To jest właśnie różnica w wychowywaniu dzieci, gdy pieniędzy jest aż za dużo, albo trzeba liczyć każdy grosz i odejmować sobie od ust, by dziecko mogło się najeść. Ktoś mógłby powiedzieć, że Nikolai miał ogromne szczęście urodzić się w dostatku, ale czy faktycznie tak było? Czy Nikolai byłby w stanie sam zaszyć sobie dziurę, by nie wyglądało to, jak materiałowy bąbel obwiązany nitką? Czy byłby w stanie naprawić sobie buty? Z różdżką - może - ale bez użycia magii? No właśnie...
Tymczasem Neil, którego rodzice nie mieli aż tak dużo pieniędzy, potrafił to wszystko i z pewnością potrafił jeszcze więcej
Który z nich był w takim razie "bogatszy"?
Czy będzie czekać? Dlaczego miałby nie czekać? A jeśli Neil go zawiedzie? Co miało znaczyć to "zawiedzie"? Przecież nie było to żadne zlecenie, czy poważne zadanie, od którego powodzenia zależeć miało życie tysiąca istnień. Jeżeli w przyszłości przyjdzie im współpracować, to współpracować będą, na zasadach, które odpowiadać będą im obu. Nie było w tym miejsca na "zawiedzenie".
-Tak, to dobry pomysł - powiedział, również zmieszany, bo przecież to przez niego bandaże nabrały wody i było to nieprzyjemne uczucie.
Podniósł się z ziemi, otarł spodnie i wrócił z Neilem do domu, do ciepłego od rozpalonego kominka salonu, do wciąż ciepłych herbaty i kawy i laleczki, stojącej obok szklanki Neila. Nikolai starał się na nią nie patrzeć. Przeszedł jeszcze do kuchni, wziął bandaż, maść i czysty ręcznik, i usiadł na kanapie, znów instruując Neila, by wyciągnął do niego dłonie.
I kiedy zdejmował wilgotne opatrunki, kiedy przecierał delikatnie ręce, by usunąć równie wilgotną maść i nałożyć nową, zaczął rozmyślać. Zaczął rozmyślać o tym, co Neil powiedział o swojej rodzinie. O swojej przeszłości. Nie było tego wiele, ale wystarczająco, by pojawiły się pewne przemyślenia, pewne odczucia i może gryzące podświadomość i duszę emocje.
-...Trochę ci zazdroszczę - wyrwało mu się, chociaż może nawet nie był świadom, że wypowiedział te słowa na głos.
No właśnie. Zazdrość... Zazdrość o stare ubrania. Zazdrość o niecodzienny wygląd. O to, że nie musiał w każdej chwili wyglądać "godnie". O wspomnienia, w których obrywasz od mamy szmatką, bo podkradłeś ciastko. O wszystkie te wspomnienia, w których rodzina faktycznie była "rodziną". O historię, którą noszą w sobie stare ubrania. O tak drobne rzeczy, umiejętność porządnego zaszycia dziury i naprawy buta.
Mogło wydawać się to komuś dziwne, ale były to rzeczy, których Nikolaiowi zwyczajnie brakowało. I dlatego odczuwał zazdrość.