11.06.2024, 00:02 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 11.06.2024, 00:12 przez Erik Longbottom.)
Na Matkę, z deszczu pod rynnę, pomyślał z żałością. W ojczyźnie zostawił siostrę, która miała prawdziwy talent do pakowania się w kłopoty, a teraz - za granicą - pod jego opieką znalazł się Anthony. Jaką miał mieć pewność, że nie pozjadał wszystkich rozumów, a wizyta w muzeum i ryzykowanie przekleństwa nie była ekwiwalentem bogatych arystokratów w kryzysie wieku średniego, którzy chcieli ujeżdżać rogogony węgierskie z na wpół legalnych hodowli? Wciągnął głośno powietrze do płuc, darując sobie bezpośrednią krytykę.
— Medycy ze Świętego Munga na pewno docenią, że zapewniasz im stały dostęp do niezapomnianych wrażeń podczas dyżurów — odparł metalicznym głosem, odwracając dłoń wewnętrzna stroną ku swej twarzy, aby przyjrzeć się swoim nieco przybrudzonym paznokciem. Cholerny piasek. Wchodził dosłownie wszędzie. — Chociaż, dla twojego dobra, mam nadzieję, że masz kontakt do jakichś specjalistów w domu.
Uśmiechnął się półgębkiem. Nie chciał atakować Anthony'ego, jednak to jakoś tak... naturalnie wychodziło. Starał się też wierzyć w to, że nie jest na tyle naiwny, aby pakować się do miejsca, gdzie mogły buszować klątwy sprzed wieków. Oby w tym przypadku zainteresowanie historią równało się wiedzy na temat tego, jak nie skończyć z drugą głową, jaszczurczym ogonem czy rozdwojonym językiem. Westchnął przeciągle, jednak kolejna okazja do tego, aby wejść w rozmowę sama do niego przyszła, gdy Ginny postanowiła pociągnąć Shafiqa za język.
— Oba — wtrącił niewinnie Longbottom na dźwięk słów kobiety. — Liczy, że podpuści cię, że wjeżdża ci na ambicję, przez co będziesz próbowała udowodnić mu, że się myli. Na koniec tak obróci kota ogonem, żeby w razie jakichkolwiek kłopotów móc zaprzeczyć, że kiedykolwiek sugerował coś, co mogło mu nie wyjść na zdrowie. — Uśmiechnął się zjadliwie, po czym powoli odwrócił w kierunku Antoniusza. — Wybacz. Uważam, że powinna o tym wiedzieć.
Wybałuszył oczy na tłumaczenia Guinevere odnośnie do lokalnej pogody. Może i nie wychował się na zagranicznych podróżach i nie zwiedził wszystkich zakątków świata w nowym wieku, jednak sądził, że klimat Egiptu to była taka prawda-nieprawda. Stereotypowe myślenie sugerowało, że intensywne ulewy nie były tu normą, ale tak, żeby wcale nie padało? Toż to skandal. Kapłanki kowenu na pewno nie przeżyłyby tu długo. Jak to tak tańczyć w trakcie sabatu bez kropel deszczu wirujących w powietrzu?
— Merlinie, wy tu tak żyjecie? — Skinął powoli głową. — Wezmę. Teraz to chyba nie mam zbytnio innego wyjścia... I tak. Nie uprzedza. Nie mówi mi o niczym. Przysięgam, że kiedyś nakryję go na wymykaniu się z hotelu przez balkon, bo ''nie chce mnie kłopotać'', kiedy pilnuje drzwi wejściowych.
Spojrzał na Anthony'ego spode łba.
— Mówię tylko, że odwykłem od tropików. Te kilka dni spędzonych w Egipcie, to nie jest wejście w jakąś oszałamiającą rutynę, wiesz?
Może gdyby spędził tutaj kilka miesięcy, to sytuacja uległaby zmianie, jednak... Dla Erika to był tylko wyjazd służbowy. Z tyłu głowy cały czas miał Wielką Brytanię, co zapewne odróżniało go poniekąd od Shafiqa. Pewnie bywał w tych stronach częściej od niego, toteż łatwiej było mu potraktować te okolice jako ''dom''. Lub coś co go przypominało i do czego łatwo było przywyknąć.
