09.06.2024, 11:30 ✶
Znikąd pojawiły się liny, które skrępowały "kolegę" Heather. Ten, zaskoczony sytuacją, a i pewnie nie czujący się zbyt dobrze po tym, jak ledwo co został lekko ranny w wypadku, stracił równowagę i runął na ziemię.
- To brutalność Brygady! - wydarł się, walcząc z linami.
- Moja miotła!
Krzyknął właściciel miotły, przepychając się do przodu. Dopadł rzeczonej miotły i zaczął ją oglądać.
Brenna, która już doskoczyła do złodzieja i usiłowała właśnie go skuć, rozejrzała się, próbując ogarnąć sytuację, trochę tym wszystkim skonsternowana. Przyszło jej do głowy, że jak napisze z tego raport, to cholera, nikt jej nie uwierzy... a nie, zaraz. Nikt się nie zdziwił, że ma na imprezie niedźwiedzia. To nieważne, jednak uwierzą. Ale w tej chwili to przydałby się im tutaj cały oddział, a nie dwie Brygadzistki. Będą musieli sprawdzić, do jakiego to mieszkania wchodzono z tego dywanu przez okno, bo jak nic z tym też było coś nie tak...
- Co się dzieje? - zawołała do Heather, bo zajęta szarpiącym się złodziejem nie miała szans przyjrzeć się drugiemu mężczyźnie, nie rozpoznała go więc z plakatów, ale wątpiła, by Wood pacyfikowała tego człowieka ot tak, dla zabawy, bo pozazdrościła, że Brenna kogoś związała.
- Jak to co się dzieje?! Okradają ludzi w biały dzień! - zawył właściciel miotły. - A wy nic z tym nie robicie!
- Właśnie aresztowuję złodzieja, proszę pana - odparła uprzejmie, i już miała zacząć wygłaszać formułkę, uwzględniając podejrzenie o kradzież, prowadzenie miotły po pijanemu i spowodowanie wypadku, nie zważając na pokrzykiwania w tle o brutalności policji, gdy...
Właściciel dywanu, widząc, że dwaj pozostali uczestnicy wypadku są właśnie obezwładniani, chyba uznał, że będzie następny. Miał zresztą sporo racji, Brenna może nie zamierzała od razu go aresztować, ale zabrać do biura już tak - dywan zdawał się niesprawny, mężczyzna nie miał dokumentów i ogólnie coś kręcił.
Zrobił jednak coś mało mądrego.
Heather zauważyła, jak wskakuje na uszkodzony dywan, nie zwracając uwagi na dwójkę niedawnych pasażerów, i probuje wystartować. Dywan uniósł się k zachwiał, wyraźnie zbyt już zniszczony, aby dało się nim bezbezpiecznke latać...
- To brutalność Brygady! - wydarł się, walcząc z linami.
- Moja miotła!
Krzyknął właściciel miotły, przepychając się do przodu. Dopadł rzeczonej miotły i zaczął ją oglądać.
Brenna, która już doskoczyła do złodzieja i usiłowała właśnie go skuć, rozejrzała się, próbując ogarnąć sytuację, trochę tym wszystkim skonsternowana. Przyszło jej do głowy, że jak napisze z tego raport, to cholera, nikt jej nie uwierzy... a nie, zaraz. Nikt się nie zdziwił, że ma na imprezie niedźwiedzia. To nieważne, jednak uwierzą. Ale w tej chwili to przydałby się im tutaj cały oddział, a nie dwie Brygadzistki. Będą musieli sprawdzić, do jakiego to mieszkania wchodzono z tego dywanu przez okno, bo jak nic z tym też było coś nie tak...
- Co się dzieje? - zawołała do Heather, bo zajęta szarpiącym się złodziejem nie miała szans przyjrzeć się drugiemu mężczyźnie, nie rozpoznała go więc z plakatów, ale wątpiła, by Wood pacyfikowała tego człowieka ot tak, dla zabawy, bo pozazdrościła, że Brenna kogoś związała.
- Jak to co się dzieje?! Okradają ludzi w biały dzień! - zawył właściciel miotły. - A wy nic z tym nie robicie!
- Właśnie aresztowuję złodzieja, proszę pana - odparła uprzejmie, i już miała zacząć wygłaszać formułkę, uwzględniając podejrzenie o kradzież, prowadzenie miotły po pijanemu i spowodowanie wypadku, nie zważając na pokrzykiwania w tle o brutalności policji, gdy...
Właściciel dywanu, widząc, że dwaj pozostali uczestnicy wypadku są właśnie obezwładniani, chyba uznał, że będzie następny. Miał zresztą sporo racji, Brenna może nie zamierzała od razu go aresztować, ale zabrać do biura już tak - dywan zdawał się niesprawny, mężczyzna nie miał dokumentów i ogólnie coś kręcił.
Zrobił jednak coś mało mądrego.
Heather zauważyła, jak wskakuje na uszkodzony dywan, nie zwracając uwagi na dwójkę niedawnych pasażerów, i probuje wystartować. Dywan uniósł się k zachwiał, wyraźnie zbyt już zniszczony, aby dało się nim bezbezpiecznke latać...
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.