12.06.2024, 09:23 ✶
– Myślę, że jesteś absolutnie nie zastępowalny, ale mama może o tym zapomnieć, jeśli zobaczy ten bałagan – powiedziała. Lekko. Jakby wszystko było dobrze, chociaż faktycznie nie było: Derwin zginął, Jason zginął, Danielle i Lucy raczej nie wrócą już do Anglii, a Mavelle najwyraźniej przez te wszystkie wspomnienia wuja w głowie nie czuła się na siłach ani do pracy, ani do działalności na rzecz Zakonu.
Miejsca przy stole pustoszały, a Brenna mogła jedynie próbować się z tym pogodzić, i chociaż to bolało, i żadnego z nich nikt nie mógł zastąpić, to świat szedł do przodu, uparcie nie chciał się skończyć, i okazywało, że nawet jeśli ktoś był niezastępowalny, to dało się żyć bez niego. Tej myśli towarzyszyły gorycz, jakaś dziwna zaciętość, ale i pewna ulga, że człowiek uczył się w nowych warunkach żyć.
– Żartowałam – uspokoiła go, a potem, gdy wszystkie miotły zgarnęły błoto i psią sierść w jedno miejsce, otworzyła okno na oścież i ruchem różdżki posłała na zewnątrz cały brud. – Nie mam zamiaru wrabiać cię w żadne kalendarze, i obawiam się, że gdybyś kazał mi współpracować przy takim projekcie z jakimś Borginem, skoczyłabym z najwyższego mostu w Londynie.
Niby żarty, a coś w tym jednak tkwiło, bo po ostatniej swojej rozmowie z Anthonym Brenna naprawdę, naprawdę chciała trzymać się całe mile od niego. Poczucie winy tkwiło w niej jak zadra, bo chociaż odpowiedź mogła być tam tylko jedna, i Borginowi wyszło to na dobre, coś tam nawet słyszała o jakichś zaręczynach, to być może gdyby rozegrała to rozsądniej, mogłaby mu przynajmniej pomóc.
Tylko czy on naprawdę chciał pomocy w wyplątaniu się z tych rodzinnych zależności?
– Rookwood? Przepraszam, który, Chester? Bo jedyny, który nadałby się na te kalendarze, tak jakby nigdzie nie może pokazać swojej twarzy… – Ulysses niezbyt nadawał się na kalendarze, Augustus był po prostu mężem i ojcem, do którego nie wzdychały tabuny fanek, Sauriel raczej nie cieszył się dobrą opinią, a Charlie… cóż, on by przeszedł, ale nawet nie miał już swojej własnej twarzy. – Wśród Blacków chyba też brak odpowiednich kandydatów, chyba że mówiłbyś o Syriuszu, ale on w tej chwili łamie głównie serca piętnastolatek. A może to powinien być kalendarz chłopców z BUMu i aurorów? Tommy wziąłby lipiec, a ty sierpień, moglibyście wystąpić bez koszulek – zażartowała, przewieszając się przez parapet i spoglądając ku drzewu czereśni. – Strach na wróble. Znaczy się… nie że wy bez koszulek strachy, ptaki znowu wyżerają owoce, chyba potrzebujemy posadzić na gałęzi magicznego stracha albo co – powiedziała, odbijając się od parapetu. – Bez przesady, ścięłam tylko jeden krzak przy okazji, jestem pewna, że jakbym ogarniała to wszystko sekatorem, to efekt byłby dużo gorszy.
Miejsca przy stole pustoszały, a Brenna mogła jedynie próbować się z tym pogodzić, i chociaż to bolało, i żadnego z nich nikt nie mógł zastąpić, to świat szedł do przodu, uparcie nie chciał się skończyć, i okazywało, że nawet jeśli ktoś był niezastępowalny, to dało się żyć bez niego. Tej myśli towarzyszyły gorycz, jakaś dziwna zaciętość, ale i pewna ulga, że człowiek uczył się w nowych warunkach żyć.
– Żartowałam – uspokoiła go, a potem, gdy wszystkie miotły zgarnęły błoto i psią sierść w jedno miejsce, otworzyła okno na oścież i ruchem różdżki posłała na zewnątrz cały brud. – Nie mam zamiaru wrabiać cię w żadne kalendarze, i obawiam się, że gdybyś kazał mi współpracować przy takim projekcie z jakimś Borginem, skoczyłabym z najwyższego mostu w Londynie.
Niby żarty, a coś w tym jednak tkwiło, bo po ostatniej swojej rozmowie z Anthonym Brenna naprawdę, naprawdę chciała trzymać się całe mile od niego. Poczucie winy tkwiło w niej jak zadra, bo chociaż odpowiedź mogła być tam tylko jedna, i Borginowi wyszło to na dobre, coś tam nawet słyszała o jakichś zaręczynach, to być może gdyby rozegrała to rozsądniej, mogłaby mu przynajmniej pomóc.
Tylko czy on naprawdę chciał pomocy w wyplątaniu się z tych rodzinnych zależności?
– Rookwood? Przepraszam, który, Chester? Bo jedyny, który nadałby się na te kalendarze, tak jakby nigdzie nie może pokazać swojej twarzy… – Ulysses niezbyt nadawał się na kalendarze, Augustus był po prostu mężem i ojcem, do którego nie wzdychały tabuny fanek, Sauriel raczej nie cieszył się dobrą opinią, a Charlie… cóż, on by przeszedł, ale nawet nie miał już swojej własnej twarzy. – Wśród Blacków chyba też brak odpowiednich kandydatów, chyba że mówiłbyś o Syriuszu, ale on w tej chwili łamie głównie serca piętnastolatek. A może to powinien być kalendarz chłopców z BUMu i aurorów? Tommy wziąłby lipiec, a ty sierpień, moglibyście wystąpić bez koszulek – zażartowała, przewieszając się przez parapet i spoglądając ku drzewu czereśni. – Strach na wróble. Znaczy się… nie że wy bez koszulek strachy, ptaki znowu wyżerają owoce, chyba potrzebujemy posadzić na gałęzi magicznego stracha albo co – powiedziała, odbijając się od parapetu. – Bez przesady, ścięłam tylko jeden krzak przy okazji, jestem pewna, że jakbym ogarniała to wszystko sekatorem, to efekt byłby dużo gorszy.
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.