09.06.2024, 19:04 ✶
Ogród
Zabolało. Nie wiedział tylko, co zabolało go bardziej - uderzenie, czy szok związany z tym, że mimo tak szybkiej reakcji nie udało mu się zgodnie z założeniem osłonić się od tego ciosu. Zacisnął zęby i kwiknął cicho, kompletnie nie rozumiejąc, co dzieje się z Laurentem. Dlaczego upadł? Jakim cudem w ogóle go dotknął? To wszystko stało się zbyt szybko, a on sam pierwszy raz od dawna poczuł brak kontroli nad czymś innym niż swoje życie uczuciowe. Jeszcze nigdy nikt nie przesunął nim jak szmacianą lalką i bardzo mu się to nie spodobało, ale... co miał niby zrobić? Szarpać się? Nie mógł przecież pogorszyć sprawy. Cała ich trójka, włączając w to Laurenta, była bandą cholernych idiotów, ale Flynn szczerze wierzył, że żadne z nich nie chciało, aby Fantasmagoria ucierpiała na ich kłótniach.
W pierwszej chwili nie wiedział, co miał zrobić z szalejącym Alexandrem. Tak naprawdę to nie chciał podejmować tutaj żadnej decyzji, jakkolwiek źle to nie brzmiało - czucie się przy nim bezpiecznie i możliwość wyłączenia mózgu były jednymi z podstawowych rzeczy, które uważał w nim za atrakcyjne i bardzo wygodnicko przywykł do tego, że to on może odpierdalać, a Alexander wszystko wyklepie. Tylko no... teraz to na pewno tego nie wyklepie. Teraz to się właśnie przyznał do posiadania powodu, żeby uderzyć dziedzica Prewettów w twarz. Jak szybko coś takiego mogło ponieść się po obsłudze wesela? Przygryzł wargę, po czym skinął głową do Alka na znak „wszystko jest ok”.
Następnie odetchnął i spojrzał się na ochroniarza. Normalnie wypowiadał się jak wieśniak, ale stwierdzenie, że nie obracał się nigdy w takich kręgach byłoby paskudnym kłamstwem. On się znajdował na tym weselu właśnie dlatego, że to robił - skupił się więc na tym, żeby powiedzieć to uprzejmie.
- Panie - tutaj wstawił jego imię, bo zakładam, że jako kelner znał je - zaszło tutaj małe nieporozumienie i obawiam się, że to moja wina. Przeprosimy pana Prewetta za zamieszanie po tym przyjęciu, dzisiaj chyba nie powinniśmy go niepokoić. Ja i tak będę miał siniaka - dotknął swojego policzka i faktycznie - będzie miał po tym ślad - więc nie mogę tak wrócić do pracy. Po cichu zdam klucze i wrócę do domu, a mój brat musi czuwać nad bezpieczeństwem przedstawienia. - A później zrobił minę „niechże mnie pan puści, błagam” i jeżeli nikt go tutaj nie trzymał, to rzucił krótkim „dobranoc” i odszedł stąd.
Tego wieczoru było mu ciężko zasnąć samemu, a wspomnienie twarzy Laurenta prześladowało go jeszcze długo po powrocie do Londynu. Kto jednak, jeżeli nie on, nosił w kieszeni najlepszy sposób na zaśnięcie? Gonił kroplę, aż nie zasnął, odpływając w narkotykowy sen.
Postać opuszcza sesję
Oh darling, it's so sweet
you think you know how crazy I am.
My mind is a hall of mirrors.
you think you know how crazy I am.
My mind is a hall of mirrors.