11.06.2024, 00:01 ✶
Nachmurzył się, gdy Brenna wytknęła mu, jak niewiele czasu dzieliło go od czasu, gdy faktycznie w rodzinie pojawi się nowy pretendent do tytułu dziedzica. Wątpił, aby ledwie siedemnastoletni Frank rościł sobie prawa do rozporządzania majątkiem i działalnością rodu, jednak fakt, że mały Franeczek miał niedługo stać się pełnoletnim czarodziejem... Eh, to tylko pokazywało mu, że sam wcale nie stawał się młody z każdym kolejnym wschodem słońca. Jeszcze trochę, a skończy się na tym, że trzy pokolenia będą pić razem: Morfeusz, Erik i Frank. To dopiero będzie widok.
— Myślisz, że poradzą sobie przez dwa lata beze mnie? — rzucił, siląc się na żartobliwy ton głosu.
Ugh, nie powinien był tego mówić. Nie znosił rozmów o tym, że kogoś mogłoby w ich rodzinie zabraknąć. Wystarczy, że dalej dochodzili do siebie po stracie Derwina, a i nie wiadomo było, kiedy Danielle czy Lucy faktycznie znowu wrócą do rodzinnych szeregów. W takich czasach rodzina nie powinna się rozdzielać, a wszystko wskazywało na to, że nie będą w stanie uniknąć takich sytuacji. Tak długo, jak wszyscy będą na siebie uważać, powinno być dobrze, pomyślał z nadzieją, biorąc się za dalsze odkurzanie.
Brenna nie dawała mu jednak chwili wytchnienia. Zwiększona sprzedaż? Kalendarz charytatywny? Momentalnie pokraśniał, woląc sobie nie wyobrażać, jaki koncept kalendarza przypadłby do gustu pracownikom Czarownicy. ... Za późno. Oczywiście, że poszliby w tę stronę. Jak można było nie wykorzystać sali pełnej młodych, przystojnych i bogatych mężczyzn? Przecież to był najłatwiejszy sposób zarobku. Niektórzy powiedzieliby, że nawet łatwiejszy od zrobienia takiego kalendarza z czarownicami.
— Cierpliwość jest cnotą, czyż nie? — Uniósł wymownie brew. — Ja, Lestrange i Borgin w tym samym miejscu... Dodać do tego jeszcze paru Blacków czy Rookwoodów, a miałabyś darmowe warsztaty z tego, jak nie dać się wyprowadzić z równowagi. Pomyśl, jak by ci to pomogło w pracy z petentami w biurze Brygady Uderzeniowej.
Czy był przeciwnikiem takiego pomysłu? Cóż, zdecydowanie nie chciał robić czegoś takiego od razu. Na dobrą sprawę dopiero przed paroma tygodniami ''wybił się'' w mediach czarodziejów. Owszem, wcześniej miał ugruntowaną pozycję w gronie rozpoznawalnych person w socjecie, jednak po Beltane wszedł na zupełnie nowy poziom. A biorąc pod uwagę obietnice, jakie złożył siostrze, nie chciał tego zmarnować na kontrowersyjną akcję promocyjną. Zdecydowanie wypadałoby poczekać aż znajdzie jakieś wtyki w mediach i przyzwyczai się do tego, jak głośno o nim mówiono w różnych środowiskach.
— Niee... Ale pamiętam, jak mama urządziła nam awanturę, jak ścięliśmy słoneczniki sąsiada za pomocą Diffendo zamiast nożyc. Pamiętasz, jak wtedy przylecieli z okolicznego podwórza? — Skrzywił się na to wspomnienie. W Warowni panowało wówczas wyjątkowo mało zasad, a większości z nich było dosyć łatwo przestrzegać. Może dlatego to wspomnienie wybijało się teraz ponad inne? — Chyba nawet chcieli, żebyśmy zapłacili z kieszonkowego za szkody. Kto by pomyślał, że zaklęcie okaże się takie niedokładne. To dopiero była przestroga, żeby nie polegać na czarach przy pracach manualnych.
— Myślisz, że poradzą sobie przez dwa lata beze mnie? — rzucił, siląc się na żartobliwy ton głosu.
Ugh, nie powinien był tego mówić. Nie znosił rozmów o tym, że kogoś mogłoby w ich rodzinie zabraknąć. Wystarczy, że dalej dochodzili do siebie po stracie Derwina, a i nie wiadomo było, kiedy Danielle czy Lucy faktycznie znowu wrócą do rodzinnych szeregów. W takich czasach rodzina nie powinna się rozdzielać, a wszystko wskazywało na to, że nie będą w stanie uniknąć takich sytuacji. Tak długo, jak wszyscy będą na siebie uważać, powinno być dobrze, pomyślał z nadzieją, biorąc się za dalsze odkurzanie.
Brenna nie dawała mu jednak chwili wytchnienia. Zwiększona sprzedaż? Kalendarz charytatywny? Momentalnie pokraśniał, woląc sobie nie wyobrażać, jaki koncept kalendarza przypadłby do gustu pracownikom Czarownicy. ... Za późno. Oczywiście, że poszliby w tę stronę. Jak można było nie wykorzystać sali pełnej młodych, przystojnych i bogatych mężczyzn? Przecież to był najłatwiejszy sposób zarobku. Niektórzy powiedzieliby, że nawet łatwiejszy od zrobienia takiego kalendarza z czarownicami.
— Cierpliwość jest cnotą, czyż nie? — Uniósł wymownie brew. — Ja, Lestrange i Borgin w tym samym miejscu... Dodać do tego jeszcze paru Blacków czy Rookwoodów, a miałabyś darmowe warsztaty z tego, jak nie dać się wyprowadzić z równowagi. Pomyśl, jak by ci to pomogło w pracy z petentami w biurze Brygady Uderzeniowej.
Czy był przeciwnikiem takiego pomysłu? Cóż, zdecydowanie nie chciał robić czegoś takiego od razu. Na dobrą sprawę dopiero przed paroma tygodniami ''wybił się'' w mediach czarodziejów. Owszem, wcześniej miał ugruntowaną pozycję w gronie rozpoznawalnych person w socjecie, jednak po Beltane wszedł na zupełnie nowy poziom. A biorąc pod uwagę obietnice, jakie złożył siostrze, nie chciał tego zmarnować na kontrowersyjną akcję promocyjną. Zdecydowanie wypadałoby poczekać aż znajdzie jakieś wtyki w mediach i przyzwyczai się do tego, jak głośno o nim mówiono w różnych środowiskach.
— Niee... Ale pamiętam, jak mama urządziła nam awanturę, jak ścięliśmy słoneczniki sąsiada za pomocą Diffendo zamiast nożyc. Pamiętasz, jak wtedy przylecieli z okolicznego podwórza? — Skrzywił się na to wspomnienie. W Warowni panowało wówczas wyjątkowo mało zasad, a większości z nich było dosyć łatwo przestrzegać. Może dlatego to wspomnienie wybijało się teraz ponad inne? — Chyba nawet chcieli, żebyśmy zapłacili z kieszonkowego za szkody. Kto by pomyślał, że zaklęcie okaże się takie niedokładne. To dopiero była przestroga, żeby nie polegać na czarach przy pracach manualnych.
the he-wolf of godric's hollow
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.❞
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.❞