09.06.2024, 23:45 ✶
Czy spodziewała się, że Anthony Borgin poprosi ją, by wpadła do jego gabinetu? Nie za bardzo. Czy była tym bardzo zaskoczona? Niezbyt – czasem wydziały współpracowały, mogło chodzić więc o sprawę służbową, a nawet jeżeli nie, to ledwo kilka dni temu trafili na przeklęty statek widmo, wypełniony duchami i być może chciał z jakichś powodów porozmawiać właśnie o tym. Nie była szczęśliwa, bo towarzystwo Anthonyego od dawna w pewien sposób wysysało z niej siły: był dla niej jak żywa, chodząca manifestacja tego, co wojna z Voldemortem robiła z tym krajem. Był wspomnieniem chłopca z Hogwartu o uroczym uśmiechu, i cieniem wiszącym nad jej siostrą i bratem, bo za tych miała Crawleyów, był myślą o tym, że przyjaźnie rozpadały się tam, gdzie pojawiał się Voldemort, i wiecznym przypomnieniem tego, że niektórych bliskich utraci jeżeli nie przez śmierć, to przez konflikt rozdzierający rodziny i przyjaźnie, rzucający ludzi na przeciwne strony.
Anthony był pierwszą z wielu zerwanych nici.
A teraz naprawdę nie miała wielu sił na zbyciu. Nie po statku, rozmowie z Dumbledorem i świeżo po śmierci Jasona. Nie miała jednak powodów odmawiać, zwłaszcza że nie była pewna, o co chodziło. Na to, że to mogłoby mieć cokolwiek wspólnego z Atreusem nie wpadła, bo w końcu wszystkie znaki na ziemi i niebie wskazywały na to, że żadnych plotek nie było, poza tymi, które wyszły od Borginów. (A tak naprawdę od Atreusa do nich, ale o tym nie wiedziała.)
– Cześć – przywitała się, zamykając za sobą drzwi. Nawet jej paranoja nie sięgała tak daleko, by spodziewała się klątw w Ministerstwie Magii, chociaż i tak gdzieś w środku miała się na baczności. Gdyby wyciągnął różdżkę albo wahadło, pewnie dałaby mu w gębę jeszcze nim zdążyłby unieść rękę. – Dzięki, ale nie piję – powiedziała, siadając, i bardzo starając się utrzymać neutralny wyraz twarzy, bo nie spodziewałaby się jednak, że będzie pił w pracy. I nawet nie skłamała. Pewnie i tak nie wzięłaby niczego z jego ręki, od dwóch lat nie piła jednak prawie nigdy (z wyjątkiem może pojedynczych toastów, których na wielkich fetach nie wypadało nie dopełnić), a na pewno nie w ministerialnym gmachu, nawet jeżeli w teorii właśnie kończyła służbę.
Coś skręciło się jej w żołądku, bo wyglądało na to, że to jednak nie miała być rozmowa służbowa. Nie miała pojęcia, dokąd zmierza, ale ten alkohol i te słowa nie wróżyły niczego dobrego.
– Niektóre przyjaźnie nie przetrzymują po prostu próby czasu – mruknęła na jego słowa odnośnie tego, że nie był jej ulubionym towarzystwem. Nigdy nie próbowała dać mu odczuć, że mu nie ufa: i tak naprawdę w pewien sposób dalej go lubiła, nawet jeżeli odczuwała z tego powodu wyrzuty sumienia. Ale musiała postawić jasną granicę, w tej samej chwili, w której poznała pełną historię Crawleyów i gdy sytuacja w kraju zaczęła eskalować i dawna przyjaźń wzięła i zdechła na dobre już ze trzy lata temu.
Żadna przyjaźń nie była warta życia jej rodziny. Jej własnego być może, ale nie ich.
Splotła dłonie na kolanach, obserwując Anthony’ego w milczeniu. Chciał, żeby go wysłuchała, świetnie, tyle mogła mu dać. Na pytanie skinęła głową ledwo zauważalnie, i powstrzymała cisnące się na usta: to było dawno.
To było bardzo dawno.
Jak w innym życiu.
Anthony był pierwszą z wielu zerwanych nici.
A teraz naprawdę nie miała wielu sił na zbyciu. Nie po statku, rozmowie z Dumbledorem i świeżo po śmierci Jasona. Nie miała jednak powodów odmawiać, zwłaszcza że nie była pewna, o co chodziło. Na to, że to mogłoby mieć cokolwiek wspólnego z Atreusem nie wpadła, bo w końcu wszystkie znaki na ziemi i niebie wskazywały na to, że żadnych plotek nie było, poza tymi, które wyszły od Borginów. (A tak naprawdę od Atreusa do nich, ale o tym nie wiedziała.)
– Cześć – przywitała się, zamykając za sobą drzwi. Nawet jej paranoja nie sięgała tak daleko, by spodziewała się klątw w Ministerstwie Magii, chociaż i tak gdzieś w środku miała się na baczności. Gdyby wyciągnął różdżkę albo wahadło, pewnie dałaby mu w gębę jeszcze nim zdążyłby unieść rękę. – Dzięki, ale nie piję – powiedziała, siadając, i bardzo starając się utrzymać neutralny wyraz twarzy, bo nie spodziewałaby się jednak, że będzie pił w pracy. I nawet nie skłamała. Pewnie i tak nie wzięłaby niczego z jego ręki, od dwóch lat nie piła jednak prawie nigdy (z wyjątkiem może pojedynczych toastów, których na wielkich fetach nie wypadało nie dopełnić), a na pewno nie w ministerialnym gmachu, nawet jeżeli w teorii właśnie kończyła służbę.
Coś skręciło się jej w żołądku, bo wyglądało na to, że to jednak nie miała być rozmowa służbowa. Nie miała pojęcia, dokąd zmierza, ale ten alkohol i te słowa nie wróżyły niczego dobrego.
– Niektóre przyjaźnie nie przetrzymują po prostu próby czasu – mruknęła na jego słowa odnośnie tego, że nie był jej ulubionym towarzystwem. Nigdy nie próbowała dać mu odczuć, że mu nie ufa: i tak naprawdę w pewien sposób dalej go lubiła, nawet jeżeli odczuwała z tego powodu wyrzuty sumienia. Ale musiała postawić jasną granicę, w tej samej chwili, w której poznała pełną historię Crawleyów i gdy sytuacja w kraju zaczęła eskalować i dawna przyjaźń wzięła i zdechła na dobre już ze trzy lata temu.
Żadna przyjaźń nie była warta życia jej rodziny. Jej własnego być może, ale nie ich.
Splotła dłonie na kolanach, obserwując Anthony’ego w milczeniu. Chciał, żeby go wysłuchała, świetnie, tyle mogła mu dać. Na pytanie skinęła głową ledwo zauważalnie, i powstrzymała cisnące się na usta: to było dawno.
To było bardzo dawno.
Jak w innym życiu.
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.