12.06.2024, 12:31 ✶
Wierzył w moc akcentu, w końcu mówiąc tak nawet będąc chudym by się go pewnie bali, bo za każdym chudym stoi bardziej umięśniony brat czy przyjaciel i jego znajomi. Zaraz, przecież to nie świat mugoli gdzie mięśnie mają coś do powiedzenia. No a jak chodzi o bycie pijanym, to pijany nie był gdy go okradano, ale to chyba nie działa na korzyść jego argumentów w tej chwili.
Parsknął śmiechem. Sytuacja średnio bezpieczna, ale wszystko skończyło się jak widać na tyle dobrze, że chłopak nadal tu był.
-To jeszcze wszystko przede mną, bo kominków za dużo nie używam. Na palcach jednej ręki policzyć to mogę i to też tylko jak musiałem.- teleportacja była przez niego lubiana na poziomie minus dwieście, jak nie więcej.
Na odpadnięte ręce być może tak właśnie by powiedział. Nie rozumiał do końca poczucia niebezpieczeństwa, z resztą był kilka razy w swoim życiu na tyle blisko śmierci, że dzieliły go od niej sekundy. Nie było czego się bać, bo każdy prędzej czy później coś straci i umrze. Jego stan był mu więc z lekka obojętny.
-Mhmm.- zamruczał. -Kilka ostatnich dni było ciężkich, a jeszcze dzisiaj się zerwałem z rana, żeby jechać do rodziców.- otworzył oczy i spojrzał na niego. -W sumie chyba powinienem się zbierać, już wystarczająco dużo czasu ci zabrałem.- rzucił przepraszająco, podnosząc się z kanapy. Tak, zdrzemnie się w samochodzie chwilę, albo gdzieś pod drzewem i pojedzie dalej.
Parsknął śmiechem. Sytuacja średnio bezpieczna, ale wszystko skończyło się jak widać na tyle dobrze, że chłopak nadal tu był.
-To jeszcze wszystko przede mną, bo kominków za dużo nie używam. Na palcach jednej ręki policzyć to mogę i to też tylko jak musiałem.- teleportacja była przez niego lubiana na poziomie minus dwieście, jak nie więcej.
Na odpadnięte ręce być może tak właśnie by powiedział. Nie rozumiał do końca poczucia niebezpieczeństwa, z resztą był kilka razy w swoim życiu na tyle blisko śmierci, że dzieliły go od niej sekundy. Nie było czego się bać, bo każdy prędzej czy później coś straci i umrze. Jego stan był mu więc z lekka obojętny.
-Mhmm.- zamruczał. -Kilka ostatnich dni było ciężkich, a jeszcze dzisiaj się zerwałem z rana, żeby jechać do rodziców.- otworzył oczy i spojrzał na niego. -W sumie chyba powinienem się zbierać, już wystarczająco dużo czasu ci zabrałem.- rzucił przepraszająco, podnosząc się z kanapy. Tak, zdrzemnie się w samochodzie chwilę, albo gdzieś pod drzewem i pojedzie dalej.