09.06.2024, 00:09 ✶
Siedzi na gejowym kocyku z Thomasem H. i Bazyliszkiem
potem cieszy się z prezentu Isaaca i stawia dużo pieczątek
potem cieszy się z prezentu Isaaca i stawia dużo pieczątek
– Hę? – chyba, ktoś coś do niej mówił, ale ona ze zwieszoną głową nie mogła przestać rysować. Muzyka pomagała, chociaż nie słyszała jej za dobrze struna zaciśnięta na gardle, podobnie jak ciepło cudzego ciała obok uciekające, coraz zimniejsze ciało, ostatni moment na pożegnanie, tak jak znajomy głos była taka młoda, będzie mi brakowało wspólnych kaw i czerstwych ciastek. Zatrzasnęła szkicownik z impetem, bo ktoś chciał podglądać, a ona nie chciała, nie była pewna które z rysunków wyszły, a które pozostały w jej głowie.
– Bazyliszek, czy ja Ci kurwa zaglądam na stół operacyjny i patrzę jak translokujesz żołądek z wątrobą? – sarknęła w jego stronę oburzona, ale tylko na niby przecież. Zwilżyła językiem usta, przekrzywiając głowę jak kot. Uszy wystające spomiędzy czarnych włosów pasowały do niej. Tak samo jak białe brokatowe łaty. Zamrugała. – Chciałabym umieścić Cię na swoim tarocie, bo dostałam od Morfiny gołe karty, ale nie wiem co wybrać? Może dam Twoją twarz sfinksowi na kole fortuny? Czy wolisz diabła, który jest pod spodem koła? Tylko uprzedzam ma kutasa na wierzchu. – wyszczerzyła zęby w zasłonie dymnej, w swoim "wysokim funkcjonowaniu" jak to powiedział pan Black na ostatniej sesji, że niby dobrze się maskuje, chociaż Mildred uznała, że było to bardzo nieodpowiednie słowo skoro to śmierciuchy biegały z maskami na twarzach.
– W ogóle Thomas zajebiście, że wziąłeś gitarę, to robi lepszy klimat niż ten rozklekotany gramofon – przechyliła się w drugą stronę i cmoknęła przyjaciela w policzek w ramach podziękowania, niech ma. A potem podniosła się z koca bo Isaac coś zaczął mówić o prezencie i... Napisy wywołały w niej niekontrolowany chichot, prędko odebrała swój prezent i walnęła Morpheusowi nową pieczątke tym razem na policzku.
Cymbał
Zaśmiała się i z impetem walnęła w swój policzek.
Cymbał
– Co mi wyszło? Dostałam karalucha? – Moody była miastową i nie lubiła robaków, ale do karaluchów miała sentyment, bo sama czuła się jednym z nich. To powinno być jej totemiczne zwierzę. Ale ktokolwiek jej powiedział, że dostała cymbała, to tylko zmarszczyła gniewnie nos i w zemście dowaliła drugi napis Isaacowi na czoło.
Dupa
– Ja pierdole, niech mnie tylko do służby przywrócą... – jej oczy lśniły i patrzyła na pieczątkę jak największy skarb, niepomna na to, że kilka osób z jej otoczenia mogło przypatrywać się tej scenie z rosnącą zgrozą. Zawieszenie wisiało w powietrzu. No ale żeby coś zawiesić, trzeba to najpierw odwiesić, czyż nie?