10.06.2024, 21:01 ✶
Dziewczyna kołysała się w przód i w tył, wciąż szlochając. Teraz nie była agresywna, chociaż mogło mieć to związek z tym, że jej ręce były skrępowane, a ona przerażona pojawieniem się obcych ludzi, którzy wyciągnęli ją z kryjówki.
Rodzina prawdopodobnie – czy to ze wstydu, czy ze względu na te ataki agresji albo lęk przed światłem – trzymała ją w pokoju, urządzonym w piwnicy. A później? Albo żyła tu sama, albo tkwiła w jakimś letargu, i jeżeli nawet nie była na wpół oszalała wcześniej, to obłęd prawdopodobnie przyszedł później. Prawdopodobnie od lat nie rozmawiała z ludźmi… albo przynajmniej nie z wieloma ludźmi, bo kto wie, czy nie ona wystraszyła poprzednich lokatorów? I czy błoto, które było jednym z powodów przekonania, że ktoś się tu kręcił, naniosła ona, wychodząc nocą z domu, czy ktoś, kto przyszedł do niej?
Skuliła ramiona, kiedy Heather znowu machnęła różdżką, ale wyczarowana klatka była krucha, i raczej nie mogła zatrzymać jej na bardzo długo. Może dobrze – niewykluczone, że inaczej dziewczyna znów wpadłaby w panikę, bo i teraz strzeliła wzrokiem na boki, jakby szukając drogi ucieczki.
Odpowiedziała jednak na pytanie Jonathana – najwyraźniej nawet jeżeli jej umysł nie pracował do końca jak trzeba, rozumiała ich i była w stanie przynajmniej do pewnego stopnia się komunikować.
– Ge-ne-vie-ve – powiedziała powoli. – Ge-ne-vie-ve J…
Urwała, jakby nazwisko nie przeszło jej przez usta.
Rodzina prawdopodobnie – czy to ze wstydu, czy ze względu na te ataki agresji albo lęk przed światłem – trzymała ją w pokoju, urządzonym w piwnicy. A później? Albo żyła tu sama, albo tkwiła w jakimś letargu, i jeżeli nawet nie była na wpół oszalała wcześniej, to obłęd prawdopodobnie przyszedł później. Prawdopodobnie od lat nie rozmawiała z ludźmi… albo przynajmniej nie z wieloma ludźmi, bo kto wie, czy nie ona wystraszyła poprzednich lokatorów? I czy błoto, które było jednym z powodów przekonania, że ktoś się tu kręcił, naniosła ona, wychodząc nocą z domu, czy ktoś, kto przyszedł do niej?
Skuliła ramiona, kiedy Heather znowu machnęła różdżką, ale wyczarowana klatka była krucha, i raczej nie mogła zatrzymać jej na bardzo długo. Może dobrze – niewykluczone, że inaczej dziewczyna znów wpadłaby w panikę, bo i teraz strzeliła wzrokiem na boki, jakby szukając drogi ucieczki.
Odpowiedziała jednak na pytanie Jonathana – najwyraźniej nawet jeżeli jej umysł nie pracował do końca jak trzeba, rozumiała ich i była w stanie przynajmniej do pewnego stopnia się komunikować.
– Ge-ne-vie-ve – powiedziała powoli. – Ge-ne-vie-ve J…
Urwała, jakby nazwisko nie przeszło jej przez usta.