09.06.2024, 09:22 ✶
Czy przyjście tu było dobrym wyborem? Nie miała pojęcia. Co innego odezwanie się do wuja, że właściwie chyba rozumie jego decyzje, co innego wciąganie go w coś... takiego. Detektywa Longbottoma prosiłaby o pomoc bez wahania, ale jak było z Woodym z Rejwachu? Możliwości miał wiele, może i więcej niż Brygadzista, ale czy nie zmienił go Nokturn?
- Jakby to, że gdzieś nie wolno wchodzić, kiedykolwiek mnie powstrzymało - powiedziała, przyglądając się mu uważnie. Do licha, tak dziwnie wyglądał bez włosów. Pewnie lepiej dla niego, zmieniło go to trochę i trudniej było ludziom skojarzyć te dwa wcielenia, policyjnego wygę i właściciela klubu.
Nie oceniała wystroju. Nie wstrząsnęłyby nią i najbardziej ordynarne słowa portretów. Nie była już nastolatką, przepracowała parę lat, a poza tym w Brennie tkwił ten paradoks, że była dziewczyną z dobrego domu, która świetnie odnajdywała się na balach, ale tkwił w niej i chochlik, który sprawiał, że jeszcze w Hogwarcie musiała, po prostu musiała, zwiedzić i Świńskiego Łba. Bywała w eleganckich domach i najpodlejszych spelunach, i jakoś w każdym z tych miejsc nie czuła się ani trochę niepewnie.
Ale gdyby wiedziała, że wyciszył je ze względu na nią, pewnie by to doceniła.
- Nie jestem na służbie. Gdybym była, pewnie musiałabym sama siebie aresztować.
Trochę przesadzała: choć odrobinę tylko. Na razie nie zrobili nic nielegalnego przecież. Byli jedynie... grupą zaniepokojonych obywateli, organizujących siatkę samopomocy, zbierających informacje, zasoby, trzymających rękę na pulsie. Ale Brenna nie była na tyle naiwna, by nie wiedzieć, że prędzej czy później coś nielegalnego zrobią. Będzie musiała ukrywać informacje przed Ministerstwem, by nie dostał ich ktoś niepowołany, będą używać legimencji, będą czyścić pamięć i wyciągać veritaserum, a może i robić gorsze rzeczy.
W imię wyższego dobra?
- Unikam alkoholu od pewnego zdumiewającego zbiegu okoliczności, gdy pod jego wpływem ostatniego dnia Hogwartu skończyłam najpierw w Zakazanym Lesie, a potem na krokwi w wieży astronomicznej, a we wszystko zamieszany był też posąg goblina i przynajmniej jeden duch - powiedziała, a kąciki warg zadrgały jej lekko. Półprawda, bo od tamtego świętowania końca szkoły faktycznie nie piła za wiele, ale teraz po prostu się bała. Nie tyle że Woody coś by jej dodał do drinka, wierzyła, że nigdy nie zrobiłby czegoś takiego, ale po prostu nie chciałaby wyjąć stąd na Nokturn podchmielona ani teleportować się po alkoholu. - Chciałam spytać...
Zawahała się na moment. Jak na kogoś, kto zwykle gadał, gadał i więcej gadał, w takich chwilach często brakowało jej słów. Od czego zacząć? Mavelle i Jonathana spytała po prostu, czy chcą zrobić coś głupiego.
W końcu wyciągnęła z kieszeni zmięty artykuł. Na zdjęciu nieba poruszał się lekko mrocznym znak.
- Co o tym myślisz? - spytała, podsuwając go mężczyźnie. To nie było prawdziwe pytanie, a wstęp do niego. Bo wprawdzie prędzej zjadłaby żabę niż uwierzyła, że ten poprze śmierciożerców, nawet pracując tutaj nie chciała dać wiary, że zmieniłby się tak bardzo, ale może Woody teraz chciał mieć już po prostu spokój.
- Jakby to, że gdzieś nie wolno wchodzić, kiedykolwiek mnie powstrzymało - powiedziała, przyglądając się mu uważnie. Do licha, tak dziwnie wyglądał bez włosów. Pewnie lepiej dla niego, zmieniło go to trochę i trudniej było ludziom skojarzyć te dwa wcielenia, policyjnego wygę i właściciela klubu.
Nie oceniała wystroju. Nie wstrząsnęłyby nią i najbardziej ordynarne słowa portretów. Nie była już nastolatką, przepracowała parę lat, a poza tym w Brennie tkwił ten paradoks, że była dziewczyną z dobrego domu, która świetnie odnajdywała się na balach, ale tkwił w niej i chochlik, który sprawiał, że jeszcze w Hogwarcie musiała, po prostu musiała, zwiedzić i Świńskiego Łba. Bywała w eleganckich domach i najpodlejszych spelunach, i jakoś w każdym z tych miejsc nie czuła się ani trochę niepewnie.
Ale gdyby wiedziała, że wyciszył je ze względu na nią, pewnie by to doceniła.
- Nie jestem na służbie. Gdybym była, pewnie musiałabym sama siebie aresztować.
Trochę przesadzała: choć odrobinę tylko. Na razie nie zrobili nic nielegalnego przecież. Byli jedynie... grupą zaniepokojonych obywateli, organizujących siatkę samopomocy, zbierających informacje, zasoby, trzymających rękę na pulsie. Ale Brenna nie była na tyle naiwna, by nie wiedzieć, że prędzej czy później coś nielegalnego zrobią. Będzie musiała ukrywać informacje przed Ministerstwem, by nie dostał ich ktoś niepowołany, będą używać legimencji, będą czyścić pamięć i wyciągać veritaserum, a może i robić gorsze rzeczy.
W imię wyższego dobra?
- Unikam alkoholu od pewnego zdumiewającego zbiegu okoliczności, gdy pod jego wpływem ostatniego dnia Hogwartu skończyłam najpierw w Zakazanym Lesie, a potem na krokwi w wieży astronomicznej, a we wszystko zamieszany był też posąg goblina i przynajmniej jeden duch - powiedziała, a kąciki warg zadrgały jej lekko. Półprawda, bo od tamtego świętowania końca szkoły faktycznie nie piła za wiele, ale teraz po prostu się bała. Nie tyle że Woody coś by jej dodał do drinka, wierzyła, że nigdy nie zrobiłby czegoś takiego, ale po prostu nie chciałaby wyjąć stąd na Nokturn podchmielona ani teleportować się po alkoholu. - Chciałam spytać...
Zawahała się na moment. Jak na kogoś, kto zwykle gadał, gadał i więcej gadał, w takich chwilach często brakowało jej słów. Od czego zacząć? Mavelle i Jonathana spytała po prostu, czy chcą zrobić coś głupiego.
W końcu wyciągnęła z kieszeni zmięty artykuł. Na zdjęciu nieba poruszał się lekko mrocznym znak.
- Co o tym myślisz? - spytała, podsuwając go mężczyźnie. To nie było prawdziwe pytanie, a wstęp do niego. Bo wprawdzie prędzej zjadłaby żabę niż uwierzyła, że ten poprze śmierciożerców, nawet pracując tutaj nie chciała dać wiary, że zmieniłby się tak bardzo, ale może Woody teraz chciał mieć już po prostu spokój.
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.