Zgubiła gdzieś Erika. Nie było w tym nic nadzwyczajnego, bo spotykała co chwilę kolejne znajome twarze, z każdym próbowała zamienić słowo. Nie mógł na nią czekać w nieskończoność. Pewnie znalazł sobie inne towarzystwo. Nie do końca tego się spodziewała po tym weselu, okazało się być bardziej kontrowersyjne, niż zakładała. Myślała, że to ona będzie czarną owcą, bo przecież ją zazwyczaj oskarżano o nieodpowiedzialne zachowanie, jednak tym razem było inaczej. Póki co, inni mogli brać z niej przykład. Ojciec byłyby dumny, chociaż może nie do końca. Wiedziała, że docenia jej chaotyczność i niepoukładany charakter.
Stała przy barze, miała ochotę się dzisiaj upić, tak porządnie, bez zastanawiania się nad niczym. Nie szło jej jednak nawet to. Jej myśli co chwilę zmierzały ku Thoranowi, który okazał się nie być tym za kogo się podawał, nie mogła ich zagłuszyć. Była pewna, że potrzebuje więcej alkoholu, musiała doprowadzić się do takiego stanu, żeby nie myśleć, zapomnieć. Sięgnęła po jedną z butelek stojących na barze i dolała sobie whisky do szklanki, czystej. Drinki nie były dla niej szczególnie dobrym wyborem, bo mogła ich wlać w siebie naprawdę sporą ilość.
Suknia, w kórej przyszła na to wesele coraz bardziej ją irytowała. Może wyglądała nieźle, ale nie była przyzwyczajona do tego, że coś ją aż tak bardzo ściska. Do tego miała tyle warstw materiału... Miała ochotę się jej pozbyć, wiedziała jednak, że to jeszcze nie jest czas. Sięgnęła po szklankę i upiła z niej spory haust przyglądając się przy tym gościom, którzy bawili się całkiem nieźle na tym przyjęciu. Nie pamiętała, kiedy ostatnio była na takim wielkim weselu, pewnie inni byli spragnieni takich wielkich przyjęć.
Jeden z kelnerów, którzy stali niedaleko wydawał jej się być nieco znajomy. Przyglądała mu się dłuższą chwilę, aż ją tknęło. Fletcher, którego kojarzyła z Dziurawego Kotła, nie poznała go przez ten strój, Blackowie zadbali o to, aby obsługujący czarodziejów ludzie wyglądali całkiem elegancko. Jako, że nie miała ze sobą co zrobić, postanowiła skorzystać z okazji i do niego podejść. Zatrzymała się tuż przed chłopcem, w sumie to niby mężczyzną, dla niej nadal jednak trochę chłopcem i wyciągnęła w jego kierunku szklankę. - Dolejesz mi? - Był to chyba zupełnie oczywisty początek konwersacji.