11.06.2024, 21:42 ✶
Tak, to niczym potężny cios w podwaliny łowieckiej dumy. Jak szybko role się odwróciły... -to były najpewniej najgorsze słowa, jakie mogłem usłyszeć od tej półselkie i, cóż, miałem okazję je odnotować, bo choć były cicho rzucone, niemalże wyszeptane, to w pokoju, właściwie to w salonie, panowała niezmącona cisza. Byliśmy tylko my dwoje - mniejszy potwór i większy potwór. A jednak wciąż moja spojrzenie błądziło po szyi tego mniejszego potwora...
Przekląłem siebie w myślach, po czym ponownie zaciągnąłem się papierosem. Głęboko, dosadnie. Prawdopodobnie dosięgnąłem dymem do tych fundamentów dumy, wchłonąłem dym jeszcze niżej, tam, gdzie to zabolało najbardziej.
Dzięki temu mogłem również na chwilę skupić wzrok na papierosie. Nie chciałem go odwracać od Laurenta, by nie okazać zmieszania ani obrzydzenia sobą, ani czegokolwiek. Nie chciałem więcej, poza tym co już widział. Dałem piękny popis umiejętności, klątwy, gwałtu.. Brzydziłem się sobą w tej chwili, niemalże błagając tego tu o łaskę i, na domiar złego, wciąż wspominając smak jego krwi. Tej słodkiej, delikatnej, takiej śpiewającej mi piękne utwory uspokojenia. Ten jego głos był kojący... To dzięki niemu odzyskałem trzeźwość umysłu, kiedy oddawałem się piciu. Ugh.
Znowu zanurzyłem końcówkę papierosa w swoich wargach. Tym razem krótsze zaciągnięcie się, bo musiałem strzepnąć popiół do popielniczki. Wyglądało to nerwowo. Ba, to było nerwowe. Wstałem zaraz za Laurentem, samemu nie wiedząc, co myśleć o jego wywodzie. Napawał mnie nadzieją i jednocześnie strachem, że przez takie nadzieję sparzę się porządnie. Jakby nie patrzeć, gdyby coś takiego było możliwego, to już od dawna żyłoby się wampirom lepiej, no nie?
- Dziękuję za dyskrecję. Poszukam informacji na temat widm i niezwłocznie napiszę, jeśli uda mi ustalić coś przydatnego - odparłem, chcąc odruchowo podać mu dłoń w ramach pożegnania, też zawartej umowy, ale dosyć szybko wycofałem się z tego, kiedy tylko mój wzrok padł na moją bladą dłoń.
Postanowiłem za to odprowadzić go do drzwi i je za nim skrzętnie zamknąć. Zgasiłem papierosa o popielniczkę i go już tam zostawiłem.
- Widzę, że masz sporo wiedzy na temat istot, stworzeń, p o t w o r ó w... Gdyby faktycznie istniało coś, co pozwoliłoby nie być mi aż takim pasożytem, to... - Kolejne przysługi? Chciałem zaciągać większy dług wdzięczności wobec tej selkie? Ugh. Nie. Nie-nie-nie. - Może pozostawmy nasze kontakty w obrębie widm. Kontakty listowne... Lub przez Geraldine. Wybacz... Przepraszam raz jeszcze - odparłem, już nie patrząc mu w oczy. Duma sięgnęła dna. Wstyd był w tym przypadku niepoliczalny, podobnie jak obrzydzenie do siebie. Nie podobało mi się, że to Laurent poznał prawdę o mnie. W każdej chwili mógł mnie szantażować, pomimo danego słowa. Powinienem wchodzić mu w tyłek czy może zaufać? Może lepiej ograniczyć kontakt. Może o mnie zapomni? O tym, że niemalże rozerwałem mu szyję? Wiedziałem z własnego doświadczenia, że takich rzeczy nie można było zapomnieć.
