10.06.2024, 00:01 ✶
Przy barze z Geraldine i Isaaciem.
Jeszcze parę miesięcy temu mógł silić się na podobny sentyment; do niedawna nie musiał przejmować się tym, co o nim piszą i mówią, a jedynie tolerować fakt, że spora ilość informacji na temat jego prywatnego i zawodowego życia krąży po nieznanych mu ustach. Gdyby nie to, że zobowiązał się w obecności Brenny do tego, aby odciągnąć uwagę prasy od niej i innych krewnych, pewnie dalej lekceważyłby prasę. Teraz jednak niezbyt mógł sobie na to pozwolić. Nawet jeśli najchętniej nic nie zdradzałby dziennikarzom, tak musiał dbać o swój wizerunek. I bronić tej małej sfery prywatności, jaką liczył utrzymać pod kontrolą.
— Dobrze, że nie mordują — odparł z nutką sarkazmu w głosie. — Jeszcze mógłbym pomylić to z prawdziwym wezwaniem i dokonać zbiorowego aresztowania. Wyobrażasz sobie ich wszystkich zamkniętych w areszcie? — Uśmiechnął się lekko, wodząc wzrokiem po otaczających ich gościach. — Jeszcze jakby powsadzać do celi osoby, które za sobą nie przepadają... To dopiero byłoby wybuchowe wesele.
W duchu miał nadzieję, że nawet jeśli ktoś da sobie po mordzie na imprezie nowożeńców to krewni Perseusza i Vespery zadbają o to, aby te osoby zostały odsunięte od uroczystości i doszły do siebie w odizolowanych salach po drugiej stronie rezydencji. Z tyłu głowy Erik dalej miał wspomnienia z niedawnego Lammas, kiedy to przy jednym stoisku ze świeczkami doszło do dosyć intensywnego zderzenia charakterów. Ugh, jak ja się cieszę, że stamtąd uciekłem, pomyślał, po raz kolejny doceniając, że był wówczas na służbie.
— Coraz dziwniejsze zwierzęta? — Uniósł wymownie brew. — I mówi to nieposkromiona łowczyni potworów, która na pewno widziała nie raz dużo groźniejsze i wyróżniające się bydlęta. Taki bóbr nie wydaje się zbyt groźny. Jako normalne zwierzę. W przypadku zmiany... Cóż, to pewnie zależy od człowieka.
Znał parę osób, które bardzo chętnie wykorzystałyby tę okazję, aby spłatać kilka żartów w postaci zwierzęcia. Pokręcił głową, przyglądając się z boku tej scenie. Powinien chłonąć każdy jej szczegół, aby potem opowiedzieć wszystko rodzicom i dziadkowi przy jakiejś weekendowej kolacji. Kolejny argument co do tego, że wesele i szukanie drugiej połówki może skończyć się małą katastrofą. Stary Godryk raczej nie chciałby zobaczyć takiego burdelu w swojej rodzinnej posiadłości, o którą od lat dbał i doglądał z wielką pieczołowitością.
— Mówisz? — Zerknął na drinka, którego obracała w dłoniach panna Yaxley, po czym sięgnął po szkło.
Zamiast napić się, przyglądał się jednak ciekawsko płynowi. Na potańcówce w Dolinie już doświadczył efektów jednego drinka... Ciekawe, czy i tutaj Blackowie zapłacili za jakiś specjalny składnik. Już miał przyłożyć drinka do swych ust, gdy niespodziewanie spomiędzy innych gości wyłonił się Isaac. Longbottom automatycznie odstawił kolorowy napitek na stolik. Nie miał zamiaru ryzykować, że zaraz wyrosną mu bawole rogi albo zacznie unosić się w powietrzu. Nie przy prasie.
— A jakbym powiedział, że... — Zamknął usta, bo w tym momencie Geraldine mu przerwała, akceptując tę mini sesję zdjęciową.
Uśmiechnął się kwaśno i już ustawiał się do zdjęcia i przygotowywał do serii następujących po sobie błysków fleszy, gdy Bagshot przed sięgnięciem po aparat postanowił się jeszcze napić i... Zmienił się w to samo zwierzę, w które przekształcił się Atreus. Erik zamrugał zdziwiony i zerknął na swojego nienapoczętego drinka. Dobra Matko, dobrze, że Merlin miał go w swojej opiece. Zdecydowanie nie chciał tak skończyć.
— Mhmm... Widzieliśmy te odcienie. I łapy. I zwierzęce ślepia — stwierdził, uśmiechając się minimalnie, gdy Ger udało się odczarować Isaaca i przywrócić go do ludzkiej postaci.
