12.06.2024, 08:31 ✶
Patrick nie bał się o nią w tamtej wizji: spowity czernią obawiał się raczej, że to Brenna mu przeszkodzi. A ona wciąż nieświadoma istnienia fioletu i czerni nie rozumiała, o co chodzi, ale spoglądając na dwóch aurorów (nie była pewna, czy zmartwić się, że znalazł się tutaj Atreus, czy wkurzyć, że Steward ją zostawił i zabrał jego), pomyślała z pewnym przerażeniem, że aura tego miejsca ewidentnie źle na nich wpłynęła.
Okrzyk Sebastiana powstrzymał ją od odpowiedzenia Stewardowi. Nie dostrzegła tego, co za nimi szło, jedynie usłyszała, a chwilę później czaszka czarnoksiężnika czy raczej chroniące ją zaklęcia postanowiły nauczyć Brennę latać.
Czy się tego spodziewała?
Nie.
Czy powinna?
Prawdopodobnie. Na mglistych mokradłach czaszki broniło pole pozbawione magii i topielce oraz pełne niebezpieczeństw bagno. Sami nieumarli to przecież za mało, a skoro ruiny były atrakcją turystyczną, i dotąd do Ministerstwa nie dotarły informacje o tym, co się z nimi stało, nikt kto tu wszedł w ostatnich miesiącach, nie mógł wyjść żywy.
Brenna syknęła, gdy obtarła kolana i dłonie, bo chociaż w upadaniu w takich sytuacjach nabyła sporą wprawę po latach dziwnych wypadków, to na kolanach wciąż jeszcze miała opatrunki i resztki śladów po poparzeniach, a z rąk zdjęła bandaże zaledwie rankiem. Rozejrzała się odruchowo, sprawdzając, czy nikt nie rozbił sobie głowy: wyglądało jednak na to, że choć miotnęło ich trójką mocno, nikt nie zginął, a aurorzy mieli się dobrze. Nie miała jednak czasu na upewnianie się ani przejmowanie własnymi siniakami, skoro nic sobie nie złamała, bo spod ziemi zaczął wygrzebywać wie trup.
A gdzieś tam, we mgle, był wciąż drugi, nawet jeśli spętany chwilowo jej czarem, to na pewno wciąż niebezpieczny.
Odpełzła od nieumarłego, dokładnie jak w wizji Trelawneya, i uniosła różdżkę, celując w trupa. Próbowała znów powtórzyć to, co zrobiła wcześniej – ukształtować surową magię w ostrze, by pozbawić nieumarłego głowy. Ogień na pewno byłby skuteczniejszy, ale Brenna dopiero trzy dni temu szarpała się z płonącym inferiusem i trochę brakowało jej rezonu, aby powtarzać to doświadczenie.
Kształtowanie
Okrzyk Sebastiana powstrzymał ją od odpowiedzenia Stewardowi. Nie dostrzegła tego, co za nimi szło, jedynie usłyszała, a chwilę później czaszka czarnoksiężnika czy raczej chroniące ją zaklęcia postanowiły nauczyć Brennę latać.
Czy się tego spodziewała?
Nie.
Czy powinna?
Prawdopodobnie. Na mglistych mokradłach czaszki broniło pole pozbawione magii i topielce oraz pełne niebezpieczeństw bagno. Sami nieumarli to przecież za mało, a skoro ruiny były atrakcją turystyczną, i dotąd do Ministerstwa nie dotarły informacje o tym, co się z nimi stało, nikt kto tu wszedł w ostatnich miesiącach, nie mógł wyjść żywy.
Brenna syknęła, gdy obtarła kolana i dłonie, bo chociaż w upadaniu w takich sytuacjach nabyła sporą wprawę po latach dziwnych wypadków, to na kolanach wciąż jeszcze miała opatrunki i resztki śladów po poparzeniach, a z rąk zdjęła bandaże zaledwie rankiem. Rozejrzała się odruchowo, sprawdzając, czy nikt nie rozbił sobie głowy: wyglądało jednak na to, że choć miotnęło ich trójką mocno, nikt nie zginął, a aurorzy mieli się dobrze. Nie miała jednak czasu na upewnianie się ani przejmowanie własnymi siniakami, skoro nic sobie nie złamała, bo spod ziemi zaczął wygrzebywać wie trup.
A gdzieś tam, we mgle, był wciąż drugi, nawet jeśli spętany chwilowo jej czarem, to na pewno wciąż niebezpieczny.
Odpełzła od nieumarłego, dokładnie jak w wizji Trelawneya, i uniosła różdżkę, celując w trupa. Próbowała znów powtórzyć to, co zrobiła wcześniej – ukształtować surową magię w ostrze, by pozbawić nieumarłego głowy. Ogień na pewno byłby skuteczniejszy, ale Brenna dopiero trzy dni temu szarpała się z płonącym inferiusem i trochę brakowało jej rezonu, aby powtarzać to doświadczenie.
Kształtowanie
Rzut W 1d100 - 10
Akcja nieudana
Akcja nieudana
Rzut W 1d100 - 66
Sukces!
Sukces!
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.