Otworzyłem drzwi i czekałem w milczeniu, choć myśli miałem barwne. Był w nich świat, w którym mogłem nie być jednak takim pasożytem, mogłem patrzeć na słońce i kąpać się w jego blasku, niezrażony, niespalony, niepłonący. Mogłem wyjechać z Kimi na planowane wakacje...? O tak! Byłoby świetnie. Znacznie ją teraz ograniczałem, tak czułem.
Przekląłem siebie w myślach, po czym ponownie zaciągnąłem się papierosem. Głęboko, dosadnie. Prawdopodobnie dosięgnąłem dymem do tych fundamentów dumy, wchłonąłem dym jeszcze niżej, tam, gdzie to zabolało najbardziej.
Dzięki temu mogłem również na chwilę skupić wzrok na papierosie. Nie chciałem go odwracać od Laurenta, by nie okazać zmieszania ani obrzydzenia sobą, ani czegokolwiek. Nie chciałem więcej, poza tym co już widział. Dałem piękny popis umiejętności, klątwy, gwałtu.. Brzydziłem się sobą w tej chwili, niemalże błagając tego tu o łaskę i, na domiar złego, wciąż wspominając smak jego krwi. Tej słodkiej, delikatnej, takiej śpiewającej mi piękne utwory uspokojenia. Ten jego głos był kojący... To dzięki niemu odzyskałem trzeźwość umysłu, kiedy oddawałem się piciu. Ugh.
Znowu zanurzyłem końcówkę papierosa w swoich wargach. Tym razem krótsze zaciągnięcie się, bo musiałem strzepnąć popiół do popielniczki. Wyglądało to nerwowo. Ba, to było nerwowe. Wstałem zaraz za Laurentem, samemu nie wiedząc, co myśleć o jego wywodzie. Napawał mnie nadzieją i jednocześnie strachem, że przez takie nadzieję sparzę się porządnie. Jakby nie patrzeć, gdyby coś takiego było możliwego, to już od dawna żyłoby się wampirom lepiej, no nie?
- Dziękuję za dyskrecję. Poszukam informacji na temat widm i niezwłocznie napiszę, jeśli uda mi ustalić coś przydatnego - odparłem, chcąc odruchowo podać mu dłoń w ramach pożegnania, też zawartej umowy, ale dosyć szybko wycofałem się z tego, kiedy tylko mój wzrok padł na moją bladą dłoń.
Postanowiłem za to odprowadzić go do drzwi i je za nim skrzętnie zamknąć. Zgasiłem papierosa o popielniczkę i go już tam zostawiłem.
- Widzę, że masz sporo wiedzy na temat istot, stworzeń, p o t w o r ó w... Gdyby faktycznie istniało coś, co pozwoliłoby nie być mi aż takim pasożytem, to... - Kolejne przysługi? Chciałem zaciągać większy dług wdzięczności wobec tej selkie? Ugh. Nie. Nie-nie-nie. - Może pozostawmy nasze kontakty w obrębie widm. Kontakty listowne... Lub przez Geraldine. Wybacz... Przepraszam raz jeszcze - odparłem, już nie patrząc mu w oczy. Duma sięgnęła dna. Wstyd był w tym przypadku niepoliczalny, podobnie jak obrzydzenie do siebie. Nie podobało mi się, że to Laurent poznał prawdę o mnie. W każdej chwili mógł mnie szantażować, pomimo danego słowa. Powinienem wchodzić mu w tyłek czy może zaufać? Może lepiej ograniczyć kontakt. Może o mnie zapomni? O tym, że niemalże rozerwałem mu szyję? Wiedziałem z własnego doświadczenia, że takich rzeczy nie można było zapomnieć.
Otworzyłem drzwi i czekałem w milczeniu, choć myśli miałem barwne. Był w nich świat, w którym mogłem nie być jednak takim pasożytem, mogłem patrzeć na słońce i kąpać się w jego blasku, niezrażony, niespalony, niepłonący. Mogłem wyjechać z Kimi na planowane wakacje...? O tak! Byłoby świetnie. Znacznie ją teraz ograniczałem, tak czułem.