10.06.2024, 20:02 ✶
Wszystko podziało się zbyt szybko, ale chyba to do siebie miały wszystkie tragedie. Hades się szarpnął, chcąc przydzwonić znowu w Alexandra, na co Atreus odpowiedział skorzystaniem z magii i teleportacją do Ministerstwa Magii. Chciał przenieść ich do bezpiecznej strefy teleportacyjnej w Departamencie Przestrzegania Prawa, ale coś im chyba nie pykło. Jak to tam było? Ce-wu-en? Atreus nie był pewien co właściwie w tym momencie nie zagrało, cel, wola czy namysł, a może po prostu była to szarpanina McKinnona, który chociaż raz w życiu nie mógł się powstrzymać.
Wciągnęło ich i z jednego, krótkiego pyknięcia, całe doświadczenie przeciągnęło się zdecydowanie za długo. Znał to uczucie, szczególnie kiedy było tak świeże po niedawnym wylądowaniu na Podziemnych Ścieżkach. Czy go właśnie znowu miało przenieść przed Brennę? Cholera, jeśli miał być w jednym kawałku, to nawet nie miałby na co narzekać.
Ale kiedy się aportowali, to nie widok Longbottom go przywitał, a znajome kafelki Atrium Ministerstwa. Kurwa, jak on teraz chciał, żeby to właśnie ta przeklęta kobieta stała przed nim, a nie krwawiący Hades, którego krzyk poniósł się echem po sklepieniu pomieszczenia. Parę osób odwróciło w ich stronę głowy, ktoś nawet się zatrzymał, wyraźnie niepewny, ale Bulstrode był skoncentrowany przede wszystkim na tym, że czuł promieniujące od posadzki zimno. Chwilę zajęło mu zorientowanie się, dlaczego w ogóle tak się dzieje i chyba trochę w tym pomógł mu tekst brygadzisty, bo szok wywołany nieudaną teleportacją zdawał się puszczać bardzo powoli. Na moment ucieszył się, bo jego stopy wydawały się całe, ale potem poczuł jak chłód ścieka po jego łydce.
- Skurwysynu, musiałeś się tak rzucać? Powinno ci głowę odjebać, ciesz się że tylko stopy - warknął przez zęby, z absolutnym obrzydzeniem przyglądając się rozciętej nogawce i zwisającej w płachcie skórze. Wziął głęboki oddech, a potem złapał Hadesa za mundur na piersi, starając się przy tym zbytnio nie ruszać nogą. - Możesz chodzić? Czy może chcesz mi jeszcze powiedzieć, że mam ci tu uzdrowicieli wołać, księżniczko?
Wciągnęło ich i z jednego, krótkiego pyknięcia, całe doświadczenie przeciągnęło się zdecydowanie za długo. Znał to uczucie, szczególnie kiedy było tak świeże po niedawnym wylądowaniu na Podziemnych Ścieżkach. Czy go właśnie znowu miało przenieść przed Brennę? Cholera, jeśli miał być w jednym kawałku, to nawet nie miałby na co narzekać.
Ale kiedy się aportowali, to nie widok Longbottom go przywitał, a znajome kafelki Atrium Ministerstwa. Kurwa, jak on teraz chciał, żeby to właśnie ta przeklęta kobieta stała przed nim, a nie krwawiący Hades, którego krzyk poniósł się echem po sklepieniu pomieszczenia. Parę osób odwróciło w ich stronę głowy, ktoś nawet się zatrzymał, wyraźnie niepewny, ale Bulstrode był skoncentrowany przede wszystkim na tym, że czuł promieniujące od posadzki zimno. Chwilę zajęło mu zorientowanie się, dlaczego w ogóle tak się dzieje i chyba trochę w tym pomógł mu tekst brygadzisty, bo szok wywołany nieudaną teleportacją zdawał się puszczać bardzo powoli. Na moment ucieszył się, bo jego stopy wydawały się całe, ale potem poczuł jak chłód ścieka po jego łydce.
- Skurwysynu, musiałeś się tak rzucać? Powinno ci głowę odjebać, ciesz się że tylko stopy - warknął przez zęby, z absolutnym obrzydzeniem przyglądając się rozciętej nogawce i zwisającej w płachcie skórze. Wziął głęboki oddech, a potem złapał Hadesa za mundur na piersi, starając się przy tym zbytnio nie ruszać nogą. - Możesz chodzić? Czy może chcesz mi jeszcze powiedzieć, że mam ci tu uzdrowicieli wołać, księżniczko?