09.06.2024, 22:21 ✶
To był taki fajny koncert. Flynn lubił właśnie malutkie, występy niszowych wokalistów ćwiczących w garażu czyjejś matki i zauważył, że im większą popularność zyskiwały takie grupy, tym mniejsze zainteresowanie wzbudzały akurat w nim. Może nawet zainteresowałby się nimi bardziej, gdyby nie okoliczności... Widzicie, nawet gdyby na tej scenie występował właśnie tuzin lasek kręcących się na rurze, jego oczy wlepione były w o wiele lepszy występ - światło tańczyło właśnie na twarzy Bletchleya, a on analizował każdą, nawet minimalną zmianę. Typ miał doskonałą, fotograficzną pamięć, ale Flynn był pewny, że nie zna własnej twarzy tak dobrze jak on. Tak, policzył wszystkie te czarne kropeczki (...pieprzyki? Piegi? Chuj wie.) i ich umiejscowienie, już dawno wykminił, w którym miejscu robiły mu się takie dołeczki przy uśmiechu, ale to przecież wyłapałby każdy amator jego urody, Flynn jako człowiek idący o krok dalej wiedział, że kiedy Cain uśmiechał się szeroko, przy prawym oku robiły mu się cztery zmarszczki, a przy lewym trzy. Niesymetryczne. Brwi też miał niesymetryczne. Lewą jedynkę miał lekko niżej niż prawą i generalnie o układzie jego zębów mógłby zapisać kilka stron w dzienniku, o szczęce - drugie tyle. I nie, nie miało dla niego absolutnie żadnego znaczenia, że najprawdopodobniej wymieniał wszystkie detale jego twarzy... sprawiające, że wyglądał zwyczajnie. Dla niego on nie wyglądał zwyczajnie. No przecież on był prześliczny. To, w jaki sposób cień układał się teraz pod jego nosem i przy oczach to było coś wartego uwiecznienia w pamięci na zawsze. I to nie miało nic wspólnego z tym, że zaszmacił się w nim już zupełnie, a już na pewno nie z tym ile wbrew wszelkim zasadom, jakimi kierowali się rozumni ludzie, zdążyli dzisiaj wciągnąć - typ był cholernie przystojny - to po prostu prawda objawiona.
Mógłby się na niego patrzeć godzinami. Właściwie, to czuł się tak, jakby wpatrywał się w niego godzinami... Przestał pleść wianek ze stokrotek, z którym męczył się już od dłuższej chwili, chcąc zająć czymś rozbiegane ręce i dosyć nieśmiało jak na niego sięgnął do pojedynczego, niesfornego kosmyka włosów, żeby zaczesać mu go za ucho. Ten na nieszczęście wrócił tam, gdzie chciał być wcześniej... Ponowił ten ruch, znów bezskutecznie, więc zaśmiał się cichutko, dokładnie tak, jak śmieją się ludzie, kiedy jest im przyjemnie cieplutko i potrzebują nadać ramkę temu szczęściu.
- Co ty kurwa robisz, Crow?
W odpowiedzi na pytanie nie wydał z siebie nawet krótkiego „hę?”, zamiast tego od razu zamarł w bezruchu na długie, żenujące sekundy. Nie miał pojęcia, dlaczego to zrobił i wiedział, że musi podjąć decyzję, czy woli odskoczyć od Wiedźmina jak oparzony, czy wymyślić cokolwiek żenującego, czym mógłby się zasłonić przed pogardliwym tonem swojej pracodawczyni.
