opuszkami palców, jeśli sięgnie kołnierza jego koszuli, to on zniknie...?
Nie zdążyła założyć nic na siebie, o tyle, żeby trzymać przy piersi ręcznik, gdy usłyszała melodię. Piękną, nęcącą, niosącą ze sobą pewną rzewność i nostalgię za spokojem, który dawno stał się tylko elementem baśni, a nie życiem, które wiedli. Zahipnotyzowana ruszyła za źródłem dźwięku, który teraz wędrował po tafli jeziora do najdalszych zakamarków domów wodnych stworzeń. Wychynęła zza kilku krzaków, nieco bezmyślnie, w dłoniach trzymając ręcznik, idąc boso ignorując piach i kamienie, szyszki, zapodziane igliwie i gałęzie zielonego parawanu, który wcześniej uniemożliwił im spotkanie się ze sobą. Szła z ciekawości za tym co tak gra, ale też... i tu nie sposób było tego nie powiedzieć, z ciekawości za tym, czy ta melodia była prawdziwa. Zdawała się bowiem czyimś smutnym snem, takim który tylko z pozoru jest dobry, a tak na prawdę gnębi swoją ulotnością i odrealnieniem.
Zapomniała żeby oddychać, gdy złociste oczy zatrzymały się na chłopaku trzymającym instrument. To jeszcze nie przesądzało o jego istnieniu. Brakło mu psa i kwiatu w dłoni, byłby idealnym Głupcem, kartą zerową Wielkich Arkanów, tym który rozpoczyna swoją wędrówkę. Podeszła znów kilka kroków milcząc. Czy jeśli dotknie go opuszkami palców, jeśli sięgnie kołnierza jego koszuli, to on zniknie...?