- To wcale nie taki głupi pomysł, można by sprzedawać bilety i zarobić na tym sporo kasy dla biednych dzieci, to byłoby lepsze niż to przedstawienie, na którym ostatnio byliśmy. - Sama chętnie usiadłaby w pierwszym rzędzie i oglądała skłóconych ze sobą czarodziejów siedzących w jednej celi.
- Pewnie tak, ale to chyba jakiś trend, że gryzonie przejmują te przyjęcia, ciekawe, co będzie następne. - Wolałaby jednak, żeby nie były to węże, czy jakieś magiczne istoty, bo to mogłoby przynieść więcej złego niż dobrego, a kto wie, czy ktoś nie będzie chciał przebić tych nieszkodliwych gryzoni.
Niestety do zdjęcia nie doszło, bo Isaac zamienił się w kapibarę na ich oczach. Powinni do tego przywyknąć, jednak nadal ją to dziwiło. Naprawdę dla kogoś zabawne wydawało się zmienianie gości w zwierzęta? Ona nie była do końca zrównoważona, a jednak podchodziła do tego z lekkim zniesmaczeniem, nie wydawało jej się to niczym przyjemnym, szczególnie dla poszkodowanego. Czy powinni sprawdzać każdego drinka, nim go wypiją? Nigdzie nie było już bezpiecznie. To już lepiej raczyć się tymi szczynami w Wiwernie, przynajmniej można być pewnym, że nie skończy się jako przerośnięty szczur.
Udało jej się jednym sprawnym ruchem różdżki odczarować przyjaciela z formy kapibary - na szczęście. Wolałaby się nie zbłaźnić przed tymi wszystkimi osobami, które były tutaj obecne. Miała sporo na głowie, wolała nie dokładać kolejnych problemów.
- Nieee... - Mruknęła cicho, gdy Bagshtot sięgał po kolejnego drinka. Co to był za dzban, że po tym pierwszym postanowił sobie dołożyć. Nie wiadomo, co mu tym razem strzeli do łba. - Erik, pozwolisz, że go ogarnę, za chwilę wrócę. - Wiedziała, że nie powinna pozostawiać Longbottoma samego, w końcu przyszli tu razem, miała jednak nadzieję, że zrozumie powagę sytuacji.
Sama zaś pociągnęła Isaaka za sobą na dwór, świeże powietrze powinno mu dobrze zrobić. - Ani mi się waż dyskutować. - Powiedziała jeszcze bardzo rozkazującym tonem.