— Nie trzeba — podziękował niepewnie McGonagall za propozycję. Nie musiał znać swojej przyszłości. Chociaż tak zapewne byłoby mu łatwiej przygotować się na potencjalne zagrożenie... Z drugiej strony wiedza o nadchodzących zdarzeniach mogła utrudnić mu obowiązki służbowe. — Ekhm... Chyba tym razem zdam się na siebie i własny instynkt.
— Medycy ze Świętego Munga na pewno docenią, że zapewniasz im stały dostęp do niezapomnianych wrażeń podczas dyżurów — odparł metalicznym głosem, odwracając dłoń wewnętrzna stroną ku swej twarzy, aby przyjrzeć się swoim nieco przybrudzonym paznokciem. Cholerny piasek. Wchodził dosłownie wszędzie. — Chociaż, dla twojego dobra, mam nadzieję, że masz kontakt do jakichś specjalistów w domu.
Uśmiechnął się półgębkiem. Nie chciał atakować Anthony'ego, jednak to jakoś tak... naturalnie wychodziło. Starał się też wierzyć w to, że nie jest na tyle naiwny, aby pakować się do miejsca, gdzie mogły buszować klątwy sprzed wieków. Oby w tym przypadku zainteresowanie historią równało się wiedzy na temat tego, jak nie skończyć z drugą głową, jaszczurczym ogonem czy rozdwojonym językiem. Westchnął przeciągle, jednak kolejna okazja do tego, aby wejść w rozmowę sama do niego przyszła, gdy Ginny postanowiła pociągnąć Shafiqa za język.
— Oba — wtrącił niewinnie Longbottom na dźwięk słów kobiety. — Liczy, że podpuści cię, że wjeżdża ci na ambicję, przez co będziesz próbowała udowodnić mu, że się myli. Na koniec tak obróci kota ogonem, żeby w razie jakichkolwiek kłopotów móc zaprzeczyć, że kiedykolwiek sugerował coś, co mogło mu nie wyjść na zdrowie. — Uśmiechnął się zjadliwie, po czym powoli odwrócił w kierunku Antoniusza. — Wybacz. Uważam, że powinna o tym wiedzieć.
Wybałuszył oczy na tłumaczenia Guinevere odnośnie do lokalnej pogody. Może i nie wychował się na zagranicznych podróżach i nie zwiedził wszystkich zakątków świata w nowym wieku, jednak sądził, że klimat Egiptu to była taka prawda-nieprawda. Stereotypowe myślenie sugerowało, że intensywne ulewy nie były tu normą, ale tak, żeby wcale nie padało? Toż to skandal. Kapłanki kowenu na pewno nie przeżyłyby tu długo. Jak to tak tańczyć w trakcie sabatu bez kropel deszczu wirujących w powietrzu?
— Merlinie, wy tu tak żyjecie? — Skinął powoli głową. — Wezmę. Teraz to chyba nie mam zbytnio innego wyjścia... I tak. Nie uprzedza. Nie mówi mi o niczym. Przysięgam, że kiedyś nakryję go na wymykaniu się z hotelu przez balkon, bo ''nie chce mnie kłopotać'', kiedy pilnuje drzwi wejściowych.
Spojrzał na Anthony'ego spode łba.
— Mówię tylko, że odwykłem od tropików. Te kilka dni spędzonych w Egipcie, to nie jest wejście w jakąś oszałamiającą rutynę, wiesz?
Może gdyby spędził tutaj kilka miesięcy, to sytuacja uległaby zmianie, jednak... Dla Erika to był tylko wyjazd służbowy. Z tyłu głowy cały czas miał Wielką Brytanię, co zapewne odróżniało go poniekąd od Shafiqa. Pewnie bywał w tych stronach częściej od niego, toteż łatwiej było mu potraktować te okolice jako ''dom''. Lub coś co go przypominało i do czego łatwo było przywyknąć.
— Nie trzeba — podziękował niepewnie McGonagall za propozycję. Nie musiał znać swojej przyszłości. Chociaż tak zapewne byłoby mu łatwiej przygotować się na potencjalne zagrożenie... Z drugiej strony wiedza o nadchodzących zdarzeniach mogła utrudnić mu obowiązki służbowe. — Ekhm... Chyba tym razem zdam się na siebie i własny instynkt.
the he-wolf of godric's hollow
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.❞
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.❞