11.06.2024, 09:48 ✶
Jakież byłoby to uczucie, gdy rozmawiasz z kimś, czujesz niemal na własnej skórze chłód jeziornej wody bijący od skóry, czujesz zapach, domyślasz się jak układałyby się kości po cienką skórą, a gdzie jednak ciało dałoby się chwycić, szarpnąć znaleźć, wydobyć miękkość? Jakież byłoby to uczucie, gdyby w końcu sięgnął do niej i odkrył, że jej materia nie jest z tego świata, że ręka przechodzi przez nią pozostawiając tylko chłód, chłód jeziornej wody?
Nikolai się nie odważył, szedł krok, za krokiem w tył, a ona szła krok za krokiem w przód, podążając za nim, zupełnie jakby łączyła ich ledwie widoczna nić. Hah, Ci którzy widzieli nicie mieliby nawet sporo do powiedzenia na ten temat. A tworząca się nić od zera zawsze była bardzo interesująca. Pierwsze wrażenie, pierwsza facynacja, pierwsze spojrzenie i słowa wzajem sobie wypowiadane. Pierwsze okoliczności i to jak inaczej by ze sobą rozmawiali na posterunku, inaczej w walce, na przyjęciu, a inaczej tu, pośródku niczego. Sami.
Złociste oczy nimfy zalśniły psotnie.
– A co byłoby, gdybyś zamiast mnie spotkał kogoś szalonego? – zupełnie jakbym nie spędziła ostatniego kwartału w lecznicy dusz, zupełnie jakbym nigdy nie miała pewności czy ktoś jest prawdziwy, czy to sen, to tylko sen, to tylko kolejna mara, marzenie zapodziane między krzewem o pięknym chłopcu grającym na skrzypcach – myśli pognały. Jeszcze jeden krok. A co jeśli nie jest prawdziwy?
Znów zaczął grać, to było miłe, dowiedziała się, że mówi i gra jednocześnie. Czy potrafił też śpiewać? Przekrzywiła głowę z zaciekawieniem, jak kot przypatrujący się interesującemu światełku odbijanemu od ściany.
– Szukałam cichego miejsca i znalazłam je tu. – odpowiedziała psotnie echem, z uśmiechem błądzącym po kociej twarzy. Za kilka dni na własnych urodzinach założy uszy i umagiczniony ogon, będzie kotem z hrabstwa Cheshire. Czy umiałaby zniknąć i pozostawić tylko własny uśmiech?
Nikolai się nie odważył, szedł krok, za krokiem w tył, a ona szła krok za krokiem w przód, podążając za nim, zupełnie jakby łączyła ich ledwie widoczna nić. Hah, Ci którzy widzieli nicie mieliby nawet sporo do powiedzenia na ten temat. A tworząca się nić od zera zawsze była bardzo interesująca. Pierwsze wrażenie, pierwsza facynacja, pierwsze spojrzenie i słowa wzajem sobie wypowiadane. Pierwsze okoliczności i to jak inaczej by ze sobą rozmawiali na posterunku, inaczej w walce, na przyjęciu, a inaczej tu, pośródku niczego. Sami.
Złociste oczy nimfy zalśniły psotnie.
– A co byłoby, gdybyś zamiast mnie spotkał kogoś szalonego? – zupełnie jakbym nie spędziła ostatniego kwartału w lecznicy dusz, zupełnie jakbym nigdy nie miała pewności czy ktoś jest prawdziwy, czy to sen, to tylko sen, to tylko kolejna mara, marzenie zapodziane między krzewem o pięknym chłopcu grającym na skrzypcach – myśli pognały. Jeszcze jeden krok. A co jeśli nie jest prawdziwy?
Znów zaczął grać, to było miłe, dowiedziała się, że mówi i gra jednocześnie. Czy potrafił też śpiewać? Przekrzywiła głowę z zaciekawieniem, jak kot przypatrujący się interesującemu światełku odbijanemu od ściany.
– Szukałam cichego miejsca i znalazłam je tu. – odpowiedziała psotnie echem, z uśmiechem błądzącym po kociej twarzy. Za kilka dni na własnych urodzinach założy uszy i umagiczniony ogon, będzie kotem z hrabstwa Cheshire. Czy umiałaby zniknąć i pozostawić tylko własny uśmiech?