09.06.2024, 10:23 ✶
- Sorry, we're cursed brzmi raczej jak nazwa sklepu dla klątwołamaczy, wiesz, takiego ze świecami do klątwołamania, księgami dla klątwołamaczy, amuletami i może śmiesznymi koszulkami, nie mam za bardzo pomysłu na napisy, ale Millie na pewno by coś wymyśliła - powiedziała Brenna, rozdarta teraz wewnętrznie między rozbawieniem tym podyktowanym przed dziwny proszek zachowaniem, współczuciem wobec Basiliusa, jeśli będzie je pamiętał i wreszcie pewnym zmartwieniem rzeczami, które wydarzyły się w domu Tatcherów. Czuła prawie wyrzuty sumienia, że właściwie to dobrze się bawiła, ale pocieszała samą siebie, że nikt nie zginął, stan rannych udało się ustabilizować i teraz po prostu kluczowe było zdobycie informacji. Jak najszybciej, jeśli faktycznie była tutaj ta dodatkowa osoba. - A tak. To pewnie dlatego, zupełnie na to nie wpadłam.
Nie pociągnęła już tematu Millie, chociaż przyszło jej do głowy, że może potem powinna ją zapytać, co ona zobaczyła w tych kartach, bo nigdy nie słyszała, żeby jakieś powiedziały konkretnie: Hej. Spotkasz jutro XYZ.
Żaba przeszła z rąk do rąk, a potem do niej wróciła. Brenna nie kłóciła się: tłumaczenie, że tak pobladła, bo widziała już oczyma wyobraźni jak on upada i łamie sobie kręgosłup, i tak nic by się nie zdało. Zamiast tego po prostu więc rozerwała opakowanie, obejrzała odruchowo kartę (nie miała takiej!), a potem oderwała kawałek tej nieszczęsnej żaby i go zjadła.
- Eee... nie jestem pewna, czy mam do tego talent, ale na pewno spróbuję to wszystko opisać - zapewniła, bo przecież zamierzała to zrobić. Po prostu nie w książce, a w raporcie. - Jasne, nie przejmuj się, mnie się to ciągle zdarza i w dodatku zwykle to wyłączam je sobie co gorsza sama, więc nawet nie mogę na nikogo zwalać - powiedziała, i może dodałaby coś jeszcze, ale ugryzła się w język, bo przecież naprawdę chciała, żeby się skupił.
Nie wiedziała, kogo reprezentują poszczególne karty, ale mogła odgadnąć, że każda to była jedna osoba. I że faktycznie mieli tu kogoś nadprogramowego. Z kieszeni (innej niż ta, z której wydobyła żabę) tym razem wydobyła notatnik i chociaż to mogły być ciągle podszepty środków, jakie mu podano, i tak rozrysowała układ.
A potem zapisała jego słowa: pan domu, pani domu...
- W domu pana Tatchera tego ranka było więc siedem osób, włącznie z nim - podjęła opowieść. - Po południu znaleziono ich jednak tam sześć. Pan Tatcher stracił przytomność w toku klątwy, cztery inne osoby miały bardzo różne obrażenia, i wyglądało na to, że nie każdemu zadała je jedna osoba, jedna... została obsypana dziwnym proszkiem, a... jedna osoba znikła w tajemniczych okolicznościach.
Nie pociągnęła już tematu Millie, chociaż przyszło jej do głowy, że może potem powinna ją zapytać, co ona zobaczyła w tych kartach, bo nigdy nie słyszała, żeby jakieś powiedziały konkretnie: Hej. Spotkasz jutro XYZ.
Żaba przeszła z rąk do rąk, a potem do niej wróciła. Brenna nie kłóciła się: tłumaczenie, że tak pobladła, bo widziała już oczyma wyobraźni jak on upada i łamie sobie kręgosłup, i tak nic by się nie zdało. Zamiast tego po prostu więc rozerwała opakowanie, obejrzała odruchowo kartę (nie miała takiej!), a potem oderwała kawałek tej nieszczęsnej żaby i go zjadła.
- Eee... nie jestem pewna, czy mam do tego talent, ale na pewno spróbuję to wszystko opisać - zapewniła, bo przecież zamierzała to zrobić. Po prostu nie w książce, a w raporcie. - Jasne, nie przejmuj się, mnie się to ciągle zdarza i w dodatku zwykle to wyłączam je sobie co gorsza sama, więc nawet nie mogę na nikogo zwalać - powiedziała, i może dodałaby coś jeszcze, ale ugryzła się w język, bo przecież naprawdę chciała, żeby się skupił.
Nie wiedziała, kogo reprezentują poszczególne karty, ale mogła odgadnąć, że każda to była jedna osoba. I że faktycznie mieli tu kogoś nadprogramowego. Z kieszeni (innej niż ta, z której wydobyła żabę) tym razem wydobyła notatnik i chociaż to mogły być ciągle podszepty środków, jakie mu podano, i tak rozrysowała układ.
A potem zapisała jego słowa: pan domu, pani domu...
- W domu pana Tatchera tego ranka było więc siedem osób, włącznie z nim - podjęła opowieść. - Po południu znaleziono ich jednak tam sześć. Pan Tatcher stracił przytomność w toku klątwy, cztery inne osoby miały bardzo różne obrażenia, i wyglądało na to, że nie każdemu zadała je jedna osoba, jedna... została obsypana dziwnym proszkiem, a... jedna osoba znikła w tajemniczych okolicznościach.