09.06.2024, 18:36 ✶
Pomiędzy Clarą, a idącą za nią osobą, nie istniała żadna nić. Albo talent zawiódł tutaj Selwyna, albo byli sobie obcy, a człowiek ten był tylko przypadkowym przechodniem, kimś, kto nie miał dla sprzątaczki w teatrze żadnych odczuć, pewnie nawet nie dostrzegał jej istnienia. Gorzej, że mieli tu przypadkowego świadka i w jego towarzystwie mogli mieć utrudnione działanie, by go nie narażać… albo napastnik odłoży ewentualne plany na inną okazję?
Gdy jednak zbliżyli się nieco i Jonathan mógł wyraźniej dostrzec osobę stojącą w zaułku (nie miała płaszcza ani maski, jedynie głęboko naciągnięty na głowę kaput i szalik zasłaniający część twarzy, może był to tylko naśladowca, a może ktoś, kto chciał działać dyskretnie), dostrzegł cieniutką, ledwo widoczną nić, jaka łączyła go z kobietą. Bez wątpienia zabarwioną złymi intencjami.
Clara obejrzała się.
Może wybieg z udawaniem pary nie podziałał, a może chodziło o tego mężczyzna, bez żadnej nitki, który szedł tuż za nią, dość szybkim krokiem. Jej aura już wcześniej wskazywała na nerwowość i teraz chyba poniósł ją strach, narastający powoli w ostatnich dniach, gdy była przekonana, że ktoś ją śledzi. Być może uznając, że mężczyzna idzie za nią, skręciła gwałtownie, dokładnie w tę uliczkę, w której stał ten człowiek w kapturze, planując być może uciec do jednej z bram kamienic (niewykluczone, że kogoś tu znała, i planowała zapukać do sąsiadów – sama mieszkała zaledwie kawałek stąd). Prawą dłoń wepchnęła do kieszeni, pewnie po różdżkę, ale Jonathan wiedział doskonale, że kobieta nie miała szans sama się obronić.
Mężczyzna w kapturze odbił się od ściany i też wsunął dłoń do kieszeni.
Gdy jednak zbliżyli się nieco i Jonathan mógł wyraźniej dostrzec osobę stojącą w zaułku (nie miała płaszcza ani maski, jedynie głęboko naciągnięty na głowę kaput i szalik zasłaniający część twarzy, może był to tylko naśladowca, a może ktoś, kto chciał działać dyskretnie), dostrzegł cieniutką, ledwo widoczną nić, jaka łączyła go z kobietą. Bez wątpienia zabarwioną złymi intencjami.
Clara obejrzała się.
Może wybieg z udawaniem pary nie podziałał, a może chodziło o tego mężczyzna, bez żadnej nitki, który szedł tuż za nią, dość szybkim krokiem. Jej aura już wcześniej wskazywała na nerwowość i teraz chyba poniósł ją strach, narastający powoli w ostatnich dniach, gdy była przekonana, że ktoś ją śledzi. Być może uznając, że mężczyzna idzie za nią, skręciła gwałtownie, dokładnie w tę uliczkę, w której stał ten człowiek w kapturze, planując być może uciec do jednej z bram kamienic (niewykluczone, że kogoś tu znała, i planowała zapukać do sąsiadów – sama mieszkała zaledwie kawałek stąd). Prawą dłoń wepchnęła do kieszeni, pewnie po różdżkę, ale Jonathan wiedział doskonale, że kobieta nie miała szans sama się obronić.
Mężczyzna w kapturze odbił się od ściany i też wsunął dłoń do kieszeni.