11.06.2024, 02:26 ✶
Wgryzł się w bułkę, która okazała się być z serem, całkiem smaczna, choć tak naprawdę miał ochotę na bułkę z czymś słodkim. Ahh te przyzwyczajenia życia tuż obok siostry, która piekła słodkości praktycznie codziennie. Cały czas nie miał pojęcia jakim cudem nie jest jeszcze wielka krągłą kulą, która toczy się zamiast chodzić.
Zarumienił się nieznacznie na wspomnienie o tym, że nie zwrócił uwagi na to co się działo w bibliotece. - Mogły mnie nieco wciągnąć niektóre z tych ksiąg - stwierdził zgodnie z prawdą, bo podczas wertowania ksiąg, niektórym poświęcił o wiele więcej uwagi niż pozostałym. Pochłonął do końca jedną z bułek i machnął ręką. - Daj spokój, nie ma o czym mówić
Byłby tu, żeby pomóc nawet gdyby to nie była sprawa Zakonu, Brenna była dla niego niczym przyszywana siostra, więc nie zostawiłby jej na pastwę losu z ogarnianiem takiego domu, szczególnie widząc, jak wielkiego ogromu pracy wymaga jego ogarnięcie. Takie domy, zawsze kryły w sobie jakieś tajemnice, a ich odkrywanie było niezwykle ciekawe.
Pokiwał głową zajadając się drugą bułką, która okazała się być z truskawkowym dżemem. Wpatrywał się przy tym w słońce, które coraz śmielej wschodziło i zaczynało leniwie pojawiać się nad horyzontem, przeganiając mgłę. Warto było wstać tak wcześnie, aby móc podziwiać tak niezwykły widok. Obserwował jak poranna mgła otacza rośliny, zupełnie jakby nie chciała wypuścić ich z objęć nocy i walczyła z pierwszymi promieniami słońca o utrzymanie jeszcze chwilę nocy. Wtem właśnie do niego dotarło co przed chwilą usłyszał.
- Poltergeista na strychu? - zapytał przekrzywiając głowę niczym z wzrokiem wlepionym w pannę Longbottom. Nie wiedział czy bardziej był zdziwiony obecnością hałaśliwego ducha, czy faktem, że w ogóle pytała go o to czy pomoże. - Skrzata też spytasz czy zajmie się sprzątaniem? - zaśmiał się i upił łyk kawy z kubka, wiadomo, że ten trunek był lepszy ciepły, więc wolał go wypić zanim wystygnie. - Pewnie, że pomogę, przecież po to tu jestem, żebyś nie musiała tu robić wszystkiego sama - zaraz jednak zmarszczył brwi, gdy tylko zbyła sam pomysł odpoczywania.
- Naprawdę, chyba będę musiał porozmawiać z Erikiem i Norą o podsuwaniu ci pączków nasączonych eliksirem słodkiego snu - zagroził tonem moralizatorskim, który ćwiczył na wypadek, gdyby musiał wyprawić kazanie Mabel w przyszłości. I choć to nadal były żarty to kto wie co się stanie w przyszłości jeżeli tylko zauważy jak bardzo przeciążona jest Brenna. - Może i do zrobienia jest dużo, ale weź pod uwagę fakt, że nas też jest dużo. Podziel obowiązki między wszystkich, nie jesteśmy tu tylko na pokaz - miał nadzieję, że zrozumie przekaz i nie obarczy wszystkim swoich barków. Westchnął i pochłonął resztkę bułki trzymanej w dłoni.
- Pomogę z poltergeistem, potem mogę zerknąć na schody i z gotową listą udać się na zakupy, znam kilka czarów dzięki, którym będzie można łatwiej transportować sprawunki niż teleportując się tu z torbami - czy się przechwalał? Być może, ale i nie kłamał przy tym, czary bazujące na translokacji były jednymi z jego ulubionych. Podrapał się po brodzie, gdy w jego głowie zaczęła kiełkować pewna myśl, gdy tak wpadło mu do głowy, że tworzenie listy zakupów nie było do końca wygodne, bo po przekazaniu jej drugiej osobie nie można było już do niej nic dopisać - będzie musiał nad tym pomyśleć w wolnej chwili. Potrząsnął głową przerywając rozmyślania i patrząc na Brennę, miał nadzieję, że zrozumiała jego przekaz i będzie na nich bardziej polegać.