- Wiedźminie - zaczął, niby to nonszalanckim tonem, ale dłoń mu lekko zadrżała, kiedy oparł się łokciem o jego ramię, niby to kontynuując coś, co miało być mikroskopijnym przedstawieniem, a w rzeczywistości... czym to niby było, nawet nie wiedział, czy znowu coś przyćpał, czy ktoś znowu stroił sobie żarty czarami - czym niby smok się różni od potwora? Więcej on ludzkich serc pożarł niż utopce, których się pozbyłem za ciebie w przeddzień Beltane, bo ty oczywiście miałeś coś ważniejszego do roboty i nie pojawiłeś się na miejscu. - Zastanawiał się sam, skąd odnalazł w sobie siłę do wypowiadania się tak wyraźnie i pewnie siebie, skoro przemów mu do rozumu kierowane do niego znaczyło zwykle obij mu mordę, bo nikt się po nim nie spodziewał, że doda do rozmowy cokolwiek błyskotliwego. - On... porwał wczoraj dwójkę młodych chłopców. A ty jesteś nam coś winien.
Okrutnym było wytykanie mu jego ówczesnej niedyspozycji, ale faktycznie prawie wtedy zginął, a wbicie mu szpili... Nie, to wciąż nie było przyjemne. Napełniło go jedynie większą goryczą. Oddalili się od siebie na tyle, żeby nie mógł powiedzieć na uboczu zrobisz to dla mnie?
Mógłby się na niego patrzeć godzinami. Właściwie, to czuł się tak, jakby wpatrywał się w niego godzinami... Przestał pleść wianek ze stokrotek, z którym męczył się już od dłuższej chwili, chcąc zająć czymś rozbiegane ręce i dosyć nieśmiało jak na niego sięgnął do pojedynczego, niesfornego kosmyka włosów, żeby zaczesać mu go za ucho. Ten na nieszczęście wrócił tam, gdzie chciał być wcześniej... Ponowił ten ruch, znów bezskutecznie, więc zaśmiał się cichutko, dokładnie tak, jak śmieją się ludzie, kiedy jest im przyjemnie cieplutko i potrzebują nadać ramkę temu szczęściu.
- Co ty kurwa robisz, Crow?
W odpowiedzi na pytanie nie wydał z siebie nawet krótkiego „hę?”, zamiast tego od razu zamarł w bezruchu na długie, żenujące sekundy. Nie miał pojęcia, dlaczego to zrobił i wiedział, że musi podjąć decyzję, czy woli odskoczyć od Wiedźmina jak oparzony, czy wymyślić cokolwiek żenującego, czym mógłby się zasłonić przed pogardliwym tonem swojej pracodawczyni.
- Wiedźminie - zaczął, niby to nonszalanckim tonem, ale dłoń mu lekko zadrżała, kiedy oparł się łokciem o jego ramię, niby to kontynuując coś, co miało być mikroskopijnym przedstawieniem, a w rzeczywistości... czym to niby było, nawet nie wiedział, czy znowu coś przyćpał, czy ktoś znowu stroił sobie żarty czarami - czym niby smok się różni od potwora? Więcej on ludzkich serc pożarł niż utopce, których się pozbyłem za ciebie w przeddzień Beltane, bo ty oczywiście miałeś coś ważniejszego do roboty i nie pojawiłeś się na miejscu. - Zastanawiał się sam, skąd odnalazł w sobie siłę do wypowiadania się tak wyraźnie i pewnie siebie, skoro przemów mu do rozumu kierowane do niego znaczyło zwykle obij mu mordę, bo nikt się po nim nie spodziewał, że doda do rozmowy cokolwiek błyskotliwego. - On... porwał wczoraj dwójkę młodych chłopców. A ty jesteś nam coś winien.
Okrutnym było wytykanie mu jego ówczesnej niedyspozycji, ale faktycznie prawie wtedy zginął, a wbicie mu szpili... Nie, to wciąż nie było przyjemne. Napełniło go jedynie większą goryczą. Oddalili się od siebie na tyle, żeby nie mógł powiedzieć na uboczu zrobisz to dla mnie?
Oh darling, it's so sweet
you think you know how crazy I am.
My mind is a hall of mirrors.
you think you know how crazy I am.
My mind is a hall of mirrors.