10.06.2024, 07:36 ✶
Florence nie miała prawa zrozumieć skomplikowanej relacji łączącej tę trójkę nawet gdyby próbowała w nią wnikać, a tego zupełnie nie planowała. Czy pomyślała o trójkącie? Oczywiście. Czy uznawała to za naganne? Jak najbardziej. Czy ją to interesowało? Ani trochę. Była uzdrowicielką, przyszli tutaj w sprawie czegoś, co działało jak klątwa i to były wszystkie informacje potrzebne jej do szczęścia. A raczej: do pracy. Z ust Bulstrode nigdy nie miała paść zadna plotka na ten temat. W Mungu od magimedyków oczekiwano dyskrecji.
Wygłaszała złośliwe komentarze chętnie, nie w takich sprawach jednak. Jedyne, co ją w tej chwili obchodziło, to czy ten specyficzny przypadek nie zakłóci rytuału. Była pewna swego, gdy chodziło o jedną nić, ale co gdy pojawiały się dwie? To na swój sposób było intrygujące: przekonanie się, jak będzie to wyglądało tym razem.
Dym zaklętych świec wypełniał płuca. Szare opary zdawały się wić dookoła, przyjmując dziwne kształty. Norze przez chwilę zdawało się, że czuje ciepło ogniska Beltane, Erikowi, że w jego nozdrza uderza zapach kwiatów z wianka, który wręczono mu tamtego wieczora. Florence okrążała ich, trzy razy, przeciwnie do ruchu wskazówek zegara, szepcąc słowa zaklęcia, całkowicie skupiona na rytuale.
Zwłaszcza, że pojawiały się trzy nici.
Jedna między dwójką w kręgu, która napinała się i napinała coraz bardziej, i przez moment pomiędzy nimi dym ukształtował się jakby w nić (a może to było złudzenie?), i gdy Florence zatrzymała się, a potem machnęła różdżką, ta pękła - i im też zdało się, że coś znikło. Ale były jeszcze dwie nici, biegnące od każdego z nich do tej trzeciej, nieobecnej osoby, i Florence zaświtało w głowie, że być może nie zdąży, zanim zgasną świece.
Zacisnęła usta w wąska linię, nawijając obie niewidziane nici na różdżkę, a potem szarpnęła nią, jakby coś przecinała.
Świece wygasły.
Uzdrowicielka machnęła różdżką ponownie, tym razem rozgarniając dym.
- Więź pomiędzy państwem została przerwana. Jeśli chodzi o tę trzecią osobę, prawdopodobnie również, ale ciężko to w tej chwilo zweryfikować - powiedziała. - Na przyszłość doradzam wykonywanie wszelkich rytuałów sabatowych... w pełni zgodnie z przyjętą zwykle procedurą. Może się wydawać, że to tylko zabawa, ale stoi za nią stara magia. Ona nie lubi odstępstw od tradycji.
Wszyscy sobie o tym przypomnieli, gdy tegoroczny rytuał zadziałał w ten sposób, ale wykonanie go w trójkę zdawało się Florence... wyjątkowo ryzykowne.
Wygłaszała złośliwe komentarze chętnie, nie w takich sprawach jednak. Jedyne, co ją w tej chwili obchodziło, to czy ten specyficzny przypadek nie zakłóci rytuału. Była pewna swego, gdy chodziło o jedną nić, ale co gdy pojawiały się dwie? To na swój sposób było intrygujące: przekonanie się, jak będzie to wyglądało tym razem.
Dym zaklętych świec wypełniał płuca. Szare opary zdawały się wić dookoła, przyjmując dziwne kształty. Norze przez chwilę zdawało się, że czuje ciepło ogniska Beltane, Erikowi, że w jego nozdrza uderza zapach kwiatów z wianka, który wręczono mu tamtego wieczora. Florence okrążała ich, trzy razy, przeciwnie do ruchu wskazówek zegara, szepcąc słowa zaklęcia, całkowicie skupiona na rytuale.
Zwłaszcza, że pojawiały się trzy nici.
Jedna między dwójką w kręgu, która napinała się i napinała coraz bardziej, i przez moment pomiędzy nimi dym ukształtował się jakby w nić (a może to było złudzenie?), i gdy Florence zatrzymała się, a potem machnęła różdżką, ta pękła - i im też zdało się, że coś znikło. Ale były jeszcze dwie nici, biegnące od każdego z nich do tej trzeciej, nieobecnej osoby, i Florence zaświtało w głowie, że być może nie zdąży, zanim zgasną świece.
Zacisnęła usta w wąska linię, nawijając obie niewidziane nici na różdżkę, a potem szarpnęła nią, jakby coś przecinała.
Świece wygasły.
Uzdrowicielka machnęła różdżką ponownie, tym razem rozgarniając dym.
- Więź pomiędzy państwem została przerwana. Jeśli chodzi o tę trzecią osobę, prawdopodobnie również, ale ciężko to w tej chwilo zweryfikować - powiedziała. - Na przyszłość doradzam wykonywanie wszelkich rytuałów sabatowych... w pełni zgodnie z przyjętą zwykle procedurą. Może się wydawać, że to tylko zabawa, ale stoi za nią stara magia. Ona nie lubi odstępstw od tradycji.
Wszyscy sobie o tym przypomnieli, gdy tegoroczny rytuał zadziałał w ten sposób, ale wykonanie go w trójkę zdawało się Florence... wyjątkowo ryzykowne.