11.06.2024, 21:44 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 12.06.2024, 16:20 przez Atreus Bulstrode.)
Bulstrode z pewnym powątpiewaniem śledził ruchy towarzyszącej mu blondynki, kiedy Lorraine postanowiła zaczepić kręcącego się po sali kelnera. Zawsze ciekawe było patrzeć, jak niektórych owija sobie wokół palca tak, jakby nic poza nią nie istniało na świecie, a chłopaczek który do nich podszedł, poza nieco speszonym wyrazem twarzy, wydawał się uznawać to za swój najszczęśliwszy dzień w życiu. Co prawda nie oczekiwał robić za posłańca, ale przecież nie mógł odmówić. Atreus natomiast trochę pożałował, że dzieciak został odesłany z bezsensowną misją wciśnięcia Stanleyowi doniczki, zamiast przyniesienia mu do stolika kolejnej ognistej.
Bo czuł, że teraz bardzo chciał się najebać do nieprzytomności.
Kiedy Malfoy wreszcie znowu zwróciła się do niego, uśmiechnął się do niej lekko. Była blisko, oczywiście, chociaż akurat mafiozem to Borgina ciężko było określić. Ci mieli to do siebie, że zazwyczaj dumnie przechadzali się nawet kiedy policja wystawiała za nimi listy gończe. Co do przyjaciela natomiast, Atreus miał pewne wątpliwości, czy czuje się aż tak na miejscu.
Szczególnie, że stał teraz koło... krewniaczki? No proszę. Szkoda tylko, że wydawała się ledwo co opuścić szkolne korytarze. No i nie była blondynką, a Borgin za tym przecież przepadał. Bulstrode większość swojego życia spędził nie będąc świadomym bliskich konotacji z Borginem, ale dzień w którym nazwisko Mulciber zawisło nad Stanleyem, był dla niego dniem błogosławionym, bo przecież o wiele milej kiedy twój kolega to do tego rodzina. Krewni których się lubiło byli całkiem na wagę.
- Hmm... Roberta? - zamyślił się, znowu spoglądając w kierunku bliźniaków, ale oczywiście myląc się i z początku przyglądając Richardowi. Byli do siebie podobni jak krople wody, a nawet gdyby nie to, to przecież Atreus nigdy szczególnie nie dbał o dalszą rodzinę. No chyba, że zaliczała się ona do jednej z dwóch kategorii; uprawiała hazard albo była w podobnym do niego wieku.
To było ostatnie spojrzenie, jakie posłał reszcie sali, a potem podniósł się z miejsca, poprawiając ubrany garnitur i z kieszeni wysuwając ministerialną odznakę. Myślami przeskoczył do Ministerstwa, z pewnym żalem, ale zgłaszając obecność podejrzanego w Dziurawym Kotle.
- Przepraszam cię na chwilę - rzucił do Malfoy już całkiem poważnie, wymijając stolik przy którym do tej pory siedzieli i ruszając w stronę wejścia na scenę.
rzucam percepcję na czytanie aury Richarda bo czemu nie
Bo czuł, że teraz bardzo chciał się najebać do nieprzytomności.
Kiedy Malfoy wreszcie znowu zwróciła się do niego, uśmiechnął się do niej lekko. Była blisko, oczywiście, chociaż akurat mafiozem to Borgina ciężko było określić. Ci mieli to do siebie, że zazwyczaj dumnie przechadzali się nawet kiedy policja wystawiała za nimi listy gończe. Co do przyjaciela natomiast, Atreus miał pewne wątpliwości, czy czuje się aż tak na miejscu.
Szczególnie, że stał teraz koło... krewniaczki? No proszę. Szkoda tylko, że wydawała się ledwo co opuścić szkolne korytarze. No i nie była blondynką, a Borgin za tym przecież przepadał. Bulstrode większość swojego życia spędził nie będąc świadomym bliskich konotacji z Borginem, ale dzień w którym nazwisko Mulciber zawisło nad Stanleyem, był dla niego dniem błogosławionym, bo przecież o wiele milej kiedy twój kolega to do tego rodzina. Krewni których się lubiło byli całkiem na wagę.
- Hmm... Roberta? - zamyślił się, znowu spoglądając w kierunku bliźniaków, ale oczywiście myląc się i z początku przyglądając Richardowi. Byli do siebie podobni jak krople wody, a nawet gdyby nie to, to przecież Atreus nigdy szczególnie nie dbał o dalszą rodzinę. No chyba, że zaliczała się ona do jednej z dwóch kategorii; uprawiała hazard albo była w podobnym do niego wieku.
To było ostatnie spojrzenie, jakie posłał reszcie sali, a potem podniósł się z miejsca, poprawiając ubrany garnitur i z kieszeni wysuwając ministerialną odznakę. Myślami przeskoczył do Ministerstwa, z pewnym żalem, ale zgłaszając obecność podejrzanego w Dziurawym Kotle.
- Przepraszam cię na chwilę - rzucił do Malfoy już całkiem poważnie, wymijając stolik przy którym do tej pory siedzieli i ruszając w stronę wejścia na scenę.
rzucam percepcję na czytanie aury Richarda bo czemu nie
Rzut Z 1d100 - 97
Sukces!
Sukces!
Rzut Z 1d100 - 100
Krytyczny sukces!
Krytyczny sukces!