09.06.2024, 12:50 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 09.06.2024, 13:34 przez Jonathan Selwyn.)
Czyli wychodziło na to, że przez ostatnie kilka tygodni uczył się poprawnej wymowy imion, tylko po to, aby okazało się, że pomylił ojca z córką. Może nie wyszło źle z tym, że zostawał w kraju, zamiast jechać z resztą do Kambodży.
– Dobrze. Sprawdzałem tylko, czy nie dasz się wybić z rytmu – mruknął jedynie z całą pewnością słów, że to nie on się pomylił, a po prostu całość była częścią planu. Nie zależało mu jednak na tym, czy Anthony mu uwierzy, czy też nie. Przed przyjacielem nie musiał się popisywać, nie musiał kreować się na tak idealnego, idealniejszego niż myślał, że jest w rzeczywistości. Shafiqowi i reszcie ich łazienkowej bandy mógłby się przyznać do każdej pomyłki. No... Poza tą jedną francuską pomyłką, która pewnie teraz siedziała zaszyta w tej swojej przeżartej różami rezydencji, dumna ze swojego listu, ale o tym nie miał zamiaru nikomu nigdy wspominać. Nawet kiedy, a może zwłaszcza kiedy, ta pomyłka wysłała mu w czerwcu list, przez który teraz budził się czasem w nocy ze snu lub koszmaru, nie pamiętając niczego, poza chłodnymi palcami na swojej szyji i gryzącym zapachem róż. Zerknął na Shafiqa. Może powinien mu o tym powiedzieć. Teraz, gdy sam przyjaciel tak się przed nim odsłonił. Przyznać się do błędu, który go prześladował. Pewnie razem, by coś wymyślili, łatwiej też byłoby mu opowiedzieć o tym najpierw jednej osobie, niż trzem na raz. A chyba potrzebował o tym komuś powiedzieć.
Tony zrobiłem coś głupiego i nie wiem jak sobie z tym sam poradzić. Tyle wystarczyło, by zacząć, a to przecież przełamanie się, by powiedzieć cokolwiek było najgorsze.
Tak. Powie to teraz. To dobry moment. Powie to.
Nie. Nie powie tego. To nie był dobry moment. Znowu Teraz był czas na pracę.
Artykuł. Zmarszczył brwi i spojrzał na gazetę. Shafiq miał rację. Imię jego rzekomej uprowadzonej księżniczki nie padło ani razu. Uśmiechnął się szeroko. Oh jak cudownie. Zaśmiał się cicho, chociaż ten śmiech był mniej selwynowy niż zazwyczaj.
– Czyli co? – spytał szczerze rozbawiony. – Ta dziennikarzyna rodem z Czarownicy, twierdziła, że próbowała skontaktować się z twoją branką, kiedy cały ten czas nawet nie znała jej imienia?
Naprawdę, bywały momenty, jak właśnie ten, kiedy dziennikarze sami strasznie ułatwiali im całą pracę. Gdyby tylko tak usilnie nie próbowali im też w niej wiecznie przeszkodzić.
Zerknął na niego trochę zaskoczony. Zdejmowanie bariery było... Samemu Selwynowi przyszłoby to z trudnością, nawet dla kogoś bliskiego, czułby sie wtedy nagi, odsłonięty przed wszystkimi, ale z drugiej strony Anthony naprawdę nie musiał prosić go dwa razy, aby zerknął na jego nici i może też kontrolnie na jego aurę, bo za bardzo się o niego obawiał, aby tego nie zrobić. Skinął głową, maską skupienia próbując zamaskować swój entuzjazm.
– Jeśli tego chcesz, to oczywiście. Nie możemy mieć gwarancji, że ktoś zrobił to z nienawiści do ciebie, chociaż to prawdopodobna opcja. – W końcu było wiele powodów do zdrady. Stanhope mogła mieć na kogoś haka, ktoś mógł się upić i chlapnąć za dużo, lub jeszcze coś innego. Mimo wszystko, to że ktoś pałał nienawiścią do swojego szefa i to jeszcze w politycznym środowisku nie było absolutnie wykluczone, a według niektórych nawet wskazane. – Ale jeśli tak jest, to od razu ułatwi nam całe zadanie. Przyjrzę się też ich emocjom.
