11.06.2024, 00:02 ✶
Podobnie jak jego przyjaciółka, tak i Erik docenił, że magimedyczka nie wnikała zbytnio w kwestie tego, jakim cudem rytuał z Beltane zdołał związać swym magicznym splotem aż trzy osoby. Wprawdzie nie kryła się za tym żadna zbereźna historia, która ukazałaby którekolwiek z nich w negatywnym świetle, jednak wolał nie wywlekać tej opowieści poza gronem osób bezpośrednio zaangażowanych w ten incydent.
Bulstrode mogła teoretyzować, że wszedł na pal parokrotnie kierowany własną odwagą tudzież głupotą lub dojść do wniosku, że miał bardzo burzliwe życie uczuciowe. Tak długo, jak nie dopytywała wścibsko o szczegóły i zamierzała zostawić tę małą tajemnicę dla siebie wszystko będzie w porządku. Dzięki niech będą Merlinowi i najświętszej Morganie za to, że wymyślono tajemnicę lekarską. W czasach gdy kowen prześladował ciąg niefortunnych zdarzeń, przysięga lekarska mogła znaczyć więcej niż tajemnica spowiedzi w murach kowenu Whitecroft.
— Na szczęście byliśmy już w gorszych sytuacjach — mruknął, podsumowując w ten sposób ich krótką dyskusję.
Skoro oboje przeżyli atak Śmierciożerców na Beltane i zaangażowali się w działania Zakonu Feniksa, to byle magiczny splot wykreowany przez tradycje kapłanów i kapłanek kowenu nie powinien rujnować im życia. Bądź co bądź, za drzwiami czekała cała kolejka innych czynników, które były aż nader chętne do tego, aby nieco namieszać im w głowach i sercach przy pierwszej najbliższej okazji. Oby tym razem wstrzymały się z tym na kilka tygodni, błagał bezgłośnie Erik, próbując się zrelaksować.
Neutralne nuty zapachowe dominujące na korytarzach szpitala zaczęły ustępować omamom, jakich doświadczył Longbottom, gdy świeczki na dobrze się rozpaliły. Przez chwilę miał wrażenie, że Bulstrode pokropiła świece olejkami naturalnymi na bazie ziół i polnych kwiatów, jednak... Wtedy zapach byłby ostrzejszy. Bardziej intensywny. To było coś delikatnego. Jak odległy aromat niesiony przez wiatr z pola czy ogrody, aby wedrzeć się do pokoju przez otwarte okno. Wspomnienie.
Zwolnił oddech, powstrzymując się przed tym, aby nie otworzyć oczu. Zamiast tego skupił się na regularnym wdychaniu i wydychaniu powietrza przez noc. Żaden z niego był entuzjasta medytacji, jednak walka - zarówno przy pomocy różdżki, jak i szpady - wymagała znalezienia wewnętrznej równowagi. Chciał mieć to już za sobą, toteż starał się nie robić niczego, co mogło zaburzyć ''operację'' przeprowadzaną przez pannę Bulstrode. Uchylił powieki, dopiero gdy usłyszał głos kobiety. Zaraz jednak zmrużył oczy, przyzwyczajając się do zmiany intensywności światła.
— Chyba wszystko się udało...? — zaryzykował, zerkając pytająco na Norę i Florence. — Nie wyczułem niczego dziwnego. To jest, poza kwiatami. To też była jakaś część rytuału, czy hmm wymyśliłem to sobie?
Zatrzymał na dłużej wzrok na pannie Figg. Miał nadzieję, że z jej perspektywy cały zabieg także został zakończony bezboleśnie.
— Prawdę mówiąc... Nikt tam nie informował gości, że zabawa będzie magiczna — mruknął, próbując ich wybronić. Nie przypominał sobie, aby kapłani kowenu kogokolwiek ostrzegali o tym, jakie było ryzyko wspinania się na pal czy plecenia kolorowych wianków. — Trudno było się domyślić, że to się tak skończy.
Bulstrode mogła teoretyzować, że wszedł na pal parokrotnie kierowany własną odwagą tudzież głupotą lub dojść do wniosku, że miał bardzo burzliwe życie uczuciowe. Tak długo, jak nie dopytywała wścibsko o szczegóły i zamierzała zostawić tę małą tajemnicę dla siebie wszystko będzie w porządku. Dzięki niech będą Merlinowi i najświętszej Morganie za to, że wymyślono tajemnicę lekarską. W czasach gdy kowen prześladował ciąg niefortunnych zdarzeń, przysięga lekarska mogła znaczyć więcej niż tajemnica spowiedzi w murach kowenu Whitecroft.
— Na szczęście byliśmy już w gorszych sytuacjach — mruknął, podsumowując w ten sposób ich krótką dyskusję.
Skoro oboje przeżyli atak Śmierciożerców na Beltane i zaangażowali się w działania Zakonu Feniksa, to byle magiczny splot wykreowany przez tradycje kapłanów i kapłanek kowenu nie powinien rujnować im życia. Bądź co bądź, za drzwiami czekała cała kolejka innych czynników, które były aż nader chętne do tego, aby nieco namieszać im w głowach i sercach przy pierwszej najbliższej okazji. Oby tym razem wstrzymały się z tym na kilka tygodni, błagał bezgłośnie Erik, próbując się zrelaksować.
Neutralne nuty zapachowe dominujące na korytarzach szpitala zaczęły ustępować omamom, jakich doświadczył Longbottom, gdy świeczki na dobrze się rozpaliły. Przez chwilę miał wrażenie, że Bulstrode pokropiła świece olejkami naturalnymi na bazie ziół i polnych kwiatów, jednak... Wtedy zapach byłby ostrzejszy. Bardziej intensywny. To było coś delikatnego. Jak odległy aromat niesiony przez wiatr z pola czy ogrody, aby wedrzeć się do pokoju przez otwarte okno. Wspomnienie.
Zwolnił oddech, powstrzymując się przed tym, aby nie otworzyć oczu. Zamiast tego skupił się na regularnym wdychaniu i wydychaniu powietrza przez noc. Żaden z niego był entuzjasta medytacji, jednak walka - zarówno przy pomocy różdżki, jak i szpady - wymagała znalezienia wewnętrznej równowagi. Chciał mieć to już za sobą, toteż starał się nie robić niczego, co mogło zaburzyć ''operację'' przeprowadzaną przez pannę Bulstrode. Uchylił powieki, dopiero gdy usłyszał głos kobiety. Zaraz jednak zmrużył oczy, przyzwyczajając się do zmiany intensywności światła.
— Chyba wszystko się udało...? — zaryzykował, zerkając pytająco na Norę i Florence. — Nie wyczułem niczego dziwnego. To jest, poza kwiatami. To też była jakaś część rytuału, czy hmm wymyśliłem to sobie?
Zatrzymał na dłużej wzrok na pannie Figg. Miał nadzieję, że z jej perspektywy cały zabieg także został zakończony bezboleśnie.
— Prawdę mówiąc... Nikt tam nie informował gości, że zabawa będzie magiczna — mruknął, próbując ich wybronić. Nie przypominał sobie, aby kapłani kowenu kogokolwiek ostrzegali o tym, jakie było ryzyko wspinania się na pal czy plecenia kolorowych wianków. — Trudno było się domyślić, że to się tak skończy.
the he-wolf of godric's hollow
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.❞
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.❞