12.06.2024, 19:14 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 07.07.2025, 22:22 przez Lorraine Malfoy.)
Lorraine przypatrywała się Atreusowi swoimi wiedzącymi oczyma, sunąc figlarnie palcem po brzegu kieliszka. Kiedy pod pozorem niewinnej zabawy zaczęło się kryć pełne napięcia wyrachowanie? Gotowość, by jednym ruchem zetrzeć ze szkła ślad odciśnięty przez pomadkę i zniknąć w jednej z ciemnych uliczek Nokturnu, zostawiając za sobą tylko dźwięczne "uważaj na siebie" - cichsze od śpiewu szkła potartego palcem - słodkie, ale odległe?
Na ustach Lorraine zaplątał się dziwny półuśmiech, ni to wesoły, ni to smutny, kiedy dostrzegła błysk odznaki wyciąganej z kieszeni. Czy wcześniej nie myślała o tym, jakie to by było zabawne, zobaczyć Atreusa, jak ten przechwala się swoją odznaką, aby zaimponować publiczności? Może spotkanie z boginią naprawdę otworzyło jej trzecie oko?
Jesteś dobry, mówiła czasem Atreusowi - czule, ale też i z pewną protekcjalnością - ale nie jesteś dobrym człowiekiem. Lorraine znała Bulstrode'a na tyle, by na podstawie zawoalowanych żarcików, którymi rzucał pół wieczoru, ułożyć swoją wersję wydarzeń. Domyślanie się rzeczy i dopowiadanie sobie tego czego brakuje zawsze wychodziło ci tak dobrze, grzmiał jej w głowie Atreus, ale ona prześlizgnęła się spojrzeniem po jego twarzy, kiwnięciem głowy tylko przyjmując przeprosiny.
- Popraw kołnierzyk - szepnęła dyskretnie, kiedy obchodził jej krzesło.
Przy stoliku siedział z nią do tej pory Atreus, ale od stolika wstał już Auror.
Och, Atre, pomyślała, trochę z tęsknotą, trochę ze wstrętem, ty nigdy się nie zmienisz. Zarzucał jej dwulicowość, wtedy, w czerwcu - wytykał dwuznaczność jej manieryzmów, nieszczerość intencji - sam zaś szarżował teraz w stronę sceny, nędzny aktor w podwójnej roli: Aurora i Atreusa. Jeden z nich zgłosił uczestnictwo Stanleya - nieoficjalnie poszukiwanego przez Biuro Aurorów i Brygadę Uderzeniowa - w publicznym widowisku randkowym, doskonale świadom konsekwencji, jakie mogą czekać przyjaciela, jeżeli ten nieopatrznie się ujawni. Drugi - bezceremonialnie maszerował w stronę sceny, by dokonać oficjalnego aresztowania.
Pierdolony karierowicz.
Cholera, nawet ją to kręciło.
W końcu nie sądziła, że Atreus naprawdę aresztuje Stanleya. Nie, oczywiście, że nie: to była tylko kolejna gra, z takimi mężczyznami jak on, wszystko zawsze było przeklętą grą, i dlatego lubiła jego towarzystwo, choć byle miedziany knut, którego obracała teraz między palcami, błyszczał piękniej od tej pierdolonej odznaki - może następnym razem zwinie mu ją z kieszeni, stwierdziła, podrzucając monetą do góry, orzeł czy reszka?, tak jakby nie podjęła decyzji o ucieczce ledwo ujrzała twarz Stanleya - ale tak, Atreus był teraz dużym chłopcem, był teraz Aurorem, i musiał się wykazać: zdecydowanie nie potrzebował w tym celu tak dużej publiczności, zdecydowanie nie potrzebował Lorraine.
Musiała zresztą podrzucić do Głębiny instrukcję dla Francisa jak zadbać o nowy kwiatek, o ile monstrualna paprotka nie zostanie skonfiskowana jako dowód rzeczowy w sprawie. Może akurat wpadną na siebie ze Stanleyem, i ten zdoła wyjaśnić jej, po co pcha się na głupie widowisko randkowe, zamiast wysłać jakiejś pannie liścik miłosny. Tak, jak to zrobił w przypadku Harper Moody.