Szkoda, że nie mógł zgromadzić jeszcze dodatkowo w sali wszystkich mężczyzn znanych Shafiqowi, aby zobaczyć, w którym ten się tak rozpaczliwie zakochał.
– Dobrze. Sprawdzałem tylko, czy nie dasz się wybić z rytmu – mruknął jedynie z całą pewnością słów, że to nie on się pomylił, a po prostu całość była częścią planu. Nie zależało mu jednak na tym, czy Anthony mu uwierzy, czy też nie. Przed przyjacielem nie musiał się popisywać, nie musiał kreować się na tak idealnego, idealniejszego niż myślał, że jest w rzeczywistości. Shafiqowi i reszcie ich łazienkowej bandy mógłby się przyznać do każdej pomyłki. No... Poza tą jedną francuską pomyłką, która pewnie teraz siedziała zaszyta w tej swojej przeżartej różami rezydencji, dumna ze swojego listu, ale o tym nie miał zamiaru nikomu nigdy wspominać. Nawet kiedy, a może zwłaszcza kiedy, ta pomyłka wysłała mu w czerwcu list, przez który teraz budził się czasem w nocy ze snu lub koszmaru, nie pamiętając niczego, poza chłodnymi palcami na swojej szyji i gryzącym zapachem róż. Zerknął na Shafiqa. Może powinien mu o tym powiedzieć. Teraz, gdy sam przyjaciel tak się przed nim odsłonił. Przyznać się do błędu, który go prześladował. Pewnie razem, by coś wymyślili, łatwiej też byłoby mu opowiedzieć o tym najpierw jednej osobie, niż trzem na raz. A chyba potrzebował o tym komuś powiedzieć.
Tony zrobiłem coś głupiego i nie wiem jak sobie z tym sam poradzić. Tyle wystarczyło, by zacząć, a to przecież przełamanie się, by powiedzieć cokolwiek było najgorsze.
Tak. Powie to teraz. To dobry moment. Powie to.
Nie. Nie powie tego. To nie był dobry moment. Znowu Teraz był czas na pracę.
Artykuł. Zmarszczył brwi i spojrzał na gazetę. Shafiq miał rację. Imię jego rzekomej uprowadzonej księżniczki nie padło ani razu. Uśmiechnął się szeroko. Oh jak cudownie. Zaśmiał się cicho, chociaż ten śmiech był mniej selwynowy niż zazwyczaj.
– Czyli co? – spytał szczerze rozbawiony. – Ta dziennikarzyna rodem z Czarownicy, twierdziła, że próbowała skontaktować się z twoją branką, kiedy cały ten czas nawet nie znała jej imienia?
Naprawdę, bywały momenty, jak właśnie ten, kiedy dziennikarze sami strasznie ułatwiali im całą pracę. Gdyby tylko tak usilnie nie próbowali im też w niej wiecznie przeszkodzić.
Zerknął na niego trochę zaskoczony. Zdejmowanie bariery było... Samemu Selwynowi przyszłoby to z trudnością, nawet dla kogoś bliskiego, czułby sie wtedy nagi, odsłonięty przed wszystkimi, ale z drugiej strony Anthony naprawdę nie musiał prosić go dwa razy, aby zerknął na jego nici i może też kontrolnie na jego aurę, bo za bardzo się o niego obawiał, aby tego nie zrobić. Skinął głową, maską skupienia próbując zamaskować swój entuzjazm.
– Jeśli tego chcesz, to oczywiście. Nie możemy mieć gwarancji, że ktoś zrobił to z nienawiści do ciebie, chociaż to prawdopodobna opcja. – W końcu było wiele powodów do zdrady. Stanhope mogła mieć na kogoś haka, ktoś mógł się upić i chlapnąć za dużo, lub jeszcze coś innego. Mimo wszystko, to że ktoś pałał nienawiścią do swojego szefa i to jeszcze w politycznym środowisku nie było absolutnie wykluczone, a według niektórych nawet wskazane. – Ale jeśli tak jest, to od razu ułatwi nam całe zadanie. Przyjrzę się też ich emocjom.
Szkoda, że nie mógł zgromadzić jeszcze dodatkowo w sali wszystkich mężczyzn znanych Shafiqowi, aby zobaczyć, w którym ten się tak rozpaczliwie zakochał.