Jeszcze parę miesięcy temu mógł silić się na podobny sentyment; do niedawna nie musiał przejmować się tym, co o nim piszą i mówią, a jedynie tolerować fakt, że spora ilość informacji na temat jego prywatnego i zawodowego życia krąży po nieznanych mu ustach. Gdyby nie to, że zobowiązał się w obecności Brenny do tego, aby odciągnąć uwagę prasy od niej i innych krewnych, pewnie dalej lekceważyłby prasę. Teraz jednak niezbyt mógł sobie na to pozwolić. Nawet jeśli najchętniej nic nie zdradzałby dziennikarzom, tak musiał dbać o swój wizerunek. I bronić tej małej sfery prywatności, jaką liczył utrzymać pod kontrolą.
— Dobrze, że nie mordują — odparł z nutką sarkazmu w głosie. — Jeszcze mógłbym pomylić to z prawdziwym wezwaniem i dokonać zbiorowego aresztowania. Wyobrażasz sobie ich wszystkich zamkniętych w areszcie? — Uśmiechnął się lekko, wodząc wzrokiem po otaczających ich gościach. — Jeszcze jakby powsadzać do celi osoby, które za sobą nie przepadają... To dopiero byłoby wybuchowe wesele.
W duchu miał nadzieję, że nawet jeśli ktoś da sobie po mordzie na imprezie nowożeńców to krewni Perseusza i Vespery zadbają o to, aby te osoby zostały odsunięte od uroczystości i doszły do siebie w odizolowanych salach po drugiej stronie rezydencji. Z tyłu głowy Erik dalej miał wspomnienia z niedawnego Lammas, kiedy to przy jednym stoisku ze świeczkami doszło do dosyć intensywnego zderzenia charakterów. Ugh, jak ja się cieszę, że stamtąd uciekłem, pomyślał, po raz kolejny doceniając, że był wówczas na służbie.
— Coraz dziwniejsze zwierzęta? — Uniósł wymownie brew. — I mówi to nieposkromiona łowczyni potworów, która na pewno widziała nie raz dużo groźniejsze i wyróżniające się bydlęta. Taki bóbr nie wydaje się zbyt groźny. Jako normalne zwierzę. W przypadku zmiany... Cóż, to pewnie zależy od człowieka.
Znał parę osób, które bardzo chętnie wykorzystałyby tę okazję, aby spłatać kilka żartów w postaci zwierzęcia. Pokręcił głową, przyglądając się z boku tej scenie. Powinien chłonąć każdy jej szczegół, aby potem opowiedzieć wszystko rodzicom i dziadkowi przy jakiejś weekendowej kolacji. Kolejny argument co do tego, że wesele i szukanie drugiej połówki może skończyć się małą katastrofą. Stary Godryk raczej nie chciałby zobaczyć takiego burdelu w swojej rodzinnej posiadłości, o którą od lat dbał i doglądał z wielką pieczołowitością.
— Mówisz? — Zerknął na drinka, którego obracała w dłoniach panna Yaxley, po czym sięgnął po szkło.
Zamiast napić się, przyglądał się jednak ciekawsko płynowi. Na potańcówce w Dolinie już doświadczył efektów jednego drinka... Ciekawe, czy i tutaj Blackowie zapłacili za jakiś specjalny składnik. Już miał przyłożyć drinka do swych ust, gdy niespodziewanie spomiędzy innych gości wyłonił się Isaac. Longbottom automatycznie odstawił kolorowy napitek na stolik. Nie miał zamiaru ryzykować, że zaraz wyrosną mu bawole rogi albo zacznie unosić się w powietrzu. Nie przy prasie.
— A jakbym powiedział, że... — Zamknął usta, bo w tym momencie Geraldine mu przerwała, akceptując tę mini sesję zdjęciową.
Uśmiechnął się kwaśno i już ustawiał się do zdjęcia i przygotowywał do serii następujących po sobie błysków fleszy, gdy Bagshot przed sięgnięciem po aparat postanowił się jeszcze napić i... Zmienił się w to samo zwierzę, w które przekształcił się Atreus. Erik zamrugał zdziwiony i zerknął na swojego nienapoczętego drinka. Dobra Matko, dobrze, że Merlin miał go w swojej opiece. Zdecydowanie nie chciał tak skończyć.
— Mhmm... Widzieliśmy te odcienie. I łapy. I zwierzęce ślepia — stwierdził, uśmiechając się minimalnie, gdy Ger udało się odczarować Isaaca i przywrócić go do ludzkiej postaci.
the he-wolf of godric's hollow
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.❞
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.❞