Wydawało jej się, że Thomas jest na tyle bystry, że sprawdził te kwiaty, najwyraźniej tak bardzo się nimi podekscytował, że tego nie zrobił. Cóż, zdarza się najlepszym, a właśnie za jednego z najlepszych miała go siostra. Mało który brat by się tak angażował w sprawy swojego młodszego rodzeństwa, bez żadnego marudzenia. Naprawdę była mu wdzięczna za to wszystko, co robił. Trochę rzadko mu o tym mówiła...
- Cóż, uczymy się na błędach, jeśli tak się stanie, to następne słoneczniki będziesz na pewno bardzo dokładnie oglądał, ale nie ma się co nastawiać, może jednak trafiłeś na uczciwego sprzedawcę. - Zawsze warto mieć nadzieję, bez sensu rozważać nad problemem, który w ogóle mógł nie istnieć.
- Tak, masz tendencje do przesadzania. - Wolała sobie nie wyobrażać, jak mogłoby wyglądać to miejsce, gdyby Thomas posiadał jej umiejętności związane z zielarstwem, ale na pewno nie zamierzałby się ograniczać.
Uśmiechnęła się do niego, kiedy się koło niej zatrzymał. - Tego nie mogę ci obiecać. - Rzuciła, po czym ruszyła w stronę wyjścia do ich małego ogródka.
Nie było to może wielkie królestwo, które mogło być marzeniem każdego ogrodnika, ale byli przecież w centrum Londynu, powinni docenić chociaż ten mały fragment, który nie był zabetonowany. Nie każdy miał możliwość posiadania chociażby takiego niewielkiego ogródka. Przystanęła przy krzakach malin i urwała jeden owoc, wsadziła go sobie do paszczy i przyglądała się, jak brat wychodzi ze skrzynkami. - Co ty na to, żeby zasadzić je tam. - Pokazała ręką na róg, w którym nie rosły żadne rośliny. - Światło chyba będzie opowiednie. - Przeniosła wzrok w stronę nieba, żeby lepiej się przyjrzeć w którą stronę padają promienie słoneczne.