12.06.2024, 19:29 ✶
Gdyby były w innej sytuacji, to Olivia pewnie by się zaperzyła na takie brzydkie słowa z ust koleżanki. Nigdy w sumie nie słyszała, żeby Brenna mówiła takie rzeczy, ale chyba miała rację - gdyby rzuciła fiolką poprawnie, a nie w Longbottom, nie byłoby problemu. A skoro nie potrafiła nawet dobrze celować, to... Co by było, gdyby się na ten przykład potknęła przy roślinie?
- Ej no, delikatniej bo... O! - to nawet nie było podanie fiolki, a po prostu wyrwanie jej. Co się z nią stało? Chyba nigdy nie widziała Brenny tak wściekłej - nawet gdy zostały prawie przygniecione papierzyskami i innymi rzeczami. Brenna zawsze kojarzyła jej się z łagodnością i humorem, ale teraz poczuła, że po jej plecach przechodzi delikatny dreszcz niepokoju. Nie to, żeby się jej bała, ale posłusznie struchlała, starając się podnieść niezgrabnie z ziemi.
Fiolka rozbiła się przy grubym pniu pnączy. Z początku wydawało się, że mikstura w środku nie zadziałała, ale... Do ich uszu dobiegł syk. Najpierw cichy, potem coraz głośniejszy, a roślina zaczęła się miotać na prawo i lewo, odpuszczając sobie atak na dwie kobiety. Machnęła pnączami najpierw w lewo, potem w prawo, a na końcu padła, niby drgając w konwulsjach. Z jej pnia dymiło, ale nie wyglądało na to, żeby miała się zająć ogniem. Powoli zaczynała usychać.
- Merlinie, dobrze że to działa tylko na rośliny, bo inaczej ręka by ci uschła - Olivia otrzepała tyłek, starając się brzmieć pogodnie i wesoło. Ale wciąż czuła wielką gulę w gardle. - Sorry za tamto. Celowałam w krzaki, nie w ciebie. Dobrze, że tutaj tylko byś się poparzyła, ale ochroniła cię kurtka.
- Ej no, delikatniej bo... O! - to nawet nie było podanie fiolki, a po prostu wyrwanie jej. Co się z nią stało? Chyba nigdy nie widziała Brenny tak wściekłej - nawet gdy zostały prawie przygniecione papierzyskami i innymi rzeczami. Brenna zawsze kojarzyła jej się z łagodnością i humorem, ale teraz poczuła, że po jej plecach przechodzi delikatny dreszcz niepokoju. Nie to, żeby się jej bała, ale posłusznie struchlała, starając się podnieść niezgrabnie z ziemi.
Fiolka rozbiła się przy grubym pniu pnączy. Z początku wydawało się, że mikstura w środku nie zadziałała, ale... Do ich uszu dobiegł syk. Najpierw cichy, potem coraz głośniejszy, a roślina zaczęła się miotać na prawo i lewo, odpuszczając sobie atak na dwie kobiety. Machnęła pnączami najpierw w lewo, potem w prawo, a na końcu padła, niby drgając w konwulsjach. Z jej pnia dymiło, ale nie wyglądało na to, żeby miała się zająć ogniem. Powoli zaczynała usychać.
- Merlinie, dobrze że to działa tylko na rośliny, bo inaczej ręka by ci uschła - Olivia otrzepała tyłek, starając się brzmieć pogodnie i wesoło. Ale wciąż czuła wielką gulę w gardle. - Sorry za tamto. Celowałam w krzaki, nie w ciebie. Dobrze, że tutaj tylko byś się poparzyła, ale ochroniła cię kurtka.