11.06.2024, 08:50 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 11.06.2024, 09:03 przez Brenna Longbottom.)
Brenna nie przeklinała często, a jeżeli to robiła, to w określonym towarzystwie - takich osób, przy których z jej leciały przekleństwa, było jednak niewiele (i o dziwo, nie było wśród nich Millie Moody, może dlatego, że ta nadrabiała za nie obie i wszystkich dookoła).
Tym razem jednak miała ochotę podsumować to wszystko krótkim: no ja pierdolę i kurwa jego mać.
Co za idioci.
Pijany złodziej na kradzionej miotle, poszukiwany domagający się aresztowania za zniszczenie jego środku pojazdu, gość na niesprawnym dywanie bez dokumentów. Brenna aż zaczęła się zastanawiać, czy to nie jakiś piątek trzynastego i zaraz nie pojawi się znikąd Basilius Prewett, ale nie, trzynasty tego roku był w październiku, zakreślony w jej kalendarzu czerwonym kółeczkiem, by nie robić wtedy żadnych zakonnych misji, więc to był tylko zwykły dzień pracy w BUM. Cud, że nie stało się tutaj nic poważniejszego.
Odwróciła się gwałtownie, słysząc najpierw o poszukiwanym, a potem od razu kolejne. Mężczyzna, skrępowany zaklęciem Heather, zwalił się na dywan, który powoli, i trzęsąc się jakby dostał ataku dywaniej padaczki, wzniósł się w górę. Bez kierowcy wydającego polecenia lub ze względu na zły stan materiałów, nie odlatywał jednak dużo dalej. Pasażerowie wznieśli okrzyki oburzenia w obcym języku, a jeden z nich spróbował uwiesić się na dywanie, który pociągnął go (wciąż z nogami po ziemi) pół metra do przodu.
Brenna zaklęła i znowu machnęła różdżką, tym razem za pomocą translokacji przyciągając dywan z powrotem na ziemię, a chwilę później kolejne sznury skrępowały wszystkich zainteresowanych i przy okazji owinęły także dywan. Brenna straciła wreszcie cierpliwość.
- Dobra robota - rzuciła do Heather. - Wszyscy uczestnicy wypadku zostają zabrani do siedziby Brygady w celu wyjaśnienia sprawy! Innych prosimy o rozejście się, świadkowie mogą zgłaszać się do BUM! Pan również musi się tam udać - powiedziała, ostatnie słowa wypowiadając do właściciela skradzionej miotły. Miały tutaj o wielu zbyt wielu aresztowanych, aby mogły ogarnąć sprawę na miejscu. Musiały się z nimi teleportować do atrium, żeby uzyskać pomoc.
W takich chwilach naprawdę żałowała, że nie umie dobrze nadawać fal, bo bardzo przydałoby się im wsparcie na miejscu.
- Przykro mi, Ruda, musimy się z nimi teleportować. Skrępuj swojego dobrze, żeby przypadkiem was nie rozszczepił - powiedziała, po czym pośpiesznie zaczęła recytować formułki, jednocześnie próbując podzielić wszystkich uczestników pomiędzy ich dwójkę, i jeszcze zgarnąć jakoś ten dywan, stanowiący teraz dowód w sprawie.
(pod edycję, translokacja i kształtowanie)
Tym razem jednak miała ochotę podsumować to wszystko krótkim: no ja pierdolę i kurwa jego mać.
Co za idioci.
Pijany złodziej na kradzionej miotle, poszukiwany domagający się aresztowania za zniszczenie jego środku pojazdu, gość na niesprawnym dywanie bez dokumentów. Brenna aż zaczęła się zastanawiać, czy to nie jakiś piątek trzynastego i zaraz nie pojawi się znikąd Basilius Prewett, ale nie, trzynasty tego roku był w październiku, zakreślony w jej kalendarzu czerwonym kółeczkiem, by nie robić wtedy żadnych zakonnych misji, więc to był tylko zwykły dzień pracy w BUM. Cud, że nie stało się tutaj nic poważniejszego.
Odwróciła się gwałtownie, słysząc najpierw o poszukiwanym, a potem od razu kolejne. Mężczyzna, skrępowany zaklęciem Heather, zwalił się na dywan, który powoli, i trzęsąc się jakby dostał ataku dywaniej padaczki, wzniósł się w górę. Bez kierowcy wydającego polecenia lub ze względu na zły stan materiałów, nie odlatywał jednak dużo dalej. Pasażerowie wznieśli okrzyki oburzenia w obcym języku, a jeden z nich spróbował uwiesić się na dywanie, który pociągnął go (wciąż z nogami po ziemi) pół metra do przodu.
Brenna zaklęła i znowu machnęła różdżką, tym razem za pomocą translokacji przyciągając dywan z powrotem na ziemię, a chwilę później kolejne sznury skrępowały wszystkich zainteresowanych i przy okazji owinęły także dywan. Brenna straciła wreszcie cierpliwość.
- Dobra robota - rzuciła do Heather. - Wszyscy uczestnicy wypadku zostają zabrani do siedziby Brygady w celu wyjaśnienia sprawy! Innych prosimy o rozejście się, świadkowie mogą zgłaszać się do BUM! Pan również musi się tam udać - powiedziała, ostatnie słowa wypowiadając do właściciela skradzionej miotły. Miały tutaj o wielu zbyt wielu aresztowanych, aby mogły ogarnąć sprawę na miejscu. Musiały się z nimi teleportować do atrium, żeby uzyskać pomoc.
W takich chwilach naprawdę żałowała, że nie umie dobrze nadawać fal, bo bardzo przydałoby się im wsparcie na miejscu.
- Przykro mi, Ruda, musimy się z nimi teleportować. Skrępuj swojego dobrze, żeby przypadkiem was nie rozszczepił - powiedziała, po czym pośpiesznie zaczęła recytować formułki, jednocześnie próbując podzielić wszystkich uczestników pomiędzy ich dwójkę, i jeszcze zgarnąć jakoś ten dywan, stanowiący teraz dowód w sprawie.
(pod edycję, translokacja i kształtowanie)
Rzut N 1d100 - 82
Sukces!
Sukces!
Rzut W 1d100 - 53
Sukces!
Sukces!
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.