11.06.2024, 22:05 ✶
Oczywiście, że była wzburzona - była jak spiętrzona fala, która lada moment miała rozbić się o port i wedrzeć na ląd. Każdy najmniejszy nawet czynnik był w stanie wyprowadzić ją z równowagi i zachwiać jej i tak mocno nadwyrężonym już zdrowiem psychicznym. Nie było to jednak nic związanego bezpośrednio ze wścibską mugolską sąsiadką, dzisiejszą wizytą Desmonda, ani faktem, że Oleander był chyba najbardziej rozpieszczonym gówniarzem Wielkiej Brytanii. Severine cierpiała. Severine była chodzącą raną, niegojącym rozcięciem, z którego bezustannie sączyła się obrzydliwa ropa. Severine całą sobą krzyczała błagalnie o ratunek, a choć wytężała bezustannie swój głos, nikt nie był w stanie usłyszeć chociażby szeptu.
Skąd Desmond miał o tym wszystkim wiedzieć? Dla niego Crouch musiała być z pewnością szalona; niegdyś wschodząca gwiazda prawniczego świata, dziś rozedrgana emocjonalnie kobieta, która ukojenia szukała w alkoholu i opium lub najlepszym połączeniu tychże - laudanum. Zakładając, że w ogóle ktoś zastanawiał się nad tym, co się z nią działo, zamiast spoglądać pogardliwie na upadłą kobietę.
Zaskoczyła ją wiadomość o Oleandrze. Była pewna, że obaj chłopcy są nierozłączni; splątani ze sobą na zawsze. Nie wyobrażała sobie brata w towarzystwie kogoś innego niż Desmond. Z drugiej jednak strony, czy ona i Loretta nie prowadziły od czasu do czasu ze sobą wojen, a mimo to ich przyjaźń trwała od Hogwartu? Ale to było coś zupełnie innego; ona była w niej zakochana.
— Dlaczego? — zapytała mimowolnie, nim zdążyła się zastanowić. Przeklęta prawnicza ciekawość; musiała znać wszystkie brudy swoich klientów, by druga strona nie zaskoczyła jej argumentacją. — Jasne.
Zdążyła już usiąść, zatem chwyciła za różdżkę, leżącą gdzieś obok niej na kanapie (omal na niej nie usiadła) i przywołała do siebie butelkę ginu, a później ponownie napełniła szklankę Desmonda.
— Postaram się załatwić na środę, najpóźniej piątek — rzuciła — Nie pij tak szybko, jeśli nie chcesz, żeby zmiotło cię z planszy.
Skąd Desmond miał o tym wszystkim wiedzieć? Dla niego Crouch musiała być z pewnością szalona; niegdyś wschodząca gwiazda prawniczego świata, dziś rozedrgana emocjonalnie kobieta, która ukojenia szukała w alkoholu i opium lub najlepszym połączeniu tychże - laudanum. Zakładając, że w ogóle ktoś zastanawiał się nad tym, co się z nią działo, zamiast spoglądać pogardliwie na upadłą kobietę.
Zaskoczyła ją wiadomość o Oleandrze. Była pewna, że obaj chłopcy są nierozłączni; splątani ze sobą na zawsze. Nie wyobrażała sobie brata w towarzystwie kogoś innego niż Desmond. Z drugiej jednak strony, czy ona i Loretta nie prowadziły od czasu do czasu ze sobą wojen, a mimo to ich przyjaźń trwała od Hogwartu? Ale to było coś zupełnie innego; ona była w niej zakochana.
— Dlaczego? — zapytała mimowolnie, nim zdążyła się zastanowić. Przeklęta prawnicza ciekawość; musiała znać wszystkie brudy swoich klientów, by druga strona nie zaskoczyła jej argumentacją. — Jasne.
Zdążyła już usiąść, zatem chwyciła za różdżkę, leżącą gdzieś obok niej na kanapie (omal na niej nie usiadła) i przywołała do siebie butelkę ginu, a później ponownie napełniła szklankę Desmonda.
— Postaram się załatwić na środę, najpóźniej piątek — rzuciła — Nie pij tak szybko, jeśli nie chcesz, żeby zmiotło cię z planszy.