Zarumienił się nieznacznie na wspomnienie o tym, że nie zwrócił uwagi na to co się działo w bibliotece. - Mogły mnie nieco wciągnąć niektóre z tych ksiąg - stwierdził zgodnie z prawdą, bo podczas wertowania ksiąg, niektórym poświęcił o wiele więcej uwagi niż pozostałym. Pochłonął do końca jedną z bułek i machnął ręką. - Daj spokój, nie ma o czym mówić
Byłby tu, żeby pomóc nawet gdyby to nie była sprawa Zakonu, Brenna była dla niego niczym przyszywana siostra, więc nie zostawiłby jej na pastwę losu z ogarnianiem takiego domu, szczególnie widząc, jak wielkiego ogromu pracy wymaga jego ogarnięcie. Takie domy, zawsze kryły w sobie jakieś tajemnice, a ich odkrywanie było niezwykle ciekawe.
Pokiwał głową zajadając się drugą bułką, która okazała się być z truskawkowym dżemem. Wpatrywał się przy tym w słońce, które coraz śmielej wschodziło i zaczynało leniwie pojawiać się nad horyzontem, przeganiając mgłę. Warto było wstać tak wcześnie, aby móc podziwiać tak niezwykły widok. Obserwował jak poranna mgła otacza rośliny, zupełnie jakby nie chciała wypuścić ich z objęć nocy i walczyła z pierwszymi promieniami słońca o utrzymanie jeszcze chwilę nocy. Wtem właśnie do niego dotarło co przed chwilą usłyszał.
- Poltergeista na strychu? - zapytał przekrzywiając głowę niczym z wzrokiem wlepionym w pannę Longbottom. Nie wiedział czy bardziej był zdziwiony obecnością hałaśliwego ducha, czy faktem, że w ogóle pytała go o to czy pomoże. - Skrzata też spytasz czy zajmie się sprzątaniem? - zaśmiał się i upił łyk kawy z kubka, wiadomo, że ten trunek był lepszy ciepły, więc wolał go wypić zanim wystygnie. - Pewnie, że pomogę, przecież po to tu jestem, żebyś nie musiała tu robić wszystkiego sama - zaraz jednak zmarszczył brwi, gdy tylko zbyła sam pomysł odpoczywania.
- Naprawdę, chyba będę musiał porozmawiać z Erikiem i Norą o podsuwaniu ci pączków nasączonych eliksirem słodkiego snu - zagroził tonem moralizatorskim, który ćwiczył na wypadek, gdyby musiał wyprawić kazanie Mabel w przyszłości. I choć to nadal były żarty to kto wie co się stanie w przyszłości jeżeli tylko zauważy jak bardzo przeciążona jest Brenna. - Może i do zrobienia jest dużo, ale weź pod uwagę fakt, że nas też jest dużo. Podziel obowiązki między wszystkich, nie jesteśmy tu tylko na pokaz - miał nadzieję, że zrozumie przekaz i nie obarczy wszystkim swoich barków. Westchnął i pochłonął resztkę bułki trzymanej w dłoni.
- Pomogę z poltergeistem, potem mogę zerknąć na schody i z gotową listą udać się na zakupy, znam kilka czarów dzięki, którym będzie można łatwiej transportować sprawunki niż teleportując się tu z torbami - czy się przechwalał? Być może, ale i nie kłamał przy tym, czary bazujące na translokacji były jednymi z jego ulubionych. Podrapał się po brodzie, gdy w jego głowie zaczęła kiełkować pewna myśl, gdy tak wpadło mu do głowy, że tworzenie listy zakupów nie było do końca wygodne, bo po przekazaniu jej drugiej osobie nie można było już do niej nic dopisać - będzie musiał nad tym pomyśleć w wolnej chwili. Potrząsnął głową przerywając rozmyślania i patrząc na Brennę, miał nadzieję, że zrozumiała jego przekaz i będzie na nich bardziej polegać.