10.06.2024, 11:22 ✶
Millie zatrzymała się pół kroku, nie rozumiejąc jego reakcji. Przekrzywiła głowę nieco zdziwiona, nie kontaktując tak w pełni, dlaczego przestał grać, dlaczego tak się zawstydził. Ale czuła lepki smak jego snu i był to piękny sen, kuszący, jak miód ściągający pszczołę. Podeszła dwa kroki bliżej.
– Czemu nie grasz? Graj dalej. Ładnie to brzmi. – Nie znała się na muzyce, nigdy nie miała cierpliwości do tego by usiąść i nauczyć się wydobywać dobrze dźwięk z czegokolwiek. Puls kierował ją do tańca, ale teraz tutaj, nad jeziorem, nie chciała tańczyć tylko słuchać, chciała złożyć głowę na jego kolanie i patrzeć jak jego palce tańczą po czarnym gryfie a smyczek podskakuje na strunach w białym splocie chaosu i porządku.
Podeszła jeszcze bliżej, odsuwając ręcznik, tak jakby to było zupełnie naturalne, że stoi przed nieznajomym w samej półprzezroczystej wodą z jeziora bieliźnie, że wyrównuje materiał ręcznika i dopiero teraz, tak na szczęście w końcu, owija się nim czyniąc zbyt kusą, zbyt prostą do zerwania "sukienkę". Odgarnęła włosy eksponując długą szyję i białe, lekko kościste ramiona. Chciała je związać, ale w sumie nie miała czym, więc porzuciła ten pomysł na rzecz zwinięcia je na jednym z barku.
– Jesteś stąd? Często tu przychodzisz? – zagadywała, bo chyba przeszła mu ochota na granie. – Fajna miejscówka, kawałek od kąpieliska, daje poczucie... prywatności nie sądzisz? – Psotny uśmiech nimfy wypłynął na trójkątną twarz, która co jakiś czas powracała do młodzieńczej sylwetki, napiętej jak struna. Czy nie byłoby komiczniej, gdyby w tym momencie ta struna pękła?
– Czemu nie grasz? Graj dalej. Ładnie to brzmi. – Nie znała się na muzyce, nigdy nie miała cierpliwości do tego by usiąść i nauczyć się wydobywać dobrze dźwięk z czegokolwiek. Puls kierował ją do tańca, ale teraz tutaj, nad jeziorem, nie chciała tańczyć tylko słuchać, chciała złożyć głowę na jego kolanie i patrzeć jak jego palce tańczą po czarnym gryfie a smyczek podskakuje na strunach w białym splocie chaosu i porządku.
Podeszła jeszcze bliżej, odsuwając ręcznik, tak jakby to było zupełnie naturalne, że stoi przed nieznajomym w samej półprzezroczystej wodą z jeziora bieliźnie, że wyrównuje materiał ręcznika i dopiero teraz, tak na szczęście w końcu, owija się nim czyniąc zbyt kusą, zbyt prostą do zerwania "sukienkę". Odgarnęła włosy eksponując długą szyję i białe, lekko kościste ramiona. Chciała je związać, ale w sumie nie miała czym, więc porzuciła ten pomysł na rzecz zwinięcia je na jednym z barku.
– Jesteś stąd? Często tu przychodzisz? – zagadywała, bo chyba przeszła mu ochota na granie. – Fajna miejscówka, kawałek od kąpieliska, daje poczucie... prywatności nie sądzisz? – Psotny uśmiech nimfy wypłynął na trójkątną twarz, która co jakiś czas powracała do młodzieńczej sylwetki, napiętej jak struna. Czy nie byłoby komiczniej, gdyby w tym momencie ta struna pękła?