Lorraine wyszła, cichsza niż duch. Nie obejrzała się za siebie.
Na kieliszku nie widać było śladów szminki.
Na ustach Lorraine zaplątał się dziwny półuśmiech, ni to wesoły, ni to smutny, kiedy dostrzegła błysk odznaki wyciąganej z kieszeni. Czy wcześniej nie myślała o tym, jakie to by było zabawne, zobaczyć Atreusa, jak ten przechwala się swoją odznaką, aby zaimponować publiczności? Może spotkanie z boginią naprawdę otworzyło jej trzecie oko?
Jesteś dobry, mówiła czasem Atreusowi - czule, ale też i z pewną protekcjalnością - ale nie jesteś dobrym człowiekiem. Lorraine znała Bulstrode'a na tyle, by na podstawie zawoalowanych żarcików, którymi rzucał pół wieczoru, ułożyć swoją wersję wydarzeń. Domyślanie się rzeczy i dopowiadanie sobie tego czego brakuje zawsze wychodziło ci tak dobrze, grzmiał jej w głowie Atreus, ale ona prześlizgnęła się spojrzeniem po jego twarzy, kiwnięciem głowy tylko przyjmując przeprosiny.
- Popraw kołnierzyk - szepnęła dyskretnie, kiedy obchodził jej krzesło.
Przy stoliku siedział z nią do tej pory Atreus, ale od stolika wstał już Auror.
Och, Atre, pomyślała, trochę z tęsknotą, trochę ze wstrętem, ty nigdy się nie zmienisz. Zarzucał jej dwulicowość, wtedy, w czerwcu - wytykał dwuznaczność jej manieryzmów, nieszczerość intencji - sam zaś szarżował teraz w stronę sceny, nędzny aktor w podwójnej roli: Aurora i Atreusa. Jeden z nich zgłosił uczestnictwo Stanleya - nieoficjalnie poszukiwanego przez Biuro Aurorów i Brygadę Uderzeniowa - w publicznym widowisku randkowym, doskonale świadom konsekwencji, jakie mogą czekać przyjaciela, jeżeli ten nieopatrznie się ujawni. Drugi - bezceremonialnie maszerował w stronę sceny, by dokonać oficjalnego aresztowania.
Pierdolony karierowicz.
Cholera, nawet ją to kręciło.
W końcu nie sądziła, że Atreus naprawdę aresztuje Stanleya. Nie, oczywiście, że nie: to była tylko kolejna gra, z takimi mężczyznami jak on, wszystko zawsze było przeklętą grą, i dlatego lubiła jego towarzystwo, choć byle miedziany knut, którego obracała teraz między palcami, błyszczał piękniej od tej pierdolonej odznaki - może następnym razem zwinie mu ją z kieszeni, stwierdziła, podrzucając monetą do góry, orzeł czy reszka?, tak jakby nie podjęła decyzji o ucieczce ledwo ujrzała twarz Stanleya - ale tak, Atreus był teraz dużym chłopcem, był teraz Aurorem, i musiał się wykazać: zdecydowanie nie potrzebował w tym celu tak dużej publiczności, zdecydowanie nie potrzebował Lorraine.
Musiała zresztą podrzucić do Głębiny instrukcję dla Francisa jak zadbać o nowy kwiatek, o ile monstrualna paprotka nie zostanie skonfiskowana jako dowód rzeczowy w sprawie. Może akurat wpadną na siebie ze Stanleyem, i ten zdoła wyjaśnić jej, po co pcha się na głupie widowisko randkowe, zamiast wysłać jakiejś pannie liścik miłosny. Tak, jak to zrobił w przypadku Harper Moody.
Lorraine wyszła, cichsza niż duch. Nie obejrzała się za siebie.
Na kieliszku nie widać było śladów szminki.
Postać opuszcza sesję