10.06.2024, 22:05 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 12.06.2024, 13:46 przez Brenna Longbottom.)
Julius wyglądał, jakby zastanawiał się, co odpowiedzieć i czy odpowiedzieć w ogóle: jakby ważył słowa, które padną. Drgnął, kiedy Morpheus wspomniał o Lydii – chyba nie sądził, że to imię tutaj padnie.
– Tak – powiedział, a wyraz jego twarzy stał się bardziej pochmurny. – Od strony matki była daleko spokrewniona z nami, od strony ojca z rodziną, która mieszkała na tych ziemiach. Jego dziad wpadł w długi, musieli sprzedać po trochu swoje lasy i nigdy się z tym nie pogodzili, choć sami ściągnęli na siebie to nieszczęście, żyjąc ponad stan. Wciąż się tu kręci, jakby to ona była panią tego domu – wycedził, a jego spojrzenie powędrowało ku ścieżce, którą poprzedniego dnia przeszli Thomas i Millie, by nad pobliskim stawem spojrzeć kobietę w czerni, która opowiedziała im tę samą historię. Tyle że w jej opowieści to Juliusowie byli chciwi i wydarli te ziemie podstępem, by obalić święte drzewa i zamienić je na pieniądze.
– Czy ta służąca… jak miała na imię, panie Julius? Czy ona mogła paść ofiarą tej klątwy? – spytała Brenna. Wciąż spokojnie, chociaż i ona skojarzyła dziewczynę znad stawu, o której opowiadała Millie. I że ich wersje nie zgadzały się ze sobą, ale i co w tym dziwnego? Ilu ludzi, tyle opowieści: z pewnością patrzyli na tę konkretną sprawę zupełnie inaczej.
Znów moment zawahania.
– Być może. Mary. Miała na imię… Mary.
A wtedy w umyśle Morpheusa rozbłysły słowa, które przeczytał poprzedniego wieczora.
„Justine napisała mi, że Mary utonęła. Biedna dziewczyna. Co ona robiła w nocy sama nad stawem? Lydia jest ponoć załamana. Napiszę może do niej, wszak gdy byłyśmy młode, sporo czasu spędzałyśmy razem.”
Fragment pamiętnika Estelli Bulstrode: wspominała o utonięciu, o związkach tej, która zmarła z niejaką Lydią, która będzie załamana tą śmiercią, i o tym, ile czasu spędzały razem jako dzieci.
Doświadczenie kogoś, kto przez lata obserwował, kto może wrodził się w matkę, ale miał w sobie i krew Longbottomów, podpowiadało mu także, że Ignas nie mówił wszystkiego. Mijał się z prawdą subtelnie, pomijał niektóre informacje, ale wzmianka o Lydii i Mary poruszyła go, i chyba wcale nie wierzył, że Mary padła ofiarą klątwy – choć prawdopodobnie wierzył, że ta zabiła Amarylis, bo gdy wspominał o tym, w jego oczach zdawał się płonąć cień dawnego gniewu i, być może, bólu.
– Nic mi nie wiadomo, by któraś rysowała szkielety – powiedział, odwracając wzrok. Jakby ten temat był… bolesny. – Ale prawdopodobnie to była Guinevere. Źle zniosła śmierć siostry.
(Percepcja, czy zauważyła B, że duch się mija z prawdą)
– Tak – powiedział, a wyraz jego twarzy stał się bardziej pochmurny. – Od strony matki była daleko spokrewniona z nami, od strony ojca z rodziną, która mieszkała na tych ziemiach. Jego dziad wpadł w długi, musieli sprzedać po trochu swoje lasy i nigdy się z tym nie pogodzili, choć sami ściągnęli na siebie to nieszczęście, żyjąc ponad stan. Wciąż się tu kręci, jakby to ona była panią tego domu – wycedził, a jego spojrzenie powędrowało ku ścieżce, którą poprzedniego dnia przeszli Thomas i Millie, by nad pobliskim stawem spojrzeć kobietę w czerni, która opowiedziała im tę samą historię. Tyle że w jej opowieści to Juliusowie byli chciwi i wydarli te ziemie podstępem, by obalić święte drzewa i zamienić je na pieniądze.
– Czy ta służąca… jak miała na imię, panie Julius? Czy ona mogła paść ofiarą tej klątwy? – spytała Brenna. Wciąż spokojnie, chociaż i ona skojarzyła dziewczynę znad stawu, o której opowiadała Millie. I że ich wersje nie zgadzały się ze sobą, ale i co w tym dziwnego? Ilu ludzi, tyle opowieści: z pewnością patrzyli na tę konkretną sprawę zupełnie inaczej.
Znów moment zawahania.
– Być może. Mary. Miała na imię… Mary.
A wtedy w umyśle Morpheusa rozbłysły słowa, które przeczytał poprzedniego wieczora.
„Justine napisała mi, że Mary utonęła. Biedna dziewczyna. Co ona robiła w nocy sama nad stawem? Lydia jest ponoć załamana. Napiszę może do niej, wszak gdy byłyśmy młode, sporo czasu spędzałyśmy razem.”
Fragment pamiętnika Estelli Bulstrode: wspominała o utonięciu, o związkach tej, która zmarła z niejaką Lydią, która będzie załamana tą śmiercią, i o tym, ile czasu spędzały razem jako dzieci.
Doświadczenie kogoś, kto przez lata obserwował, kto może wrodził się w matkę, ale miał w sobie i krew Longbottomów, podpowiadało mu także, że Ignas nie mówił wszystkiego. Mijał się z prawdą subtelnie, pomijał niektóre informacje, ale wzmianka o Lydii i Mary poruszyła go, i chyba wcale nie wierzył, że Mary padła ofiarą klątwy – choć prawdopodobnie wierzył, że ta zabiła Amarylis, bo gdy wspominał o tym, w jego oczach zdawał się płonąć cień dawnego gniewu i, być może, bólu.
– Nic mi nie wiadomo, by któraś rysowała szkielety – powiedział, odwracając wzrok. Jakby ten temat był… bolesny. – Ale prawdopodobnie to była Guinevere. Źle zniosła śmierć siostry.
(Percepcja, czy zauważyła B, że duch się mija z prawdą)
Rzut Z 1d100 - 55
Sukces!
Sukces!
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.